REKLAMA

Majmurek: spór o Smoleńsk to dla PiS broń polityczna, ale też problem

  • Autor: PAP/AS
  • 09 kwietnia 2016 09:31
Majmurek: spór o Smoleńsk to dla PiS broń polityczna, ale też problem "Podział smoleński" jest też problemem dla całej formacji prawicowej (fot. pis.org.pl)

Konflikt o katastrofę smoleńską jest dla PiS źródłem kapitału politycznego, ale i problemem, bo grozi partii utratą centrowych wyborców i utrudnia jej budowanie szerszych koalicji politycznych - mówi PAP Jakub Majmurek, publicysta "Krytyki Politycznej".

"Podział smoleński" jest też problemem dla całej formacji prawicowej, która "za 30 lat nie będzie się Polakom kojarzyć np. z określoną wizją gospodarki, nowoczesną formułą patriotyzmu czy ochroną tradycji, tylko ze smoleńską fiksacją" - dodaje.

Według publicysty, spór o Smoleńsk jest wyniszczający dla polskiej wspólnoty i utrudnia wielu grupom wyborców rozpoznanie swoich właściwych interesów.

PAP: Jak istotna jest katastrofa smoleńska - i spory na jej temat - dla polskiej polityki AD 2016?

Jakub Majmurek: "Podział smoleński" jest podziałem, który wciąż mocno organizuje życie publiczne w Polsce. Przez ostatnie 6 lat katastrofa stała się dla części wyborców symbolem wszystkiego, co w państwie polskim nie działa tak jak powinno, sztandarem, pod którym mogli wyrażać swój gniew i niezadowolenie z sytuacji, jaka w Polsce panuje. Z kolei dla drugiej strony Smoleńsk stał się symbolem nieracjonalności polskiej polityki, oszołomstwa, szaleństwa i tych wszystkich sił, przed którymi polską politykę należy bronić. Był to więc symbol na swój sposób wygodny i funkcjonalny dla obu reprezentowanych politycznie w tym podziale stron - przede wszystkim dla Prawa i Sprawiedliwości i Platformy Obywatelskiej. Obie strony zwalniał on bowiem z pracy intelektualnej, zwalniał z różnienia się w sensowny sposób i jednocześnie pozwalał im konsolidować swoje elektoraty.

PAP: Czyli w tym, jak Smoleńsk w polityce i w sporach na arenie publicznej jest obecny w ogóle nie chodzi o katastrofę, tylko o to, żeby wyrazić swój stosunek emocjonalny do III RP, albo - w przypadku polityków - o to, żeby zmobilizować określone grupy wyborców?

J.M.: Na poziomie jednostkowych motywacji wielu ludziom autentycznie zależy zapewne na wyjaśnieniu sprawy Smoleńska. Jednocześnie wydaje się jednak, że coraz trudniej sobie wyobrazić jej rzeczywiste rozstrzygnięcie - takie, które mogłoby zostać przyjęte jako prawdziwe przez wszystkich. Jakiekolwiek wyjaśnienie, które odrzuciłoby hipotezę zamachu będzie przez część wyborców kontestowane i podważane jako manipulacja - i odwrotnie. Doszliśmy zatem do sytuacji, w której obie strony konfliktu powołują się na wolę prawdy, ale w rzeczywistości za tą wolą kryje się takie kłębowisko różnego rodzaju emocji, pragnień i roszczeń, że prawda - rozumiana jako zgodność ze stanem faktycznym - schodzi gdzieś na dalszy plan.

PAP: Skupmy się na roli, jaką katastrofa odgrywa w strategii politycznej obecnego obozu rządzącego.

J.M.: Z perspektywy taktycznej, krótko- i średnioterminowego interesu PiS wykorzystywanie przez PiS sprawy Smoleńska można oceniać jako racjonalne. Na pewno skutecznie pozwala ono zmobilizować pewną część żelaznego elektoratu partii rządzącej, który jest ważny, bo gwarantuje jej istotną rolę na scenie politycznej nawet wówczas, gdy odwracają się od niej wyborcy centrowi. Ale w perspektywie długoterminowej wydaje się, że dla PiS nie jest dobre, żeby tak silnie identyfikowane było ze sprawą Smoleńska. Ogniskowanie sporu politycznego wokół Smoleńska odsuwa od partii część wyborców centrowych, spycha ją do narożnika, utrudnia lub uniemożliwia jej budowanie szerokich koalicji, które są niezbędne do realizacji prawdziwie ambitnych strategicznych celów. W dłuższej perspektywie silny związek ze Smoleńskiem szkodzi zresztą nie tylko PiS, ale całej formacji prawicowej w Polsce. Jak tak dalej pójdzie, za 30 lat prawica nie będzie się Polakom kojarzyć np. z określoną wizją gospodarki, nowoczesną formułą patriotyzmu czy ochroną tradycji, tylko ze smoleńską fiksacją. Istnieje zatem ryzyko, że pamięć o katastrofie może stać się narzędziem programowej autokastracji polskiej prawicy.

PAP: A może odejście od Smoleńska byłoby politycznie zbyt kosztowne? Czy można sobie wyobrazić, że elektorat smoleński PiS cofa swoje poparcie dla tej formacji?

J.M.: Trzeba jednak zastrzec, że PiS raz się już ta sztuka udała i swoje zwycięstwo w ostatnich wyborach zawdzięcza m.in. zawieszeniu podziału smoleńskiego i skutecznej próbie zogniskowania sporu wokół trochę innych kwestii. Wyraźna porażka PO ma swoje źródło m.in. w fakcie, że trochę tę zmianę zasad gry w kampanii wyborczej przegapiła.

Relacje PiS z tym elektoratem są faktycznie dość specyficzne. Część partii jest z nim głęboko powiązana i sama jest przekonana, że sprawa Smoleńska nie jest wyjaśniona albo wręcz wierzy w zamach. Dla wielu jest to tylko jeden z wielu instrumentów wykorzystywanych do prowadzenia polityki. Dla czynników decyzyjnych w tym ugrupowaniu kwestia katastrofy jest więc jednocześnie grą z częścią własnego elektoratu i grą z frakcjami we własnej partii.

Do tej pory PiS udawało się zarządzać tym elektoratem dosyć sprawnie, ale sytuację może zmienić przejęcie władzy. Jest bardzo ciekawe, jak na funkcjonowanie podziału smoleńskiego w polskiej polityce wpłynie sytuacja, w której to PiS ma pełnię władzy i wszystkie instrumenty konieczne do tego, by wyjaśnić, co się w Smoleńsku stało, czy Smoleńsk będzie w dalszym ciągu dla PiS tak efektywną bronią mobilizacyjną w momencie, kiedy teoretycznie rząd jest władny sprawę rozwiązać. Jeśli elektorat smoleński będzie odczuwał, że sprawa nie jest wyjaśniana, że jest jakoś przez PiS "zamiatana pod dywan", albo że pojawia się strach tej partii przed wyartykułowaniem konkluzji, które wcześniej sugerowano, to faktycznie mogłoby dojść do jakichś scysji na tej linii. Dla PiS będzie na pewno sporym wyzwaniem, żeby tę sprawę rozwiązać tak, żeby tych wyborców zadowolić, nie odnosząc przy tym poważnych strat politycznych. Hipotetyczne ogłoszenie przez państwo polskie oficjalnie, że w Smoleńsku doszło do zamachu, nawet jeżeli nie wskaże się państwa czy podmiotu za ten zamach odpowiedzialnego, miałoby przecież m.in. bardzo daleko idące konsekwencje międzynarodowe.

PAP: Czyli Smoleńsk to dla PiS problem?

J.M.: To zarówno problem, jak i kapitał polityczny, trochę taki "pierścień Nibelungów" - coś, co jest jednocześnie źródłem władzy i źródłem klątwy. Elektorat smoleński jest z jednej strony żelaznym zasobem, ale jednocześnie wyobrażam sobie, że w kręgach decyzyjnych PiS z obawą rozważany jest scenariusz, w którym partia staje się jego zakładnikiem i sądzę, że jest to sytuacja, której za wszelką cenę chcieliby uniknąć.

PAP: Czy ma pan wrażenie, że podział wokół katastrofy będzie w polskiej polityce istotny jeszcze przez wiele lat, czy raczej znaczenie tej sprawy będzie gasło?

J.M.: Znaczenie i emocje mogą gasnąć. Z tym, że będzie to zależało nie od ustaleń naukowców, tylko od tego, jak będzie kształtować się w najbliższych latach spór publiczny w Polsce. Jestem pewny, że gdyby np. pojawił się bardzo ostry kryzys ekonomiczny, to wtedy wokół strategii walki z kryzysem organizowałaby się scena polityczna, a Smoleńsk zszedłby na daleki plan. Same zapowiedzi dotyczące obywatelskiego projektu całkowitego zakazu aborcji, który poprzeć może klub PiS, wywołały gwałtowną mobilizację drugiej strony i bardzo intensywny podział wokół tej kwestii. Jest kilka takich spraw, które mogłyby zorganizować naszą scenę polityczną co najmniej równie skutecznie, co sprawa katastrofy. I raczej spodziewałbym się, że siła oddziaływania mitu smoleńskiego będzie się wyczerpywała. Po pierwsze dlatego, że do smoleńskiego tanga trzeba było dwojga, a dzisiaj mamy do czynienia z sytuacją, w której jedna ze stron politycznego sporu o Smoleńsk - PiS - jest bardzo silna, a druga - PO - osłabła, nie ma na siebie pomysłu. Z kolei inne segmenty antypisowskiej opozycji - np. Nowoczesna czy Kukiz'15 - nie chcą się przez Smoleńsk definiować albo wręcz - jak Partia Razem - chcą z tego pola uciec i narzucić w debacie publicznej zupełnie inne linie podziału. Im słabszy duopol PO-PiS, tym słabsza rola Smoleńska jako osi sporu politycznego.

PAP: Lepiej by było dla naszego życia publicznego, żebyśmy spierali się politycznie o aborcję albo o podatki niż o Smoleńsk? W czym takie osie konfliktu byłyby lepsze?

J.M.: Po pierwsze dlatego, że spór o Smoleńsk jest wyjątkowo intensywny i wyniszczający dla wspólnoty, bardzo głęboko dzielący, a jednocześnie nie przekłada się na pojawienie się sensownych projektów politycznych. Wnioski polityczne, jakie płyną z katastrofy są dosyć jasne i dotyczą przede wszystkim takich kwestii, jak przestrzeganie procedur i prawa, dbałość o stan techniczny rządowych samolotów. Smoleńsk nie był przecież jedynym przypadkiem, który te kwestie uwypuklił; wcześniej mieliśmy np. katastrofę CASY, katastrofę śmigłowca Leszka Millera czy ostatni wypadek drogowy prezydenta Andrzeja Dudy. Są to oczywiście kwestie, o których warto mówić, ale dyskusja powinna się po prostu zakończyć wypracowaniem i wprowadzeniem kilku rozsądnych rozwiązań, niespecjalnie jest tu miejsce na spór polityczny.

Wolałbym, żebyśmy spierali się np. o system podatkowy i organizowali nasze życie publiczne wokół tego, jaki poziom społecznych nierówności dochodowych, majątkowych i prestiżowo-statusowych jesteśmy skłonni jako społeczeństwo zaakceptować, a przy jakim poziomie powinno już zdecydowanie interweniować państwo. Albo o to, na ile religijne normy powinny kształtować powszechnie obowiązujące prawo. To byłyby spory, które - nawet jeśli byłyby równie intensywne i gwałtowne jak konflikt o Smoleńsk - byłyby mniej niszczące dla wspólnoty, gdyż prowadziłyby do wytworzenia pewnych sensownych propozycji polityk, które odzwierciedlałyby realne interesy i potrzeby różnych grup społecznych. Wydaje mi się, że chociaż Smoleńsk dla części wyborców stał się bardzo ważnym symbolem, to jednocześnie mobilizacja wokół niego jest czymś, co zdecydowanie utrudnia wielu grupom wyborców rozpoznanie swoich właściwych interesów, o których realizację walczyć powinni w sferze publicznej.

Rozmawiał Marceli Sommer

Podobał się artykuł? Podziel się!

Skomentuj (1 komentarzy)

  • zapłacić i łżyj dalej! 2016-04-09 10:31:06
    Społeczeństwo przejrzało na oczy ,pompowany zamach psycholi, miesięcznice smoleńskie ostatnie pokazały jak gubi się mały człowieczek piorąc mózgi używając TRWAM .. Mohery też nie są cielętami ,które będą uczestniczyć w propagandzie na rzecz fałszu i obłudy Kaczyńskiego, gdzie są pieniądze obiecane z uczestnictwo każdemu w propagandzie na rzecz PiS!



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA