REKLAMA

Adrian Zandberg ocenia rząd Beaty Szydło: Bilans tych dwóch lat trudno uznać za pozytywny

  • wnp.pl
  • Autor: wnp.pl/AT
  • 15 listopada 2017 08:16
Adrian Zandberg ocenia rząd Beaty Szydło: Bilans tych dwóch lat trudno uznać za pozytywny Adrian Zandberg (fot. partiarazem.pl)

To, czy Beata Szydło będzie, czy nie będzie premierem, ma drugorzędne znaczenie. Wszyscy wiemy, kto kieruje naprawdę tą formacją. Zdziwiłbym się natomiast, gdyby nie doszło do wymiany tych najbardziej nieudolnych ministrów, takich jak Radziwiłł czy Adamczyk. Czy tak się stanie? Nie wiem. Jestem politykiem, a nie wróżką - mówi Adrian Zandberg, liderem Partii Razem.

• O dwóch latach działalności rządu Beaty Szydło, polityce społecznej PiS i rozwoju regionalnym mówi Adrian Zandberg, liderem Partii Razem.

• Pytany o osiągnięcia rządu Beaty Szydło, lider Partii Razem przedstawia bardzo krótką listę. Jest na niej wprowadzenie programu 500 Plus i minimalnej stawki godzinowej.

• Za największy mankament uważa zaniechania w dziedzinie polityki społecznej, służby zdrowia czy finansów publicznych. Piętnuje także mało przejrzysty sposób tworzenia prawa.

• Podstawowym atutem tego rządu jest jego opozycja w parlamencie - stwierdza Adrian Zandberg w odpowiedzi na pytanie o przyczyny wysokich notowań PiS-u.

*****

 

Gdyby dziś zasiadał pan w Sejmie i przyszło panu wziąć udział w głosowaniu o votum zaufania dla rządu Beaty Szydło, to…

- Oczywiście zagłosowałbym przeciw. Bilans tych dwóch lat trudno uznać za pozytywny. I nie mówię tu tylko atakach na prawa kobiet czy o hołubieniu neofaszystów. Pod wieloma względami to rząd zaniechania i kontynuacji negatywnych stron III RP.

Na przykład?

- Dostępność i jakość ochrony zdrowia sukcesywnie się pogarsza. To wynik tego, że PiS utrzymał zbyt niski poziom nakładów na publiczną ochronę zdrowia. Wydajemy na zdrowie nieporównanie mniej niż większość krajów OECD. To powoduje spiętrzanie się potężnego kryzysu. To nie tylko dłuższe kolejki do specjalistów w przychodniach. Kryzys widać też w szpitalach. Średni wiek pielęgniarek przekroczył już 50 lat, a w coraz większej liczbie specjalności dziury łatają lekarze emeryci. Wcześniej czy później rozpocznie się proces zamykania oddziałów szpitalnych ze względu na brak kadr. To efekt wiecznego odkładania problemów "na jutro".

Oczywiście PiS odziedziczył tę sytuację po poprzednikach, ale przez dwa lata nie zrobił praktycznie nic, żeby ją rozwiązać. Bo składanie papierowych obietnic, które mają się spełnić w 2025 roku, to nie jest żadne rozwiązanie. Z kryzysem w publicznej ochronie zdrowia mamy do czynienia już dziś. Rząd udaje, że go nie ma. To krańcowa nieodpowiedzialność.

Szybkie wprowadzenie programu 500 Plus nie przekonuje pana, jako człowieka lewicy, by wystawić tej ekipie lepszą ocenę?

- To program ambitny, sensowny i redystrybucyjny. Ale to tylko jeden program. To, że rząd wprowadził świadczenie na drugie i kolejne dziecko nie oznacza, że zlikwidował w ten sposób potrzebę budowy sieci bezpieczeństwa socjalnego albo że nagle magicznie zniknął deficyt żłobków.

Skala zaniedbań jest potężna. Pani minister Rafalska chwali się tym, że nakłady na nowe żłobki to ponad 400 mln zł. Tyle że ta kwota nie wystarczy, żeby Polska spełniła cele barcelońskie. Przypominam, że w ciągu najbliższych trzech lat Polska powinna zapewnić w instytucjach opieki nad dziećmi do lat trzech miejsce dla co trzeciego dziecka. To nie jest wyśrubowany poziom państw skandynawskich, to jest elementarne minimum, do zrealizowania którego żeśmy się zresztą zobowiązali. Przy obecnych nakładach to się nie uda. Już nie mówiąc o tym, że biedniejsze gminy potrzebują hojnego systemu wsparcia, żeby w ogóle były w stanie te żłobki utrzymać.

Rząd działa niemrawo, jeśli chodzi o dzienne instytucje opiekuńcze dla osób starszych czy zniedołężniałych. A przecież w ciągu paru lat skokowo wzrośnie liczba osób, które będą wymagały takiego wsparcia. Polska jest na to kompletnie nieprzygotowana. Przez lata ciężar opieki nad osobami starszymi państwo i samorządy spychały na rodzinę. Czytaj - na kobietę po 50-tce, która była wyciągana z rynku pracy swoistym moralnym szantażem, bo ktoś się musi zająć rodzicami. Ten mechanizm jest niesprawiedliwy i nieuczciwy. Przy obecnym systemie emerytalnym skazuje kobiety na bardzo marne emerytury, ale też po prostu przestaje działać.

W wielu obszarach polityki społecznej stoimy w miejscu. Albo nawet gorzej - cofamy się, bo ze względu na zmieniającą się demografię trzeba się mocno napocić, żeby się nie cofać. Mam sporą pretensję do rządu, że zamiast rozwiązywać te problemy, za każdym razem zasłania się programem 500 Plus. To powinien być przykład, że warto iść dalej. A zamiast tego jest używany jako usprawiedliwienie, jako pretekst, żeby nie budować nowoczesnego państwa opiekuńczego. To poważny problem.

Zdewastowanie Trybunału Konstytucyjnego czy zmianę Telewizji Publicznej w ordynarną maszynkę propagandową można po zmianie władzy w miarę szybko odwrócić. A konsekwencje zaniedbań w opiece i ochronie zdrowia będą się ciągnąć za Polską przez długie lata.

Widzę, że koncentruje się pan bardziej na tym, czego rząd nie zrobił, aniżeli tym, co zrobił…

- Konsekwencje ma nie tylko działanie, ale i brak działania. Weźmy na przykład kapitulację w sprawie reformy PIT. Cały czas mamy dziurę w systemie - za sprawą liniowego opodatkowania dla osób, które deklarują samozatrudnienie. Ta dziura jest wykorzystywana przez ok. ćwierć miliona najbogatszych podatników po to, żeby ominąć płacenia uczciwych podatków. Dosyć istotnie zmniejsza to udział najbogatszych grup w utrzymywaniu budżetu.

To powoduje, że kołdra jest krótka. I w efekcie rząd wykonuje potem żenujące tricki księgowe - na przykład zamiast na serio podnieść kwotę wolną, podnosi ją wyłącznie dla ludzi mających dochody na poziomie niższym od płacy minimalnej. Od lat wiadomo, co należy z tym zrobić. Pomysł podatku jednolitego funkcjonuje w obiegu od dekady. Ale próba naprawy systemu została znowu zablokowana pod presją środowisk biznesowych, które zresztą wężykiem ustawiają się za plecami obozu rządzącego.

Z tym związany jest kolejny problem, który niebezpiecznie narasta ze względu na słabą jakość PiSowskich kadr - wpływ lobbystów na proces stanowienia prawa. PiS wprowadza ustawy w formie projektów poselskich, a zatem z pominięciem konsultacji społecznych i reguł transparentności. Bardzo wiele z tych „wrzutek”, teoretycznie parlamentarnych, powstaje podobno w ministerstwach. Teoretycznie. W praktyce ktoś je tam przynosi.

Sugeruje pan, że tak naprawdę stoi za tym jakiś biznes?

- Wiadomo, że na lex Szyszko niektóre firmy całkiem nieźle zarobiły. Proszę spojrzeć, w jaki sposób zmieniał się projekt ustawy o Krajowym Zasobie Nieruchomości, do której wprowadzono przepis umożliwiający eksmisję na bruk. Te zmiany były w interesie konkretnych grup biznesowych. Media wyciągnęły na światło dzienne kilka takich przykładów, ale to nie były wyjątki.

Sam Kaczyński zresztą przyznał, że w tej mętnej wodzie łowi wielu lobbystów. To im sprzyja, taki sposób powstawania prawa, który jest nieprzejrzysty. Prawo pod rządami PiS powstaje z pogwałceniem kultury transparentności. Takie wyskoki zdarzały się też wcześniej, ale rząd PiS podniósł niestety tą złą praktykę do rangi standardu.

Na ten proceder bardzo często narzekali samorządowcy…

- Nie tylko oni. Także partnerzy społeczni, związki zawodowe. Wbrew szumnym deklaracjom o powrocie do dialogu społecznego, związkowcy czują się często traktowani „z buta”.

A jak wygląda w praktyce dialog, widać chociażby w przypadku opiekunów dorosłych osób niepełnosprawnych. To jest nieduża grupa, którą państwo od lat traktuje bardzo podle. Oni dostają pieniądze, za które nie sposób przetrwać, a jednocześnie borykają się de facto z zakazem pracy. To polityka bardzo nierozsądna, bo na miejsce jednej osoby wykluczonej społecznie po jakimś czasie pojawiają się dwie. To naprawdę nieprzyzwoite, że ich sytuacja nie uległa poprawie, mimo orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego oraz obietnic, które PiS składało, zanim doszło do władzy. Trudno znaleźć dla tego usprawiedliwienie.

Ta sprawa pokazuje niestety, jak PiS kalkuluje w sprawach społecznych - jeśli jakaś grupa jest mała, słaba, nie ma jak głośno upomnieć się o swoje prawa, to rząd spycha ją na koniec kolejki. Dla mnie to trudny do zaakceptowania cynizm.

Cały artykuł czytaj tutaj

 

Podobał się artykuł? Podziel się!

Skomentuj (3 komentarzy)

  • Zdzisław Owsianka 2017-11-16 00:08:05
    Do Zenon z Elei: Zjedn Prawica nie zadłuża Polski, natomiast wszystkie sojuszu oprócz sojuszu z NATO, rząd B. Szydło musi zweryfikować gdyż były zawierane przez zdrajców interesów Polski !!!!!!!!
  • Zenon z Elei 2017-11-15 12:36:56
    Do Zdzisław Owsianka: Śmieciem politycznym jest prawica bo niszczy demokrację i sojusze, zadłuża państwo i w stylu PRLu chce wszystkim rządzić i o wszystkim decydować.
  • Zdzisław Owsianka 2017-11-15 12:28:20
    Zandberg jest śmieciem politycznym. Nie ma jakichkolwiek predyspozycji i uprawnień do oceny sukcesów i Zjednoczonej Prawicy.



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA