REKLAMA

Kukiz'15: kryzys migracyjny jest przede wszystkim problemem Niemiec

  • Autor: parlamentarny.pl (Rafał Więckiewicz)
  • 21 października 2015 12:33
Kukiz'15: kryzys migracyjny jest przede wszystkim problemem Niemiec Marek Jakubiak z KKW Kukiz'2015. Fot. Mat. pras.

Muzułmanin może mieć cztery żony. Jak to się ma do polskiego ustawodawstwa? Są to ludzie przygotowani do życia w zupełnie innych realiach. Nie u nas. Będą się zamykali w gettach, tak jak ma to miejsce chociażby we Francji. Nie chcę żeby tak samo było w Polsce - mówi Marek Jakubiak z KKW Kukiz'2015.

W jaki sposób ocenia Pan obecną sytuację związaną z kryzysem migracyjnym? Wypracowany na szczeblu unijnym kompromis spotyka się z dużą krytyką środowisk prawicowych.

- Ta krytyka odniosła skutek. Dzisiaj Europa zaczyna mówić głosem prawicy węgierskiej i polskiej sprzed dwóch miesięcy. To nie jest tak, że prawica chce zagłuszyć problem. Mówimy po prostu, że nie o to w tym wszystkim chodzi. Nie tak powinno być. Decyzje powinny być podejmowane w rozsądny sposób i przede wszystkim z poszanowaniem prawa.

Co robi się z tymi, którzy w nielegalny sposób przekraczają granicę? Są wyłapywani i deportowani. W tym przypadku wszyscy się ucieszyli, że kilkaset tysięcy ludzi nielegalnie przekroczyło granicę Unii Europejskiej. Pytam zatem bardzo poważnie - jeżeli solidarnie wszyscy członkowie Unii Europejskiej zobowiązali się do ochrony własnych granic, to co w takim razie robią Włosi i Grecy? Skoro w tych państwach jest dziura, przez którą do Unii wpływa rzesza nielegalnych imigrantów, to kto tak naprawdę powinien mówić o solidarności?

Jeżeli wśród tych osób są uchodźcy, to naturalnie trzeba dokładnie zbadać kim są, trzeba dać im odpowiednie dokumenty, gdyż często nie mają żadnych papierów potwierdzających tożsamość czy miejsce pochodzenia.

Posłużę się pewnym porównaniem. Jeżeli do mnie do browaru przyjdzie człowiek, który powie, że ma wielką ochotę napić się piwa, to czy ja mam mu to piwo dać? Nie, musi je kupić. Tymczasem tutaj pod bramę podchodzi tłum ludzi żądających piwa. Angela Merkel otwiera drzwi i mówi „bierzcie ile chcecie!”. Tak nie można. To istny dom wariatów. Z punktu widzenia ochrony własnych interesów nie możemy w ten sposób myśleć.

Patrząc z perspektywy historii Niemcy mają takie dziwne przyzwyczajenie, że muszą mieć u siebie niewolników. Z chwilą rozpoczęcia realizacji planu Marshalla widoczne było, że w Niemczech brakuje rąk do pracy z powodu strat wojennych. Zaczęto sprowadzać obywateli innych krajów. Do tej pory są oni traktowani przez Niemców jako kategoria niższa. Pracownicy z innych państw otrzymują znacząco niższe wynagrodzenia. Powoli się to zaciera, jednak dawniej Polakom płacono 1/16 tego, co dostawał Niemiec.

Niemcy prowadzą politykę kolonialną, która ma na celu wykorzystywanie innych narodów do realizacji własnych celów. Z tego powodu sprowadzali tak dużą liczbę pracowników z innych państw. W pewnym momencie to musiało się przelać. Powodem tej sytuacji jest fakt, że owi uchodźcy mają prawo sprowadzania swoich rodzin. Arabowie są plemienni, więc teraz całe plemiona idą do swoich krewnych.

W podobny sposób przed II wojną światową przemieszczali się Żydzi. Wybierali najmądrzejszego przedstawiciela rodu, wysyłali go do Nowego Jorku z całymi oszczędnościami. Ten zakładał jakiś biznes i po kolei ściągał członków rodziny, aż ściągnął ich wszystkich. Tak samo jest dzisiaj w Niemczech.

Bez względu na wszelkie ustalenia nie udawajmy, że dzięki sprowadzeniu do Polski 12 tys. uchodźców uda się rozwiązać problem. Oni pobędą u nas 3-4 miesiące i wyjadą na Zachód.

Nie powstrzymamy tego procesu?

- W jaki sposób? Zamkniemy granice? Zrobimy pola minowe, czy może będziemy strzelali do osób przeskakujących przez płot? Na cały problem musimy spojrzeć politycznie. Bez emocji. Zastanówmy się nad tym, co tak naprawdę chcemy zrobić tym ludziom. Planujemy porozrzucać uchodźców po różnych miejscowościach. Mężczyzna muzułmanin z żoną muzułmanką i muzułmańskimi dziećmi pójdzie mieszkać gdzieś do bloku. Ciężko to sobie w ogóle wyobrazić. Nie zapominajmy, że jest to zupełnie inna kultura, inny język, inne pismo, inna religia. Jedzą i piją zupełnie inne rzeczy. Opierają się na odmiennych zasadach. W jaki sposób to pogodzić?

Muzułmanin może mieć cztery żony. Jak to się ma do polskiego ustawodawstwa? Są to ludzie przygotowani do życia tam, w zupełnie innych realiach. Nie u nas. Migranci prędzej czy później uciekną. Będą się zamykali w gettach, tak jak ma to miejsce chociażby we Francji, w której powstają całe mini państewka. Nie chcę żeby tak samo było w Polsce.

Kryzys migracyjny jest przede wszystkim problemem niemieckim?

- Oczywiście. To kwestia polityki wewnętrznej Niemiec. Zastanawiam się nawet nad tym, czy cały ten kryzys w pewnym stopniu nie został wywołany specjalnie. Uchodźcy byli im potrzebni do pewnego czasu. Niemcy część produkcji przenieśli do Polski. Znaleźli sobie niewolników jeszcze tańszych od tych, którzy u nich pracowali. Z tego powodu tamci są już im niepotrzebni, bo trzeba ich nauczyć, wyszkolić, a do tego przystosować do życia w społeczeństwie. Teraz Niemcy będą mieli olbrzymi problem. Są ofiarą swojej własnej polityki.

Wielu polityków jako argument za przyjęciem przez Polskę migrantów podaje solidarność europejską. Czy powinniśmy być solidarni wobec państw dotkniętych kryzysem migracyjnym?

- Wobec kogo? Z jakiej okazji? Wyrzuca się nam, że Anders wyprowadził polskich żołnierzy z ZSRR do Persji, nie było przecież wtedy jeszcze Iranu. Było to dominum brytyjskie. To Brytyjczycy zdecydowali o tym, gdzie Polacy mają zostać rozlokowani. Miejscowa ludność, czy decydenci nie mieli nic do powiedzenia. Podobnie było w innych przypadkach. Zrzuca się na nas odpowiedzialność za coś, na co nie mieliśmy wpływu.

Jak zatem odniesie się Pan do słów przewodniczącego Komisji Europejskiej Jeana Claudea Junckera, który w trakcie przemówienia w Parlamencie Europejskim podnosił, że 20 milionów potomków Polaków mieszka obecnie poza granicami kraju?

- To jest bezczelne. To, że Niemcy przez pięć lat niszczyli nasz kraj, resztę rozkradli Rosjanie, nie jest przecież naszą winą. Ciągle jesteśmy w fazie odbudowy. Nieprzerwanie od I wojny światowej ciągle się odbudowujemy po zniszczeniach. Trzeba zupełnie bezkrytycznie patrzeć na historię żeby podnosić tego typu argumenty. Czy Juncker o tym nie wie?

Myślę jednak, że w ramach solidarności europejskiej powinniśmy przygotować około 100 tysięcy miejsc dla uchodźców niemieckich. Dla Niemców, którzy będą chcieli żyć w normalnym kraju.

Niemcy już się buntują. Wychodzą na ulice. Trzeba zrozumieć Niemców, oni chcą być i mieć. To jest koniec ich oczekiwań. Opiera się na tym cała ich polityka gospodarcza i zagraniczna. Musimy sobie uzmysłowić na czym opierają się obecne niemieckie działania. Zlikwidowali praktycznie całą armię. 2/3 niemieckich Leopardów stoi w Polsce. Mówią o sobie jako o pacyfistach. Jest to przecież 80 milionowy kraj w środku Europy. Niemcy mogą się co prawda czuć stosunkowo bezpieczni, ale kryzys migracyjny doskonale pokazuje, że za każdym razem chcą coś dla siebie ugrać. Nieprodukowanie broni dla siebie to kolosalne pieniądze, około 4,2 proc. PKB. Niemcy przez 25 lat nie mieli armii. Są to ogromne pieniądze. Ich potęga polega na tym, że wszyscy ich bronią.

Jest to polityka, która ma na celu tylko i wyłącznie ochronę partykularnych niemieckich interesów. Nie ma co mówić o żadnej solidarności. Wszystko zaczyna się od tego, gdzie są granice Unii Europejskiej. Gdy przystępowaliśmy do Unii nikt nam nie mówił, że południowe granice wspólnoty nie istnieją. Dzisiaj widzimy, że jednak tak jest.

Odchodząc już trochę od kryzysu migracyjnego, czy Polska powinna w większym stopniu otworzyć się na migrantów?

- Czy kiedykolwiek Polska była zamknięta? Oczywiście, że nie. Wystarczy spojrzeć na ulice naszych miast, gdzie jest bardzo wielu obcokrajowców. Jak można mówić, że jest ich zbyt mało. To nielogiczne. Nie chodzi przecież o to, abyśmy byli gośćmi w naszym własnym państwie.

Być może środowiska lewicowe uważają, że w Polsce powinno być więcej przybyszów. Mam dla nich jedną prostą radę. Każdy może udać się do Ministerstwa Spraw Zagranicznych i wypełnić dokument o chęci przyjęcia zagranicznych gości do swojego domu. Takiej osobie trzeba zapewnić środki do życia, mieszkanie, ale także bierze się za nią odpowiedzialność. Jeżeli politycy lewicy chcą przyjmować do swojego domu obcokrajowców, to nie widzę w tym żadnego problemu. Niech zaczną od siebie i sami dadzą dobry przykład, a nie ciągle krzyczą co mamy robić.

Jesteśmy zatem zbyt otwarci na zagranicznych przybyszów?

- Nie. Myślę, że w ogóle nie ma takiego problemu. Mówiąc o migrantach z Afryki, musimy pamiętać, że oni z jakiegoś powodu wcale nie chcą u nas zostać. To jest obraza dla ludzi, że władza chce dawać uchodźcom po 2 tysiące złotych, podczas gdy nasi obywatele dostają 400 zł zasiłku. Dzisiaj w Polsce 2 tysiące złotych netto to bardzo poważna pensja.

Mamy przykłady likwidowania ośrodków Monaru. Pod Ciechanowem bezdomni są ponownie wyrzucani na bruk. Ośrodek jest do czegoś przygotowywany, lecz nikt nie chce udzielić informacji co będzie się w nim znajdowało. Oby się nie okazało, że Polaków w ich własnym kraju wyrzuca się z domów po to tylko, aby przyjąć muzułmańskich migrantów. Dzieje się tak przecież na Zachodzie, w Berlinie na przykład.

Decyzje jednak już zapadły. Migranci przybędą do Polski.

- Raczej zostaną przywiezieni. To państwa zachodnie, przede wszystkim Niemcy, są magnesem przyciągającym imigrantów. Paradoks polega na tym, że Niemcy chcą, abyśmy zagwarantowali zatrzymanie uchodźców na naszym terytorium. To jest główny problem. Co mielibyśmy zatem zrobić?

Z Polakami nie ma żartów. Potrafimy sami zrobić porządek we własnym kraju. To jest jeden z powodów, dla których migranci nie chcą przyjeżdżać do nas wielkimi grupami. Przyjeżdżają pojedyncze osoby i wszystko jest dobrze. Nikt im niczego nie wyrzuca. Są dobrze traktowani. Polska to naprawdę normalny kraj.

Może u nas swobodnie mieszkać 40 tys. Azjatów, głównie Wietnamczyków, Koreańczyków i Chińczyków. W Warszawie mają swoje osiedla, co zwykle tak to się kończy. Proszę zwrócić uwagę, że nikt w Polsce nie ma o to pretensji. Dlaczego się o tym w ogóle nie mówi? Nikomu to nie przeszkadza? Zastanówmy się jednak czy widzieliśmy kiedykolwiek Azjatę w kolejce po zasiłek? Oczywiście, że nie. Są to ludzie, którzy po prostu chcą pracować i mają olbrzymi szacunek Polaków. Wszystko co posiadają osiągnęli ciężką pracą. Dużo wnoszą do naszej kultury. Potrafili dostosować się do obowiązujących standardów. Z drugiej strony mamy migrantów z Afryki, którzy liczą na zasiłki i zabezpieczenie socjalne.

Spotykam się z zarzutami, że to co mówię jest zaściankowe. Trudno, nie chcę drugiej Francji. Nie chcę, aby na naszych ulicach działo się to, co dzieje się na ulicach Paryża.

Napływ uchodźców z Afryki może być dla nas zagrożeniem?

- Prowadzone przez naukowców badania wyraźnie wskazują, że im cieplejszy klimat, tym mniejsze predyspozycje do pracy. Najbardziej pracowici są mieszkańcy Północy, między innymi Skandynawowie. Nikt nie przyjrzał się, w jaki sposób żyją imigranci z Afryki właśnie w Szwecji. Oni po prostu tam są. Nic więcej. Generują tylko problemy. Szwedzi nie chcą się do tego oficjalnie przyznać, ale w prywatnych rozmowach często słychać utyskiwania na całą tę sytuację. Są tak wyuczeni poprawności, że na wszystko się zgadzają, ale przyjedzie taki moment, w którym na więcej się nie zgodzą. Słyszałem ostatnio od dwóch Szwedek, że dochodzi do takiej sytuacji, w której to Szwedzi są zamykani w gettach, a nie muzułmańscy imigranci. W pewnym momencie zakończy się to jakimś wybuchem.

Przyszły Sejm powinien dążyć do renegocjacji postanowień w sprawie migrantów?

- Nie, oczywiście, że nie. Wyszlibyśmy na bardzo niepoważnych. Jeżeli takie porozumienie w imieniu Rzeczypospolitej zostało już zawarte, bo tak naprawdę nie wiemy, jakie są ostateczne postanowienia oraz ilu uchodźców do nas napłynie, to trzeba je respektować. Ta liczba nie jest dla nas dużym obciążeniem. Z większymi dawaliśmy sobie radę. Nie możemy jednak stawiać wartowników przy płotach.

Jedna z gmin w okolicach Piły przyjęła syryjskich uchodźców. Ksiądz poprosił o pomoc wiernych, razem zebrali fundusze i przygotowali mieszkanie. Przygotowywali się jak na wizytę papieża. Po przyjeździe Syryjczycy dostali pracę, niezbędną pomoc, bezpłatną naukę języka. Po dwóch tygodniach, po cichu podjechał w nocy samochód i wszystkich zabrał do Niemiec. Żaden Polak nie usłyszał nawet dobrego słowa, żadnych podziękowań, odjechali bez pożegnania. W podobny sposób skończy się cały ten problem. Dużo dymu o nic.

W chwili gdy rozmawiamy o sprawach ważnych dla Polaków, o reformach gospodarczych i politycznych, zmianie systemu rządów i składu parlamentu, to środowiska lewicowe wrzucają temat, który tak naprawdę nie ma większego znaczenia. Jest to zwykłe jątrzenie. I tak ich na siłę nie zatrzymamy.

Podnoszenie w kampanii wyborczej problematyki związanej z kryzysem migracyjnym jest tematem zastępczym?

- To zawracanie ludziom głowy. Można powiedzieć, że to temat zastępczy. Chodzi o to, żeby pokazać, że liberalizm ma wyższość nad poglądami narodowymi, konserwatywnymi. Człowiek prawicy to człowiek prawy, człowiek lewicy to człowiek lewy. Żadne zastępcze tematy tego nie zmienią.

Przyjęcie migrantów pociągnie jednak za sobą konsekwencje finansowe. Unia Europejska ma przeznaczyć środki na wsparcie dla uchodźców, jednak mało prawdopodobne, aby były one wystarczające. W jaki sposób zapewnić tym osobom mieszkania, dostęp do edukacji i świadczeń socjalnych ?

Muszą pracować. Jeżeli chcieliby uzyskać polskie obywatelstwo, to muszą spełnić określone warunki. To wcale nie jest takie proste. Jednym z nich jest znajomość języka. Na pewno dla migrantów z Afryki nauka polskiego będzie dużym wyzwaniem. Nie wyobrażam sobie jednak, aby mogło być inaczej. Uchodźcy muszą mieć normalną pracę, normalną pensję, zasiłek ma być taki sam jak ten, który otrzymują Polacy. Wywyższanie imigrantów na piedestał spowoduje, że będą się czuć bardziej wartościowi. Zupełnie nie o to chodzi. Oni w Polsce mają być jak Polacy. Muszą wejść do naszego domu na takich warunkach, na jakich my w nim żyjemy. Oczywiście będą pracowali 8-10 godzin za niewielkie wynagrodzenie, ale z tym musimy się liczyć.

Myślę, że większość z nich od razu ucieknie. Słyszałem w telewizji wypowiedź jednego z syryjskich imigrantów, który otwarcie przyznał, że nie widzi w Syrii żadnych perspektyw. Przyznał, że idzie do Niemiec, bo tam ma rodzinę i tam będzie bogaty. Polski nie wymienił. U nas bogaty nie będzie. Zasiłki w Niemczech są wysokie. Takich pieniędzy nigdy nie zarobi w rodzinnym kraju, więc po co ma pracować ?

W Niemczech funkcjonują nawet zorganizowane grupy, które biorą prowizję od każdego zasiłku. Są to pewnego rodzaju agencje, do których zgłaszają się imigranci nieposiadający żadnych dokumentów. Oni pomogą załatwić potrzebne formalność, zdobyć zasiłek, ale pod warunkiem, że każdego miesiąca 20 proc. środków będzie szło do ich kieszeni.

Migranci napływający do Europy to bardzo dobrze zorganizowana grupa, posiadająca na przykład własnych prawników, która idzie do nas w bardzo konkretnym celu. Polska ma własne problemy. Wieczna repatriacja. Ciągły problem z obywatelami zesłanymi. Kryzysem migracyjnym powinni się martwić Niemcy.

Polską bolączką nadal pozostaje nierozwiązana sprawa repatriantów. W jaki sposób można sobie z nią poradzić?

- Niemcy doskonale pokazali nam w jaki sposób obchodzić się z imigrantami. Powinniśmy postąpić w identyczny sposób z repatriantami. Sprowadzamy takie osoby do Polski. Muszą mieć zapewnione mieszkania, a na czas nauki języka, która w mojej opinii może trwać do dwóch lat, także dodatkową pomoc finansową. Dzieci idą do szkół, muszą się integrować. To nie będzie proces długotrwały, bo to przecież też Polacy.

Wielu Polaków wyjechało w ostatnich latach na Zachód z powodów ekonomicznych. Co zrobić, aby zachęcić ich do powrotu?

- Musimy stworzyć w Polsce takie warunki, jakie są na Zachodzie, wtedy sami będą chcieli wrócić. Żaden Polak nie czuje się dobrze na obczyźnie. Tęskni i bardzo przeżywa swoje położenie, często rozłąkę z rodziną.

Łatwo powiedzieć, że stworzymy warunki takie jak w Wielkiej Brytanii, Irlandii, czy Niemczech. Nie chodzi tu jednak o kopiowanie. To się nie sprawdza. Musimy inicjować pewne zmiany. Powinniśmy zlikwidować CIT i w jego miejsce wprowadzić obligatoryjny 1% podatek przychodowy. Spowoduje to wzrost dochodów budżetowych, gdyż podatki będą płacili wszyscy, a nie tylko wybrani.

Głównym problemem jest różnica w płacach w Polsce i na Zachodzie. Musimy doprowadzić do takiej sytuacji, żeby Polak na rękę dostawał tyle, ile zarabiają pracownicy w innych państwach Unii Europejskiej. Wtedy skończy się w Polsce montownia. Może wreszcie skończy się zamykanie zakładów, które wreszcie zaczną generować kapitał. Dzisiaj prywatna firma w Polsce nie generuje przychodu, przez co nie ma się jak rozwijać. Likwidacja podatku CIT spowoduje, że nie będzie amortyzacji i innych rozwiązań zatrzymujących kapitał.

Jeżeli wejdziecie do Sejmu i będziecie realizować swój program, to Polacy zaczną wracać do kraju?

- To jest naszym celem. Idziemy do Sejmu między innymi po to, aby Polacy, którzy w ostatnich latach wyjechali z kraju za chlebem mogli, spokojnie i z godnością wrócić do ojczyzny.

 

 

 

Podobał się artykuł? Podziel się!

Skomentuj (1 komentarzy)




REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA