REKLAMA

Kluzik-Rostkowska: propozycja PiS ws. wieku szkolnego to dewastacja systemu

  • Autor: PAP
  • 04 grudnia 2015 15:53
Kluzik-Rostkowska: propozycja PiS ws. wieku szkolnego to dewastacja systemu Joanna Kluzik-Rostkowska(fot. Ryszard Hołubowicz - lublin.com.pl/Wikiepdia/CC BY-SA 3.0)


Propozycja PiS zmian w obowiązku szkolnym to dewastacja dobrze istniejącego systemu - uważa była minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska (PO). Pyta, dlaczego wolność rodziców dotyczyć ma tylko ich decyzji wobec dzieci w wieku sześć-siedem lat, a nie także innych kwestii.

W piątek posłanka PiS Marzena Machałek i minister edukacji Anna Zalewska zaprezentowały w Sejmie projekt dotyczący zmiany wieku obowiązku szkolnego, m.in. odejścia od obowiązku szkolnego dla sześciolatków i wprowadzenia go dla siedmiolatków. Nowelizacja ma też umożliwić rodzicom dzieci sześcioletnich, którzy w tym roku posłali je do pierwszej klasy, ponowne zapisanie ich do pierwszej klasy w przyszłym roku.

"PiS przedstawił dziś projekt zmian w ustawie oświatowej, który ma być sentymentalnym powrotem do przeszłości, czyli sytuacji, kiedy obowiązek szkolny będą miały dzieci siedmioletnie, a sześcioletnie tylko wtedy, kiedy rodzice będą tego chcieli. W dodatku dla pewnej grupy dzieci będzie to wymagało potwierdzenia opinią poradni psychologiczno-pedagogicznej" - podkreśliła Kluzik-Rostkowska na piątkowej konferencji prasowej w Sejmie.

"PiS mówi: 'chcemy dać wolność rodzicom, ponieważ to rodzic wie najlepiej, co jest dobre jego dziecku'. Ok, ale tak na prawdę PiS mówi: 'rodzic wie najlepiej, co jest dobre dla dziecka między szóstym, a siódmym rokiem życia'. Jeśliby podejść do tego czysto logicznie bez emocji, polecam pani minister lekcje logiki, to trzeba też uszanować wolność rodziców w każdym wieku" - oświadczyła była minister.

Argumentowała, że jeśli rodzic wie lepiej, jeśli rodzic zawsze wie lepiej, to, dlaczego nie należy uszanować sytuacji, gdy jeden rodzic uważa, że do szkoły powinno pójść dziecko czteroletnie, a drugi, że dziecko, które ma lat dziewięć. "Dlaczego też nie uszanować sytuacji, gdy jeden rodzic mówi: 'mojemu dziecku potrzeba 10 godzin matematyki', a inny mówi: 'nie, nie, on i tak sobie nie da rady, wolałbym by w szkole matematyki nie było'" - pytała posłanka PO.

Jak zaznaczyła, w jej odczuciu propozycja PiS to dewastacja bardzo dobrze istniejącego systemu oraz podcinanie skrzydeł dzieciom.

"Tak dziwnie się składa, że w ponad 130 krajach świata dzieci rozpoczynają naukę w wieku lat sześciu, a nawet wcześniej. Pani premier Beata Szydło mówiła, że najważniejszym słowem w ciągu najbliższych lat będzie słowo: 'rozwój'. Tymczasem te propozycje są daleko idącym krokiem wstecz" - oceniła.

"Nie rozumiem dlaczego PiS pokłada tak niewielką wiarę w umiejętności polskich sześciolatków. Jak to jest możliwe, że w większości krajów świata dzieci są gotowe by rozpoczynać naukę w wieku lat sześciu, lub wcześniej, natomiast polskie dzieci - zdaniem PiS - to są jakieś dziwne dzieci, które powinny zaczynać naukę rok później" - powiedziała Kluzik-Rostkowska.

Wyliczała też skutki zapowiedzianych zmian. "1 września 2016 r. do szkoły będzie gotowych 91 tys. dzieci siedmioletnich, to są te dzieci, którym odroczono obowiązek szkolny w 2015 r. Tych dzieci powinno być znacznie więcej, około 400 tys. To oznacza sytuację, w której nauczyciel wczesnoszkolny przyjdzie objąć pierwszą klasę, a tej klasy nie będzie. Dla około 20 tys. nauczycieli wczesnoszkolnych, którzy powinni pracować z tą klasą oznacza to trzy lata bez pracy" - uważa b.minister.

Według niej, w największych miastach uda się uzbierać klasę, ale w małych miejscowościach i na wsi będzie to oznaczało jedno, dwójkę, trójkę dzieci. "Kiedy pytaliśmy w Sejmie, co to będzie oznaczało dla tych dzieci, pani wiceminister edukacji Teresa Wargocka mówiła, że to żaden problem, bo istnieją klasy łączone i po prostu dołączy się je do klasy drugiej . Wtedy możemy mieć sytuację, że dziecko sześcioletnie znajdzie się w jednej klasie z ośmiolatkiem" - zauważyła.

"Mam poczucie, że PiS bardzo rozpaczliwie poszukuje sposobu, żeby te klasy w 2016 roku nie były puste i bardzo liczy na taki instrument, który na prawdę wydaje się kuriozalny, to znaczy na sytuację, w której rodzice sami zdecydują, że ich dziecko zostanie na drugi rok w tej samej klasie" - podkreśla posłanka PO.

Według niej, to jest propozycja dla większości dzieci krzywdząca. "Bo albo mamy dzieci, które sobie bardzo dobrze radzą w pierwszej klasie i nie ma potrzeby, żeby one były w pierwszej klasie po raz drugi, a jeżeli są dzieci, które mają jakiś kłopot, to tym dzieciom trzeba pomóc. Na pewno nie będzie najefektywniejszą pomocą, w której będą musiały jeszcze raz dokładnie robić to samo od litery A do Z, tylko w innej grupie dzieci i z inną panią" - zaznaczyła była minister edukacji.

Jej zdaniem, także dzieci, które mają teraz pięć lat i są w obowiązkowej edukacji przedszkolnej będą musiały pozostać w niej jeszcze jeden rok. "Znowu całą grupę dzieci skazuje się na to, żeby drugi rok robiły to samo. Jak się to też ma do słowa 'rozwój', bo bardzo trudno się domyśleć?" - pytała.

Zwróciła też uwagę, że sytuacja prawie pustego rocznika będzie się ciągnęła przez kolejne lata przez wszystkie etapy edukacji do matury.

Skomentuj

  • Brak komentarzy.



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA