REKLAMA

Czarny poniedziałek w całej Polsce: Nieobecność w pracy, na uczelniach, zamknięte niektóre biura, urzędy, kawiarnie i sklepy

  • Autor: PAP/JS
  • 03 października 2016 19:13
Czarny poniedziałek w całej Polsce: Nieobecność w pracy, na uczelniach, zamknięte niektóre biura, urzędy, kawiarnie i sklepy Czarny protest odbył się także m.in. w Poznaniu, Katowicach, Lublinie (fot. Rafał Dutkiewicz/Twitter)

Manifestacje, nieobecność w pracy, na uczelniach, w szkołach, zamknięte niektóre biura, urzędy, kawiarnie i sklepy - w poniedziałek odbywał się "czarny protest", którego symbolem stał się czarny strój. W odpowiedzi organizowano "kolorowe" protesty.

"Czarny protest" miał być wyrazem sprzeciwu wobec zaostrzenia przepisów dot. aborcji. Obywatelski projekt ustawy przewidującej m.in. całkowity zakaz aborcji i kary dla kobiet, które jej się poddały, został skierowany do prac w komisji podczas poprzedniego posiedzenia Sejmu; jednocześnie posłowie odrzucili w pierwszym czytaniu projekt liberalizujący obowiązujące przepisy.

Akcja - obywająca się pod hasłami: "Strajk kobiet" i "Czarny poniedziałek" - miała swój początek w internecie; jej uczestniczki miały nie przyjść do pracy lub nie wykonywać swoich codziennych obowiązków; organizatorzy zachęcali, by poparcie dla akcji wyrazić czarnym strojem.

Jednocześnie, w ramach sprzeciwu wobec "czarnego protestu", organizowane były "białe protesty", w sieci pojawiły się także inicjatywy pod hasłem "Nie biorę udziału w strajku kobiet!" czy "Nie bądź krową, ubierz się kolorowo", zachęcano, by czarny strój pozostawić "tym, którzy mają czarne sumienia". W kościołach prowadzone były modlitwy w intencji ochrony życia; zachęcał do nich Episkopat, modlono się o "prawe sumienia i światło Ducha Świętego dla wszystkich decydujących w Polsce o prawnej ochronie życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci".

W ramach "czarnego protestu" w wielu miastach organizowane były marsze i manifestacje. W tej zorganizowanej w Warszawie - jak szacują służby porządkowe - wzięło udział w kulminacyjnym momencie ok. 17 tys. osób. Mniej liczne manifestacje odbywały się m.in. w Szczecinie, Poznaniu, Katowicach, Bydgoszczy, Kielcach, Płocku i wielu innych, również mniejszych, miastach.

Kilkanaście tysięcy osób wzięło udział w manifestacji we Wrocławiu. Na czele marszu, którzy przeszedł z ul. Hallera do Rynku, niesiono transparent z napisem "Strajk Kobiet".

Na Pomorzu najliczniejsze protesty miały miejsce w Gdyni i Gdańsku. W Gdyni protest zaczął się w południe i trwał około trzech godzin. Uczestnicy, głównie kobiety, przemaszerowali przez centrum miasta, skandując m.in. "Prawa kobiet prawami człowieka". Liczba uczestników protestu zmieniała się, ale zdaniem gdyńskiej policji w kulminacyjnym momencie było ich około 2,5 tys.

W Gdańsku na placu naprzeciwko Dworca Głównego od rana przebywało kilkaset ubranych na czarno osób, głównie kobiet. Chętni mogli skorzystać z megafonu i zabierać głos, by podzielić się swoją opinią w sprawie proponowanych zmian w prawie dotyczącym aborcji. Po południu manifestanci przenieśli się na plac Solidarności, gdzie dołączyli do nich także protestujący z Sopotu i Gdyni. Według policji na placu przebywało ok. 4 tys. osób. Byli tam także przeciwnicy aborcji, którzy - w odpowiedzi na hasła wykrzykiwane przez protestujących - inicjowali modlitwy. Po godz. 18 obie manifestacje zakończyły się.

W Krakowie z Rynku Dębnickiego na Rynek Główny przeszedł "czarny masz milczenia". Policja nie podała liczby demonstrujących, ale było ich na tyle dużo, że przez Most Dębnicki kolumna protestujących przechodziła przez 35 minut. Według policji manifestacja przebiegła spokojnie. W ciągu dnia kobiety w stolicy Małopolski rozdawały ulotki, zawieszały czarne wstążki na pomnikach, drzewach, przystankach.

Protestom towarzyszyły różnego rodzaju akcje, np. dni otwarte w organizacjach broniących praw kobiet. W Warszawie dni otwarte ogłosiły m.in. Centrum Praw Kobiet i Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, w Łodzi w Centrum Praw Kobiet na protestujące czekały kawa i ciastka. W niektórych miastach mężczyźni przygotowywali dla strajkujących posiłki. Organizowano też m.in. bezpłatne treningi, zajęcia jogi oraz wycieczki, a także rozmaite warsztaty i happeningi. W nocy z niedzieli na poniedziałek na krzyżu na Giewoncie pojawił się baner z napisem: "Brońmy kobiet od Giewontu do Bałtyku".

W odpowiedzi na czarny protest, w archikatedrze łódzkiej odbyła się msza, której przewodniczył abp. Marek Jędraszewski, metropolita łódzki. Wielu wiernych, którzy przybyli do świątyni, było ubranych na biało. Zwracając się do nich, biskup powiedział m.in., że "czarne pochody" chcą ewangelię życia zastąpić ewangelią śmierci. Przypomniał, że Kościół w Polsce jest za ochroną życia od poczęcia do naturalnej śmierci, ale jednocześnie sprzeciwia się karaniu kobiet za dokonaną aborcję.

Z kolei niektóre radomianki, zamiast brać wolny dzień w pracy, w ramach "czarnego protestu" szły do Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa, by oddać krew. Po południu kilkaset osób, głównie kobiet, wzięło udział w akcji protestacyjnej w Radomiu. Radomianki zebrały się na placu przed urzędem miejskim, a następnie przeszły na Rynek, przed siedzibę PiS. Do protestujących wyszedł poseł Marek Suski, który podkreślał, że głosował w Sejmie za tym, by obydwa projekty obywatelskie trafiły do komisji sejmowych. Parlamentarzysta wspólnie z innymi towarzyszącymi mu działaczami PiS odebrał wieszaki, które przyniosły ze sobą kobiety.

W Bydgoszczy z kolei zbierano podpisy pod listem do posłów przeciwnych rozpatrywaniu obywatelskiego projektu liberalizującego przepisy aborcyjne.

W niektórych miastach organizowano kontrmanifestacje, np. w Białymstoku na obrzeżu protestujących swój baner z hasłem "Kiedy zaczyna się życie?" przynieśli działacze Młodzieży Wszechpolskiej i przeciwnicy aborcji. W Warszawie kilkoro przeciwników aborcji z ogromnymi transparentami oraz zdjęciami płodów po aborcji ustawiło się pod kolumną Zygmunta niemal w środku głównej demonstracji, od której odgradzał ich szczelny kordon policji.

Większości manifestacji towarzyszyły podobne hasła, m.in.: "Nasze prawa, wspólna sprawa", "Martwa matka to kiepska matka", "Chcę mieć wybór", "Moje ciało, moja sprawa", "Beata niestety, ten rząd obalą kobiety", "Rząd to nie ciąża, da się usunąć", "Za kratkami nie będziemy matkami", "Porodówka polem walki", "Jestem podmiotem, a nie przedmiotem", "Polska jest kobietą", "Chcemy lekarzy, nie misjonarzy", "Nie damy się zastraszyć", "Tak dla macierzyństwa, nie dla barbarzyństwa", "Wymyślić sobie niebo, zrobić komuś piekło", "Budujecie piekło kobiet", "Suweren jest kobietą", "Nie dla polskich fanatyków", "Nie dla piekła kobiet", "Nie jestem za aborcją, jestem za życiem", "Martwa dziecka nie wychowam".

W niektórych miastach nieczynne były urzędy i biura, na uczelniach - dziekanaty; zamknięte były niektóre przedszkola. Część instytucji i firm informowała, z jakiego powodu nie pracuje, przepraszała też ze ewentualne niedogodności. W sieci pojawiały się zdjęcia zwolnień, które rodzice pisali dzieciom, by usprawiedliwić ich nieobecność w szkole.

Na portalach społecznościowych uczestnicy protestu zamieszczali swoje zdjęcia w czarnych strojach, często przedstawiające całe grupy np. uczniów jednej szkoły czy pracowników jednej firmy. Przeciwnicy "czarnego protestu" zamieszczali natomiast zdjęcia w białych lub kolorowych ubraniach.

W stolicy strajkowi od rana towarzyszyły manifestacje i różnego rodzaju happeningi; po południu na pl. Zamkowym rozpoczęła się manifestacja, w której - według organizatorów - bierze udział ponad 20 tys. osób - zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Policja na razie nie podaje, ile osób uczestniczy w proteście.

Poznań protestuje

Według szacunków organizatorów i policji, ok. 8 tys. osób, mimo intensywnego deszczu, uczestniczyło w poniedziałek w centrum Poznania w "czarnym proteście".

Uczestnicy protestu trzymali w rękach czarne balony i transparenty z napisami m.in. "Oprócz macic mamy mózgi!", "Moje ciało, mój wybór!", "Dzisiaj strajkujemy, jutro wyjedziemy! Zostaniecie sami! Księża z kibolami!", "Rewolucja to kobieta".

Obecna na proteście żona prezydenta Poznania Joanna Jaśkowiak powiedziała, że ma nadzieję, że dzięki tego typu akcjom politycy zrozumieją, że przy podejmowaniu decyzji należy się liczyć ze zdaniem społeczeństwa. "- Przede wszystkim chodzi jednak o to, że jeśli nie zaprotestuję, będę mogła mieć pretensje tylko i wyłącznie do siebie. To tak jak z chodzeniem na wybory - powiedziała. Dodała także, że jest pozytywnie zaskoczona frekwencją, i że mimo ulewnego deszczu tak wiele mieszkańców miasta uczestniczy w proteście.

- Musimy działać, musimy protestować, bo prawda jest taka, że na razie żadne inne sposoby nie działają. Politycy owszem - wygrali wybory, ale to nie znaczy, że ich głos jest głosem całego społeczeństwa. Nie można decydować za kogoś co ma robić ze swoim ciałem - to odbieranie podstawowych praw człowiekowi. To na razie strajk ostrzegawczy, ale nie cofniemy się przed niczym - powiedziała uczestniczka protestu Dominika Suwalska, która, aby uczestniczyć w proteście, wzięła dzień urlopu w pracy.

Inna z uczestniczek, Katarzyna Nowakowska powiedziała, że próba wprowadzenia tak restrykcyjnych przepisów "to nie tylko ograniczenie praw człowieka, ale i terroryzowanie kobiet, które będą się bały teraz zajść w ciążę".

- Jestem matką, ale jestem tutaj dlatego, że jeżeli te przepisy wejdą w życie, będę się bała zajść w kolejną ciążę. Gdyby jakieś komplikacje zagrażały mojemu życiu - osierocę syna. A z drugiej strony, to też trzeba głośno powiedzieć - jak można wprowadzać takie prawo, skoro rząd w ogóle nie interesuje się dziećmi niepełnosprawnymi? Chorymi? Czy ktoś wspiera tych rodziców? - mówiła.

Jędrzej Wyrbalski, jeden z uczestników protestu, powiedział, że przyszedł na plac Mickiewicza, ponieważ "nie chce piekła dla swojej żony i córki". - Te hasła to nie są żadne frazesy. Chcemy żyć w normalnym kraju, nie jakimś zacofanym średniowieczu. (...) Może to naiwne, ale wierzę, że to w końcu ktoś usłyszy, bo jak inaczej za kilkanaście lat wytłumaczę córce, że ciało kobiety jest własnością grupy polityków i duchownych, którzy nigdy nie mieli własnych dzieci? - podkreślił.

Czarny protest w Poznaniu poparła także część pracowników poznańskich uczelni. Dziekan Wydziału Lekarskiego I Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu prof. dr hab. Ewa Wender Ożegowska postanowiła ogłosić w poniedziałek godziny dziekańskie. Do protestu przystąpiły także m.in. pracownice i doktorantki Instytutu Filozofii UAM w Poznaniu. Jak poinformowały na stronie internetowej wydziału, w ramach protestu nie wzięły udziału także w poniedziałkowej, uroczystej inauguracji roku akademickiego.

Swoje poparcie dla sprawy wyraził także poznański Teatr Polski, na którego siedzibie zawisły czarne flagi z nadrukami informującymi o proteście.

Setki osób w Katowicach

Setki osób gromadziły się od południa na katowickim rynku na demonstracji przeciw zaostrzeniu przepisów dot. aborcji. Protest spowodował opóźnienia w ruchu tramwajów. Demonstrowali także zwolennicy zaostrzenia przepisów aborcyjnych.

Niektórzy uczestnicy "czarnego protestu" podpisywali się pod listem adresowanym do małżonki Prezydenta Agaty Kornhauser-Dudy.

"W ostatnich dniach padło wiele słów odnośnie polityki ignorowania praw kobiet przez rządzącą obecnie partię. Słów potępiających to cierpienie, na które nas, kobiety, skazuje grupa posłów. Nie jest Pani posłem, ale jest Pani Pierwszą Damą, małżonką Prezydenta Polski. Dlaczego nie odnosi się Pani do tego piekielnego projektu?" - pytano w liście.

"Dlaczego nie wyciąga Pani ręki do kobiet muszących urodzić martwe dziecko? Do kobiet, które zostały zgwałcone przez zwyrodnialców i które noszą dziecko przynoszące ze sobą wyłącznie traumę? Proszę nie zachowywać takiego milczenia, jest Pani istotną częścią polskiej tożsamości" - apelowali sygnatariusze, życząc małżonce prezydenta "odwagi" i "poparcia wyboru kobiet".

Gromadzący się wokół podwyższenia na schodach Teatru Śląskiego demonstranci, nie mieszcząc się na przyległym placu, tłoczyli się m.in. na przecinających katowicki rynek torach tramwajowych. Mimo interwencji służb technicznych Tramwajów Śląskich i pomocy policjantów, ze wszystkich kierunków ustawiały się czekające na możliwość przejazdu tramwaje.

Przy stojących na rynku słupach trakcji tramwajowej stały na podwyższeniach przywiązane do nich taśmą kobiety z transparentami: "Poroniłam", "Usunęłam ciążę z gwałtu". Od czasu do czasu podpalano wokół nich czerwone race.

- Niewiele słychać, poza ogólnym hałasem, ale w zasadzie wszyscy wiedzą, o co chodzi. O wolność wyboru w najtrudniejszych sytuacjach. Przecież to podstawa normalnego życia - mówiły dwie ubrane na czarno nastolatki: Kamila i Agnieszka.

"Ta ustawa łamie nasze prawa", "Wolność wyboru, zamiast terroru", "Solidarność naszą bronią", "Dość dyktatury katotalibanu" - skandowali w deszczu, przy akompaniamencie bębnów i gwizdków, uczestnicy manifestacji.

Wiele ubranych na czarno osób - w zdecydowanej większości kobiet - miało na ubraniach rozdawane przez wolontariuszy naklejki: "#Czarny protest. Nie dla barbarzyństwa wobec kobiet" i trzymało własnoręcznie przygotowane transparenty.

Manifestacji przeciwko zaostrzeniu przepisów dot. aborcji towarzyszyła kilkudziesięcioosobowa demonstracja zwolenników wprowadzenia zakazu aborcji. Mieli oni kolorowe, kilkumetrowe transparenty m.in. ze zdjęciami zakrwawionych płodów i hasłami "Gwałciciel - kara więzienia; dziecko - kara śmierci" czy "Aborcja zabija dzieci". Z ich głośników płynęły dane dot. liczby aborcji w Polsce.

Manifestację na katowickim rynku zapowiadano na godziny 12-18. W woj. śląskim demonstracje na mniejszą skalę zwoływano też w ramach "Czarnego poniedziałku" m.in. w Bielsku-Białej, Bytomiu, Częstochowie, Dąbrowie Górniczej i Gliwicach.

W Lublinie apel do prezydenta

Uczestnicy protestu ubrani na czarno - głównie młode kobiety, ale też mężczyźni i osoby starsze - zebrali się na placu Lecha Kaczyńskiego. Tam wiele osób podchodziło do mikrofonu, aby wyrazić swój pogląd. Mówcy podkreślali, że nie są zwolennikami aborcji, ale chodzi im o prawa kobiet.

- Nikt nie będzie uprawiał seksu i się skrobał na prawo i lewo. Nie o to chodzi. Chodzi o prawo wyboru. W tej ustawie nieważne są dzieci, ale jej autorom chodzi o władzę nad kobietami - powiedziała jedna z przemawiających kobiet.

Inne opowiadały o własnych przeżyciach. - Urodziłam czworo dzieci, mimo że przy każdej ciąży byłam pytana, czy chcę aborcji. O to chodzi, żeby był wybór. Nie trzeba wprowadzać restrykcyjnych praw, bo to stwarza możliwość nadużyć - mówiła jedna z pań.

- Moja siostra poroniła. Wiem, jak cierpiała. Nie zgadzam się, aby ktoś w takiej sytuacji wchodził z butami w jej życie - powiedziała inna kobieta.

- Księża mają wolny wybór. Wybrali celibat. Ja też chcę mieć wybór - dodała młoda dziewczyna.

Protestujący trzymali transparenty z napisami: "Zatrzymajmy piekło kobiet", "Chcemy lekarzy nie misjonarzy", "Nie urodzicie za mnie, nie decydujcie za mnie", "Poza macicą mam też mózg". Skandowały: "Chcemy kochać nie umierać", "Moje sumienie moja sprawa", "Wasza ustawa łamie nasze prawa".

Przeszły przez centrum Lublina na Plac Łokietka. Tam ustawione były namioty partii Razem, Nowoczesnej, PO oraz KOD-u, w których zbierano podpisy pod apelem do prezydenta Andrzeja Dudy.

- Musimy razem, niepodzieleni, stanąć w obronie praw kobiet. Podpisujcie list do Andrzeja Dudy, niech to będzie nasz masowy protest - apelowała Joanna Mucha (PO).

Kobiety zwracają się w apelu do prezydenta, aby "jako strażnik Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej" podjął działania w celu ochrony praw kobiet. W apelu przywołany jest art. 33 Konstytucji RP mówiący o równych prawach mężczyzn i kobiet w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym.

"Tymczasem kobiety w Polsce (…) czują się dyskryminowane (…). Jest to wyraźnie widoczne zwłaszcza dziś, gdy polski Sejm chce ubezwłasnowolnić kobiety i sprowadzić je do biernej roli istot rodzących dzieci: z gwałtu, kalekie, niechciane, zagrażające życiu i zdrowiu kobiety" - napisano w apelu.

Według autorów apelu, proponowane zmiany przepisów "przyniosą wiele osobistych tragedii i fatalne skutki demograficzne". "Nierówność, dyskryminacja, upokorzenie, cierpienie, na jakie będzie skazywać Polki projektowana ustawa, nie mają sobie równych w cywilizowanych krajach. To prawdziwe barbarzyństwo, które zostanie potępione przez opinię światową" - napisano w apelu.

Mucha podkreśliła, że ten protest łączy wiele środowisk - zarówno tych, którzy chcą utrzymania obowiązującego prawa, tzw. kompromisu aborcyjnego, jak i tych, którzy chcą liberalizacji obowiązującej ustawy aborcyjnej. - Polki się zagotowały. Bo nie można akceptować sytuacji, w której odbiera się nam podstawowe prawa i zmusza się nas do heroizmu - powiedziała dziennikarzom.

Magdalena Długosz z partii Razem podkreśliła, że protesty w różnych formach trwają od półtora tygodnia w wielu miejscach Polski. - My jesteśmy tu po to, żeby pokazać, że ten strajk będzie trwał, jeśli posłowie nie będą słuchać głosu kobiet, jeśli będą robić zakusy na naszą wolność, na naszą godność, na nasze zdrowie, to będziemy protestować - powiedziała.

Przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego demonstrowano też za granicą, m.in. w Brukseli, Londynie, Paryżu, Berlinie, Kijowie.

Skomentuj (1 komentarzy)

  • Ślązak 2016-10-03 22:46:52
    W Katowicach dawno nie było tak dużej demonstracji . Do Pisu - nie cafajcie nas do 19 wieku !
    A TVP propaganda na całego , za nasze pieniądze .



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA