REKLAMA

Warmińsko-Mazurskie: hasła socjalne zdecydowały o wyniku wyborów

  • Autor: PAP
  • 27 października 2015 14:05
Warmińsko-Mazurskie: hasła socjalne zdecydowały o wyniku wyborów Jerzy Wilk, były prezydent Elbląga

Hasła socjalne odwołujące się do wysokiego bezrobocia i wykluczenia komunikacyjnego regionu oraz stały kontakt z wyborcami przesądziły o wynikach wyborów parlamentarnych na Warmii i Mazurach - uważa specjalista od marketingu politycznego Wojciech Szalkiewicz.

Niedzielne wybory w woj. warmińsko-mazurskim okazały się największym w historii tego ugrupowania sukcesem Prawa i Sprawiedliwości. PiS dwukrotnie zwiększył liczbę posłów; zyskał też w regionie dwóch senatorów, a dotąd nie miał żadnego.

"Ten wynik to jest znak zmian, jakie zaszły w świadomości mieszkańców regionu i rezultat naszej ciężkiej pracy" - uważa szef regionalnych struktur PiS Jerzy Szmit. Podkreślił on, że w ostatnich latach działacze utrzymywali ścisły kontakt z wyborcami (zarówno w internecie, jak i podczas bezpośrednich spotkań) i zajmowali się sprawami budzącymi emocje społeczne, np. budową siłowni wiatrowych czy wysypiskiem śmieci.

Sam Szmit był jedną z niespodzianek regionalnej kampanii, bo w ostatniej chwili wycofał się z "osobistych powodów" ze startu do Sejmu, ale mimo to aktywnie i z dużym zaangażowaniem wspierał kandydatów partii.

Polska ma tendencje do zmiany władzy

Z kolei specjalista od marketingu politycznego dr Wojciech Szalkiewicz ocenił, że wynik ugrupowania odzwierciedlił ogólnopolskie tendencje do zmiany władzy i to, że w regionalnej kampanii PiS odwoływał się do największych bolączek regionu: najwyższego w kraju bezrobocia, emigracji zarobkowej młodych ludzi, niskich płac, wykluczenia komunikacyjnego, trudnego dostępu do służby zdrowia.

Podobne hasła, np. pozostawienia bez pomocy środowisk popegeerowskich, przywoływali w kampanii także kandydaci Zjednoczonej Lewicy i mimo że ugrupowanie w skali kraju nie przekroczyło progu wyborczego, to lider listy w regionie Tadeusz Iwiński otrzymał blisko 13 tys. głosów. Z list PiS mandat otrzymali kandydaci, którzy dostali mniej głosów od Iwińskiego.

"Te wyniki pokazały, że nadal jesteśmy regionem centrolewicowym, bo ugrupowania posługujące się tego rodzaju hasłami otrzymały u nas wynik wyższy, niż w skali kraju" - ocenił Szalkiewicz.

Specjalista od marketingu politycznego podkreślił, że sam szyld partii i nawet dobra pozycja na liście nie gwarantowały wygranej. "Przykładem jest osoba prof. Selima Chazbijewicza, który startował z listy PiS i nie uzyskał mandatu, mimo że miał drugą pozycję" - powiedział Szalkiewicz.

Wynik nie zależy od miejsca na liście

Podobny przypadek odnotowano na liście elbląskiej PiS, gdzie były prezydent Elbląga Jerzy Wilk startujący z trzeciego miejsca uzyskał lepszy wynik, niż lider listy i jednocześnie zaufany współpracownik prezesa Jarosława Kaczyńskiego Leonard Krasulski (mandat zdobył).

Wilk przez rok swojej prezydentury spełnił kilka obietnic wyborczych, np. obniżył czynsze w mieszkaniach komunalnych i ceny biletów komunikacji miejskiej w Elblągu, za jego prezydentury wprowadzono Kartę Dużej Rodziny i inicjatywę uchwałodawczą, umożliwiającą zgłaszanie przez grupy mieszkańców własnych projektów pod obrady rady miasta. Tymczasem Krasulski od lat ograniczał publiczną działalność do promowania idei przekopu Mierzei Wiślanej.

Zdaniem Szalkiewicza, aby można było mówić o sukcesie muszą "współgrać 4 razy k", tj. kandydat, komitet, konkurent i kampania. "W przypadku PiS słabym "k" okazała się mała rozpoznawalność Chazbijewicza oraz kandydatki na senatora z Olsztyna Bożenny Ulewicz" - ocenił.

Te wszystkie czynniki sprawdziły się w przypadku b. posła Samoobrony Adama Ołdakowskiego. On zdobył mandat z listy PiS z okręgu elbląskiego, a tymczasem jego dawny partyjny kolega Mieczysław Aszkiełowicz bezskutecznie walczył o powrót do Sejmu z list Zjednoczonej Lewicy.

Bezsprzecznie największą wygraną wyborów w regionie okazała się startująca z własnego komitetu do Senatu Lidia Staroń, na którą zagłosowało ponad 63 tys. wyborców. Staroń była dwie kadencje posłanką PO, ale z powodu krytykowania lokalnych działaczy nie umieszczono jej na liście do Sejmu. W swojej kampanii Staroń podkreślała swoją skuteczność w "obronie skrzywdzonych" przywołując sprawy, które nagłaśniała w ostatnich latach: poszkodowanych przez komorników, mieszkających przy hucie ołowiu w Korszach, czy rolników, którym gmina naliczyła karę za wycinkę krzaków.

"Staroń przez cztery lata wyrobiła sobie markę osoby, która pomoże w sytuacji, gdy wszystkie inne drogi zawiodły. Bywała w programach interwencyjnych, nagłaśniała swoje działania i de facto prowadziła kampanię przez cztery lata" - ocenił Szalkiewicz.

Kto był największym przegranym?

W ocenie Szalkiewicza największym przegranym kampanii był konkurent Staroń, rektor olsztyńskiego uniwersytetu Ryszard Górecki. "Dostał ponad 15 tys. głosów mniej od Staroń, mimo że prowadził najdroższą w regionie kampanię. Była ona jednak zbyt nachalna, np. film, który emitowała telewizja kablowa, był propagandą" - powiedział Szalkiewicz.

Mimo że PO uzyskała gorszy rezultat w regionie niż 4 lata temu, to dla Szalkiewicza zaskoczeniem był wynik szefa tej partii w regionie Jacka Protasa, który mając poparcie ponad 18 tys. wyborców uzyskał najlepszy wynik w okręgu elbląskim. Protas uzyskując mandat posła automatycznie stracił miejsce w zarządzie regionu.

"Po dwudziestu paru latach w samorządzie, po 9 latach w sejmiku wojewódzkim uznałem, że moje doświadczenie i wiedza przydadzą się w Sejmie. Jest tam w sprawie polityki regionalnej i polityki samorządowej bardzo wiele do zrobienia. Wydaje mi się, że ta droga, którą przebyłem od radnego gminy, starosty, do marszałka i prezesa Związku Województw upoważnia mnie, by w tej chwili w parlamencie wypowiadać się na te tematy" - przyznał Protas i dodał, że podejmując decyzję o starcie w wyborach parlamentarnych nie sądził, że przyjdzie mu być posłem opozycji.

Niedzielne wybory pozbawiły sejmowej reprezentacji mniejszość ukraińską, ponieważ mandatu nie zachował Miron Sycz startujący z listy PO. Mandat poselski straciła także posłanka z 10-letnim stażem Beata Bublewicz, która w poprzednich wyborach uzyskała najlepszy wynik na liście olsztyńskiej PO. Teraz startowała z 4. miejsca.

Pokoleniowa zmiana nastąpiła w szeregach reprezentantów PSL: zasiadającego nieprzerwanie od 1985 roku leśnika Stanisława Żelichowskiego, który nie uzyskał w okręgu elbląskim mandatu, zastąpi 38-letnia Urszula Pasławska. Mimo młodego wieku, Pasławska była już wicemarszałkiem regionu i wiceministrem Skarbu Państwa.

Skomentuj

  • Brak komentarzy.



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA