REKLAMA

KPRM: Decyzje dot. organizacji lotu delegacji rządowej z Londynu - zgodne z procedurami

  • Autor: PAP/JS
  • 06 grudnia 2016 19:20
KPRM: Decyzje dot. organizacji lotu delegacji rządowej z Londynu - zgodne z procedurami Według "DGP", wojskowa casa, którą do Londynu przylecieli dziennikarze, miała odlecieć do kraju sześć godzin później niż rządowy embraer, którym podróżowała delegacja (fot. Kancelaria Premiera/twitter)

• Decyzje związane z organizacja zeszłotygodniowego lotu polskiej delegacji rządowej z Londynu były wykonywane zgodnie z procedurami; w żadnym momencie nie było narażone bezpieczeństwo lotu - oświadczyła kancelaria premiera.
• Zapewniono jednocześnie, że wszystkie czynności mają swoje potwierdzenie w dokumentach.

KPRM odniosła się w ten sposób do artykułu "Dziennika Gazety Prawnej" dotyczącego kulisów ubiegłotygodniowego powrotu polskiej delegacji rządowej z wizyty w Londynie, gdzie odbyły się polsko-brytyjskie konsultacje pod przewodnictwem premierów: Beaty Szydło i Theresy May. Na stronie internetowej kancelarii premiera zamieszczono listę pytań i odpowiedzi dotyczących tej kwestii.

Według "DGP", wojskowa casa, którą do Londynu przylecieli dziennikarze, miała odlecieć do kraju sześć godzin później niż rządowy embraer, którym podróżowała delegacja. Okazało się, że dziennikarze mają wracać embraerem i wówczas na pokładzie tego samolotu znalazło się najpierw więcej osób niż było miejsc, samolot był źle wyważony.

Jak napisano w artykule, odbywały się wówczas rozmowy, kto zostaje w samolocie, a kto wysiada, by polecieć kilka godzin później casą, a kapitan embraera oświadczył, że samolot nie poleci dopóki problem nie zostanie rozwiązany; ostatecznie po opuszczeniu pokładu przez grupę osób, embraer odleciał do Polski.

"Decyzje związane z organizacją lotu były wykonywane zgodnie z procedurami, w żadnym momencie nie było narażone bezpieczeństwo lotu. Zmiany w składzie pokładów były uprzednio uzgodnione z przewoźnikiem - czynności mają swoje potwierdzenie w dokumentach" - podkreśla KPRM.

Do sprawy odniósł się także szef MSZ Witold Waszczykowski.

"Nic się nie działo nadzwyczajnego, po prostu w samolocie, który miał odlatywać wcześniej, było kilka miejsc wolnych i ktoś uznał, że w takim razie można z drugiego samolotu, który miał odlatywać kilka godzin później, zaprosić kilku dziennikarzy" - powiedział dziennikarzom minister, który bierze udział w spotkaniu szefów dyplomacji państw NATO.

"Dziennikarze niestety są obarczeni olbrzymim sprzętem, ciężkim i okazało się, że zarówno ta grupa, która mogłaby dopełnić, że tak powiem nieładnie, zapełnić miejsca wolne wraz z tym sprzętem przeważa możliwości udźwigu samolotu i jednak zdecydowano, żeby część tych doproszonych jednak wróciła do samolotu, który miał później odlecieć. Nic więcej się nie stało" - podkreślił minister.

"Siedziałem blisko pilota, w drugim czy trzecim rzędzie, nie widziałem żadnego zamieszania. Po prostu na chwilę kilku dziennikarzy weszło, potem zostało poproszonych, żeby jednak wrócili do głównego samolotu. Wrócili, polecieli później" - relacjonował Waszczykowski.

Podobał się artykuł? Podziel się!

Skomentuj

  • Brak komentarzy.



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA