REKLAMA

Ryszard Petru podchodzi ostrożnie do decyzji Komisji Europejskiej w sprawie Polski

  • Autor: PAP/GP
  • 13 stycznia 2016 16:05
Ryszard Petru podchodzi ostrożnie do decyzji Komisji Europejskiej w sprawie Polski Według Petru w obecnej sytuacji zadaniem posłów opozycji jest doprowadzenie do tego, by w PiS wyłamała się pewna grupa posłów (fot. twitter.com/_Nowoczesna)

• Ryszard Petru ocenia, że decyzja KE to poważny sygnał ostrzegawczy dla rządu.
• Nawiązując do sytuacji węgierskiej, lider Nowoczesnej wyraził obawy o następne kroki PiS.
• Kamila Gasiuk-Pihowicz zaznacza, że sytuacja powinna ostrzec rządzących, gdzie prowadzi ich polityka.

- Polska dostała od Komisji Europejskiej żółtą kartkę, zapracował na to PiS - tak decyzję Komisji Europejskiej o objęciu Polski procedurą państwa prawa skomentował lider Nowoczesnej Ryszard Petru. Źle się stało, że taka sytuacja ma w Europie miejsce - ocenił.

KE zdecydowała się w środę wszcząć wobec Polski pierwszy etap procedury dotyczącej ochrony państwa prawa ze względu na to, że wiążące zasady dotyczące TK nie są obecnie przestrzegane - poinformował wiceszef KE Frans Timmermans.

Więcej o decyzji Komisji przeczytasz tutaj.

- To na pewno żółta kartka dla Polski, PiS na to zapracował, podejmując takie a nie inne decyzje ws. Trybunału Konstytucyjnego, mediów, a za chwilę i prokuratury; jeszcze w tak szybkim tempie - ocenił Petru.

Podkreślił, że partia rządząca w pełni odpowiada za to, co się stało.

- To nie my łamaliśmy konstytucję i obyczaj, to nie my opowiadamy w wywiadach o wegetarianach i rowerzystach. Nie odpowiadamy też za to, jak władza traktuje opozycję - mówił Petru.

Według niego, źle się stało, że taka sytuacja ma w Europie miejsce. Petru porównywał sytuację Polski do Węgier.

- Viktor Orban był na tyle dojrzałym politykiem, że był w stanie się z podobnej polityki wycofać. My apelujemy do premier Szydło, by również się wycofała. Dobrze, że ona tam jedzie i będzie rozmawiać z politykami europejskimi, ale to może nie wystarczyć - mówił. Dodał, że jego zdaniem problem Polski polega na tym, że u nas - w przeciwieństwie do Orbana - polska premier nie podejmuje decyzji, tylko Jarosław Kaczyński.

Przeczytaj o spotkaniu Orban-Kaczyński

- Pani Szydło musi liczyć na dobry humor pana prezesa - ocenił Petru.

- Boję się, że o ile Węgry nie były traktowane jako bardzo poważny kraj w UE w sensie militarnym i geopolitycznym, to Polska jest bardziej newralgiczna. Mamy granicę rosyjską, konflikty na Ukrainie i ministra obrony narodowej, który co najmniej dziwny. To wszystko powoduje, że jesteśmy znacznie ważniejsi i UE może przejmować się nami o wiele bardziej - dodał lider Nowoczesnej.

Według niego są także obawy, że Polska będzie postrzegana jako kraj, w którym nieprzestrzegane jest prawo, jest niepoważny i niewiarygodny, a do marca - kiedy KE ma powrócić do sprawy - PiS może jeszcze nabroić.

- Najbardziej się boję, że Polska wypadnie z grupy państw, które decydują o przyszłości w UE. A to może okazać się dla nas szczególnie ważne, jeśli na przykład będziemy musieli się zmierzyć z napływem uchodźców z Ukrainy albo innym kryzysem. My wtedy będziemy Unii potrzebować, także w negocjacjach z Rosją w przypadku sankcji. Nasza siła wobec świata zewnętrznego jest taka, jak nasza siła w UE. Dlatego uważam, że Jarosław Kaczyński i PiS osłabiają naszą siłę - powiedział Petru.

Zaznaczył, że on sam w grudniu apelował, by polskie brudy prać w Polsce i prosił premier o rozmowy m.in. ws. Trybunału; jak zauważył, wtedy premier Szydło nie była tym zainteresowana.

Według Petru w obecnej sytuacji zadaniem posłów opozycji jest doprowadzenie do tego, by w PiS wyłamała się pewna grupa, która doprowadzi do wcześniejszych wyborów.

Jak mówiła z kolei Kamila Gasiuk-Pihowicz, dzięki rozpoczętej przez KE procedurze, politycy UE będą mieli szansę wyrobienia sobie samodzielnie zdania na temat tego, co wydarzyło się w Polsce.

- Nie będzie oskarżeń o nieuzasadnione donosy na Zachód - dodała posłanka Nowoczesnej. Jak zaznaczyła, nie bagatelizowałaby decyzji KE, która - w jej opinii - powinna dać polskiemu rządowi do myślenia". Nie ma co obrażać się na rzeczywistość. Pewne standardy demokratycznego państwa prawa zostały w Polsce naruszone - uważa Gasiuk-Pihowicz.

Procedura reagowania na systemowe zagrożenia dla rządów prawa istnieje od marca 2014 roku. Celem tej procedury jest umożliwienie Komisji Europejskiej dialogu z danym państwem członkowskim, aby zapobiegać wyraźnemu ryzyku poważnego naruszenia przez państwo unijne m.in. wartości demokratycznych. Proces ten składa się z trzech etapów. Pierwszym jest ocena KE, podczas której gromadzone i oceniane są wszystkie informacje dotyczące ewentualnych zagrożeń.

W kolejnym kroku, o ile sprawa nie zostanie załatwiona wcześniej, procedura przewiduje publikację przez KE zalecenia w sprawie państwa prawnego. To wytyczne, by państwo członkowskie rozwiązało zidentyfikowane problemy w wyznaczonym terminie i poinformowało o tym Brukselę.

W trzecim etapie KE monitoruje działania podjęte w odpowiedzi na jej zalecenia. Jeśli uzna, że nie są one wystarczające, może skorzystać z mechanizmu przewidzianego w art. 7 Traktatu o UE, czyli zwrócić się do Rady o stwierdzenie poważnego ryzyka naruszania wartości UE przez kraj unijny.

Podobał się artykuł? Podziel się!

Skomentuj

  • Brak komentarzy.



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA