REKLAMA

Tomasz Piekot: Język urzędników to bełkot, język władzy

  • www.portalsamorzadowy.pl
  • Autor: Portalsamorzadowy.pl
  • 02 maja 2016 08:22
Tomasz Piekot: Język urzędników to bełkot, język władzy Mamy język urzędowy z czasów, kiedy Polska nie miała własnej państwowości – wyjaśnia Tomasz Piekot, Pracownia Prostej Polszczyzny. Fot. mat. prasowe

Polscy urzędnicy bardzo dobrze piszą. Mamy mentalny problem ich szefów, którzy nie dają zielonego światła na pisanie prostszym językiem – uważa Tomasz Piekot z Pracowni Prostej Polszczyzny.

Język polskich urzędników to…

Tomasz Piekot, Pracownia Prostej Polszczyzny. – W dużym stopniu jest to bełkot. Urzędnicy boją się parafrazować regulacje, o których piszą. To poważny problem, bo nasze regulacje napisane są bardzo trudnym językiem, bardzo skomplikowanym, zbudowane są z długich zdań.

Jeżeli mamy urzędnika, który ma przedstawić sprawę obywatelowi lub odnieść się do niej, może ją przetłumaczyć na język obywatela albo z różnych powodów być copypastą i przeklejać. W naszym kraju często stosuje się model numer dwa, urzędnicy są często copypastami.

Nie chcą, by ich zrozumiano, nie potrafią pisać czy są leniwi?

– Polscy urzędnicy bardzo dobrze piszą. Jeżeli prowadzimy im szkolenia, na których upraszczają teksty i nie ma nad nimi groźby zwolnienia z pracy w przypadku, gdy coś źle napiszą, bardzo dobrze upraszczają te teksty, wszystko pięknie potrafią wyjaśnić.

Nie jest to więc problem kompetencyjny urzędników. Mamy problem albo systemowy, albo mentalny ich szefów, którzy nie dają zielonego światła na pisanie prostszym językiem.

Skąd takie zachowania u zwierzchników?

– To najczęściej działa jak fala w wojsku. Kiedy do pracy w urzędzie przychodzi młody człowiek po studiach, najczęściej humanistycznych, jest wyposażony w dobry język, bo napisał pracę magisterską, naczytał się dużo książek. Co z tego, skoro przez kilka miesięcy ma odrzucane teksty czy poprawiane przez tych, którzy je akceptują. W ten sposób uczy się, przechodzi ryt, szlif, który w dużym stopniu przypomina falę. Zaczyna pisać tak, jak trzeba, czyli pod swoich szefów.

Dodatkowo szefowie urzędników akceptują ich teksty, dlatego jest im wygodniej, jeżeli akceptują to, co znają, rozumieją. Nawet jeśli urzędnik chce napisać coś inaczej, akceptacja takiego tekstu dla szefa to dodatkowy wysiłek, czas i takie teksty są odrzucane. Koło się zamyka.

Czy część urzędników nie pisze hermetycznym językiem, starając się uzyskać efekt władzy nad obywatelem?

– Coś w tym jest. To potrzeba budowania dystansu. Mamy język urzędowy z czasów, kiedy Polska nie miała własnej państwowości. Dlatego trochę język władzy, który stoi za tym językiem urzędowym, nie jest nasz. Mieliśmy zabory, okupację, PRL i władza zawsze była nieprzychylna obywatelowi, chciała go trzymać na dystans. Można to było robić terrorem, ale i za pomocą języka.

W efekcie nasz język urzędowy pełen jest zabiegów pochodzących z dawnych czasów, z władzy trochę opresyjnej, nie naszej, która chce obywatela doprowadzić do porządku, chce regulować mu życie, by pozbył się wątpliwości, czy to wszystko ma sens.

W naszym języku urzędowym są więc mechanizmy regulacji społeczeństwa, trochę opresji, trochę represji. Ma to być napuszone, trudne i skomplikowane, byśmy już otwierając pismo urzędowe, stali na baczność.

Czytaj cały wywiad tutaj.

Skomentuj

  • Brak komentarzy.



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA