REKLAMA

Nowoczesna o proteście w Sejmie: "Liczymy na opamiętanie się PiS. Mamy nadzieję, że nastąpi"

  • Autor: Włodzimierz Kaleta
  • 03 stycznia 2017 07:28
Nowoczesna o proteście w Sejmie: "Liczymy na opamiętanie się PiS. Mamy nadzieję, że nastąpi" Marszałek Kuchciński w pełni świadomości złamał prawo - mówi Jerzy Meysztowicz/Fot.youtube/

- Żadne ostateczne decyzje nie zostały jeszcze podjęte, choć na różne warianty rozwoju sytuacji musimy być przygotowani. Nasz protest przeciwko łamaniu prawa przez najważniejsze osoby w państwie, przeciw łamaniu konstytucji nie jest puczem. Jest to walka o demokrację - powiedział w rozmowie z serwisem Parlamentarny.pl Jerzy Meysztowicz, wiceprzewodniczący Nowoczesnej.

Prezes PiS, i nie tylko on, to, co stało się w Sejmie za sprawą opozycji, nazwał puczem. Czuje się pan puczystą?

Jerzy Meysztowicz: - Jeżeli puczem nazwiemy walkę o demokrację, to tak. Jarosław Kaczyński powinien najpierw przeczytać, co to słowo znaczy, by nie używać określeń, których nie rozumie. Pucz to przecież zbrojne obalenie prawowitych władz przy użyciu wojska i policji. Jest to chyba jedyny na świecie pucz, kiedy głowa państwa w tym czasie wyjeżdża na narty.

Jeżeli jednak takie rzeczy mówi człowiek, który dzierży największą władzę w Polsce, to nie jest to powód do żartów, gdyż głoszenie tego rodzaju nieprawdziwych informacji podgrzewa dodatkowo społeczne emocje. Jeśli więc miałbym poważnie odnieść się do znaczenia tego słowa, to nie czuję się puczystą. To protest przeciwko systematycznemu łamaniu państwa prawa i jego instytucji, wolności obywatelskiej oraz wolności prasy.

Porwaliście się jednak na demokratyczne procedury obowiązujące w Sejmie. Społeczeństwo dowiaduje się, że opozycji chodziło o zablokowanie najważniejszych ustaw, a potem pokazanie, że władza sobie nie radzi. Wykorzystujecie każdy moment, byleby tylko narobić hałasu i zaistnieć.

- Prawda jest taka, że mamy obecnie do czynienia z największym kryzysem parlamentarnym od 1989 r. Kryzys zaczął się od łamania praw obywateli do informacji o tym, co się dzieje w Sejmie. Za kryzys odpowiedzialny jest przede wszystkim marszałek Kuchciński, który uniemożliwił uczestnictwo w obradach posłowi opozycji. Gdyby nie ten fakt, w ogóle nie byłoby problemu.

Namówiliśmy posła Szczerbę, żeby napisał wniosek o odwieszenie tej kary i marszałek był nawet skłonny się do tej prośby przychylić. Niestety, poseł Kaczyński na posiedzeniu Klubu Parlamentarnego PiS powiedział, że nie ma absolutnie mowy o cofnięciu tej decyzji. Przeciwnie, nawet trzeba stanowisko usztywnić, w związku z tym marszałek z podjętej wcześniej decyzji się nie wycofał.

Czytaj też: 500 zł na dziecko taki był koszt programu 500 plus w 2016 r.

Nie będę ukrywał, że dla nas równie istotna była kwestia obecności mediów w parlamencie. Wiadomo, jakie propozycje padły. Były one nie do przyjęcia, z nikim wcześniej niekonsultowane. Ponieważ podjęto je jednoosobową decyzją marszałka, w związku z tym uznaliśmy, że trzeba się temu przeciwstawić.

Czy jednak koniecznie wbrew prawu, blokując sejmową mównicę i fotel marszałka?

- Po roku łamania konstytucji, łamania prawa, łamania regulaminu Sejmu przyszedł czas na ograniczenie dostępności mediów do parlamentu. Po prostu miarka się przebrała. Jedyną formą protestu, jaką mogliśmy zastosować, było wejście na mównicę. To była jedyna rzecz, jaka wchodziła w rachubę – nieposłuszeństwo obywatelskie. Obywatelski protest przeciwko autorytarnym działaniom władzy.

Wszystkie inne demokratyczne działania, z którymi wychodziliśmy wobec rządzących, na nic się zdały. Chcieliśmy reagować na łamanie prawa w sposób normalny dla demokracji, niestety odzewu nie było, dlatego zmuszeni zostaliśmy przejść do innych działań.

Jeżeli władza łamie prawa obywatelskie, łamie konstytucję, łamie regulaminy, to społeczeństwo, a tym bardziej posłowie mają prawo, w sytuacjach szczególnych, zastosować działania nie do końca właściwe pod względem prawnym. Jest to obrona przed tym, co robi PiS.

W takim razie czy był sens okupowania sali sejmowej przez święta i Nowy Rok?

- Ludzie oczekiwali od opozycji, że zajmie wreszcie stanowcze stanowisko wobec tego, co robi PiS. Protesty przed Sejmem pokazały, że ludzie mają powoli dość „dobrej zmiany”. Uznaliśmy, że skoro nie było reakcji ze strony marszałka na nasz protest, skoro dokonano dziwnej zmiany miejsca posiedzenia Sejmu, to takie działanie jest bezprawne.

Zwłaszcza że głosowanie nad ustawą budżetową odbyło się w skandalicznych warunkach. Nie ma pewności, czy głosy zostały właściwie policzone, a teraz okazuje się, że mogło nie być nawet kworum.

Nie możemy uznać tego wyniku głosowania za ostateczny, stąd też decyzja o kontynuowaniu protestu do 11 stycznia.

I co dalej? Co rządzący musieliby zrobić byście odstąpili od protestowania?

- Nasze propozycje zdążają do tego, by wspólnie wypracować jakiś kompromis. Uznać, że głosowanie odbyło się z naruszeniem procedur i by można było je powtórzyć w jakiejś formule zgodnie z prawem. To nie jest dokładna forma reasumpcji, ale można by podjąć takie działania.

Jeżeli uznamy, że 33. posiedzenie Sejmu nadal trwa, to przywrócenie posła opozycji do pracy podczas tego posiedzenia oraz jasna deklaracja ze strony kancelarii Sejmu i marszałka, że zasady funkcjonowania mediów wracają do stanu sprzed kryzysu. Wówczas kończymy protest. Byłaby to najlepsza sytuacja dla Polski.

To jest możliwe? Marszałek Kuchciński powiedział w swoim oświadczeniu, że wszystkie decyzje zapadły prawidłowo, bo głosowanie było poprawne. Wszystko zatem jest lege artis i nie potrzeba żadnych powtórzeń.

- Marszałek Kuchciński może powiedzieć wszystko. Może powiedzieć, że głosowało 500 posłów, ale nie jest w stanie wymienić nazwiska żadnego, bo nie ma listy głosujących. Marszałek złamał jeszcze w jednym miejscu prawo i regulamin Sejmu. Wiedział doskonale, bo został poinformowany przez pracowników Sejmu, że nie ma możliwości głosowania budżetu blokami. Zrobił to, wiedząc o tym. To najgorsza rzecz, jaką mógł zrobić, bo w pełni świadomości złamał prawo.

Nie jesteśmy przygotowani, by lekceważyć tego typu zdarzenia, musimy być konsekwentni i wytykać wszystkie zdarzenia, które Prawo i Sprawiedliwość robi w kwestii łamania prawa i procedur. Nie rozumiem, dlaczego większość parlamentarna boi się reasumpcji głosowania nad budżetem. Nikt przecież nie podejrzewa, że PiS nie będzie w stanie przegłosować tej ustawy.

Czego zatem można spodziewać się ze strony posłów Nowoczesnej po 11 stycznia, jeśli nic się nie zmieni, a obrady kolejny raz zostaną przeniesione do innej sali?

- Liczymy na opamiętanie się PiS. Wypowiedzi niektórych przedstawicieli tej partii, jak Kazimierza Ujazdowskiego czy posła Łapińskiego, pokazują, że tam również nie ma jednolitego poglądu na te kwestie. Mamy nadzieję, że to otrzeźwienie nastąpi i dojdziemy do porozumienia.

My też będziemy wychodzić z propozycjami, żeby zakończyć konflikt. Jesteśmy partią odpowiedzialną, dlatego uważamy, że trzeba zrobić wszystko, by budżet nigdy nie został podważony, by był przegłosowany zgodnie ze wszystkimi wymogami.

Czytaj też: Studia doktoranckie: NCBR dofinansuje kształcenie w szkołach wyższych i instytutach naukowych

Analizujemy na bieżąco sytuację, będziemy się zastanawiać nad propozycjami, które możemy złożyć, by wspólnie szukać skutecznego rozwiązania konfliktu. Jeszcze żadne ostateczne decyzje nie zostały podjęte, choć na różne warianty musimy być przygotowani.

Ale do osiągnięcia kompromisu są potrzebne ustępstwa dwóch stron. Tymczasem wypowiedzi posła Kaczyńskiego i innych polityków PiS nie napawają optymizmem.

I co wówczas?

- Musimy być przygotowani również na sytuację, w której nie będzie żadnego kompromisu. Jeżeli okaże się, że wszystkie nasze działania będą mało skuteczne i PiS nie zgodzi się na żadne ustępstwa, aby konflikt zakończyć, to jednym z elementów naszego działania będzie wniosek o samorozwiązanie Sejmu.

Nie może być tak, że będą działały dwa Sejmy, jeden opozycyjny, drugi rządowy, jeden obraduje w Sali Plenarnej, drugi w Sali Kolumnowej. Jest to niedopuszczalne. Byłaby to chora sytuacja z punktu widzenia Polski. Jeżeli wszystko pójdzie w tak złym kierunku, będziemy musieli złożyć wniosek o skrócenie kadencji Sejmu.

PiS mówi, że nie ma takiej potrzeby, by rozwiązywać Sejm.

- Jeżeli PiS twierdzi, że ma 50 proc. społecznego poparcia, to czego się boi. Jeśli są tacy mocni, to niech się sprawdzą. My uważamy, że dalej tak nie można pracować, nie można łamać wszystkich zasad, prawa i konstytucji.

Takie działanie umożliwiłoby skuteczne wypowiedzenie się ludzi, czy ta forma dyktatury, jaką proponuje PiS, im odpowiada. Jeżeli społeczeństwo powie, że chce dyktatury, to niech ją ma. Wtedy wszystko będzie jasne i widoczne.

PiS szedł do wyborów z innymi hasłami i innymi propozycjami, również personalnymi, z innymi pomysłami na rządzenie. Oszukał społeczeństwo, w związku z tym teraz ludzie mogliby zagłosować na prawdziwą twarz PiS.

Skomentuj (2 komentarzy)

  • Sk 2017-01-04 13:39:21
    To wołanie typu ,,łapcie złodzieja" gdy sami mają lęk przed karą za przestępstwa ;-)
  • analityk 2017-01-03 10:36:12
    Jakie opamiętanie.To jest ciąg dalszy okrągłego stołu że starymi i nowymi antypolakami.



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA