REKLAMA

Prof. Bralczyk: im bliżej wyborów, tym więcej językowego populizmu

  • Autor: PAP
  • 06 października 2015 08:24
Prof. Bralczyk: im bliżej wyborów, tym więcej językowego populizmu Od dawna już można zaobserwować przenikanie do języka polityki wzorców z reklamy – uważa prof. Bralczyk. Fot. youtube.com

Język polskiej polityki miota się pomiędzy Scyllą dyskursu narodowo-katolickiego a Charybdą poprawności politycznej i eurożargonu. Im bliżej wyborów tym chętniej obie strony sięgają po język populizmu - mówi profesor Jerzy Bralczyk.

Profesor Bralczyk, który obserwuje język polskiej polityki od kilku dekad, uważa, że w PRL łatwiej było odnaleźć w nim pewne reguły, ponieważ był dość jednolity. Z nastaniem wolności przyszła też rozmaitość w języku polityki, trudno teraz opisać prawa, które nim rządzą.

Można natomiast - i próbowałem to robić - znaleźć pewne wzorce językowe, do których odwołują się poszczególne polityczne ugrupowania - mówi językoznawca.

Wyróżnił na przykład "język konserwatywno-narodowo-katolicki", który łączy z tradycją polskiego romantyzmu.

"Język pełen patosu"

Ten język jest pełen patosu i słów wzniosłych, a rzeczywistość ujmuje w opozycjach. Charakterystyczny dla niego jest podział na "my" i "oni", jest wyrazisty, padają w nim takie słowa jak "świętość" i "chwała", ale też "hańba" i "zdrada". To jest tak atrakcyjny język, że sięgają po niego także ugrupowania niezwiązane z prawicą jak na przykład kibice sportowi. Tradycja tego języka wywodzi się romantyzmu, prowadzi przez "Rotę" Konopnickiej i propagandę bogoojczyźnianą II RP. Charakterystyczne dla niego są odwołania do narodu, patriotyzmu, pozytywna autoprezentacja i postrzeganie innych jako zagrożenia" - powiedział językoznawca. Ugrupowania liberalne, jego zdaniem, często posługują się natomiast językiem odwołującym się do tradycji oświeceniowego racjonalizmu.

"Konkurencja jest w tym lepsza"

Tutaj z kolei mamy do czynienia z silną frazeologizacją związaną z zasadą politycznej poprawności i eurożargonem. O ile konserwatyści czerpią językowo z literatury romantycznej, liberałowie mają tendencję do popadania w język urzędowy. Platforma Obywatelska miota się teraz pomiędzy chęcią pozostania wierną wartościom liberalnym, które programowo kultywuje, a zamiarem rywalizowania z konkurencją na polu atrakcyjniejszego dla słuchacza języka "narodowego". Oczywiście nic z tego nie wychodzi, bo konkurencja jest w tym lepsza, a PO traci tylko wyrazistość - ocenia prof. Bralczyk.

Jest wreszcie język populistyczny, do którego właściwie wszyscy coraz chętniej sięgają, tym chętniej im wybory bliżej. To język bardzo wyrazisty, agresywny, schlebiający najniższym gustom, odwołujący się do niskich instynktów, budujący poczucie zagrożenia. To język tabloidów, język sensacji w polityce. To co teraz obserwujemy w języku polityków, to coraz silniejsze nastawienie na konfrontację. Być może jest to wpływ internetu i jego najciemniejszej strony czyli hate'u - ten wzorzec niewątpliwie wyznaczył nowe standardy agresji słownej w polityce - mówi językoznawca.

Od dawna już można zaobserwować przenikanie do języka polityki wzorców z reklamy, ale też coraz powszechniejsze korzystanie z usług spindoctorów.

Temu można przypisać, zdaniem prof. Bralczyka, rozpowszechnianie się maniery artykulacyjnej polegającej na bardzo szybkim mówieniu, które ma oponenta zagłuszyć i wytrącić z równowagi. Do tej grupy zachowań należy także powtarzanie sądów, które są mało konkretne, ale sugestywne.

"Uniwersalna odpowiedź"

Takie sformułowania, że coś jest dobrem narodu, albo że ktoś nie działa zgodnie z wolą narodu, najczęściej nie pociągają za sobą żadnych wyjaśnień ani uzasadnień, bo nie o argumentację tutaj idzie. Gdy padają takie słowa, zazwyczaj oznacza to koniec rozmowy w sensie wymiany argumentów. Powszechna jest praktyka nieodpowiadania na zadane przez dziennikarza czy oponenta pytanie, tylko powtarzanie swojej kwestii. Innym często stosowanym wybiegiem jest zastosowanie frazy, że dana kwestia "leży nam na sercu" - to uniwersalna odpowiedź na niemal każde pytanie - mówi prof. Bralczyk.

Ostatnio w dyskursie publicznym często pojawia się słowo "uchodźca", które dawniej mogło budzić sympatię słuchacza przez wywołanie współczucia - określa osobę, która musi przed czymś uchodzić czyli uciekać. "Ale to słowo tak często pojawiało się ostatnio w negatywnych kontekstach, że straciło swój pozytywny potencjał. Dlatego bardzo spodobało mi się proponowane przez prof. Grzegorza Kołodkę słowo "przychodźca", bo przecież ci ludzie do nas przychodzą. Może okażą się "przechodźcami" i pójdą dalej, ale traktujmy ich tak, jakby do nas przychodzili - jak gości - dodał profesor Bralczyk.

Podobał się artykuł? Podziel się!

Skomentuj

  • Brak komentarzy.



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA