REKLAMA

Jarosław Kaczyński bardzo liczy się z internautami

  • Autor: Bartosz Dyląg
  • 01 lipca 2016 13:55
Jarosław Kaczyński bardzo liczy się z internautami Jarosław Kaczyński bardzo często korzysta z internetu - mówi Paweł Szefernaker, sekretarz stanu w Kancelarii Premiera odpowiadający za komunikację np. w mediach społecznościowych (Fot.: facebook.com)

– Jarosław Kaczyński często korzysta z informacji, które pojawiają się w mediach internetowych, często dopytuje swoich pracowników, jak internet reaguje na pewne zachowania, wydarzenia w życiu publicznym – mówi Paweł Szefernaker, sekretarz stanu w Kancelarii Premiera.

Dlaczego Jarosław Kaczyński nie ma konta na Facebooku?

Paweł Szefernaker, sekretarz stanu w Kancelarii Premiera: – Są politycy, którzy używają mediów społecznościowych, czują je. Jeżeli dobrze się w nich czują, powinni także ten sposób komunikacji realizować. Ale są politycy, którzy są przywiązani do mediów tradycyjnych i niewątpliwe takim politykiem jest prezes Jarosław Kaczyński.

On nie potrzebuje sztucznie zakładać kont w mediach społecznościowych bo wie, że taki sposób komunikacji nie jest mu bliski, nie jest jego domeną. Bardzo dobrze, że za wszelką cenę pan prezes nie chce w sztuczny sposób tam zaistnieć.

Czyli nie przekonywał go pan do tego, ani nie będzie przekonywał?

– Pan prezes Kaczyński często korzysta z informacji, które pojawiają się w mediach internetowych, często dopytuje swoich pracowników, jak internet reaguje na pewne zachowania, wydarzenia w życiu publicznym.

Bardzo często nie boi się korzystać z internetu w komunikacji. Parę lat temu prezes Jarosław Kaczyński spotkał się z wyborcami na Skype. Ostatnio odpowiadał na pytania internautów na Facebooku.

Pan prezes docenia internet, niewątpliwie wie, że jest to miejsce, z którego wielu Polaków korzysta, ale za wszelką cenę, sztucznie nie będzie brał na co dzień udziału w życiu, które się toczy w mediach społecznościowych.

Polscy politycy potrafią posługiwać się mediami społecznościowymi?

– Coraz bardziej tak. Świat zmierza w takim kierunku, że coraz więcej osób korzysta ze smartfonów, z internetu mobilnego. Dlatego także politycy powinni być obecni w sferach, gdzie obecni są obywatele. Nie jest to najważniejszy, ale coraz ważniejszy element komunikacji. Jestem przekonany, że to w tę stronę będzie zmierzać.

Czy to znaczy, że gdyby obywateli nie było w mediach społecznościowych, to i politycy rzadziej by tam zaglądali?

– Rolą polityków jest to, by komunikować swe działania społeczeństwu i na pewno powinni być tam, gdzie to społeczeństwo jest obecne. Gdyby w mediach społecznościowych byli tylko politycy, to nie miałoby to przecież większego sensu.

- Kolejne kampanie będą coraz bardziej sfokusowane na internecie, mediach społecznościowych bardziej niż tradycyjnych - uważa Paweł Szefernaker, sekretarz stanu w Kancelarii Premiera. Fot. Facebook.

Jak pan analizuje to, co robią w internecie politycy amerykańscy i porównuje do polskich realiów, to gdzie zauważa pan największe różnice?

– Uważam, że sfera internetu to w dużej mierze odwzorowanie realnego życia i nie należy ich stawiać w opozycji. Jeżeli dochodziło do zmian w sposobie patrzenia Polaków na pewne tematy, to one bardzo często były najpierw wyczuwalne w internecie, dopiero potem w szerszej opinii publicznej.

Tak samo jest z podejściem polityków amerykańskich, europejskich, polskich. Sposób patrzenia na życie publiczne w tych rejonach świata jest różny, cywilizacja jest inna, toteż różni się sposób komunikacji w mediach społecznościowych. To jest normalne.

To znaczy, że kampanie amerykańskie nie powinny być kopiowane 1:1 w Polsce?

– Dobre wzorce należy dostosowywać do realiów naszego świata, regionu. Na pewno bezmyślne kopiowanie pewnych wzorców, bo one spełniły swoje zadania, nie ma większego sensu. Jeżeli popatrzymy na to, w jaki sposób komunikują się politycy w Azji, Afryce czy Ameryce Południowej, to pewnie też są tam jakieś wzorce, które można by wykorzystać w komunikacji, ale nie zawsze z tego korzystamy. To wszystko należy robić z głową.

Mówi się, że wygrał pan Andrzejowi Dudzie kampanię prezydencką w internecie.

– Przede wszystkim nie wiem, jak to jest, bo dokonało tego wiele osób. To był zespół osób i mogę mówić jako jego część. Była to pierwsza tego typu kampania. Uważam, że kolejne kampanie będą coraz bardziej sfokusowane na internet, media społecznościowe bardziej niż tradycyjne. Pokazuje to zresztą obecna kampania wyborcza w Stanach Zjednoczonych.

Co takiego było w kampanii prezydenckiej w 2015 roku, że przyniosła nową jakość?

– Świat się zmienia i za tym powinna nadążać mentalność polityków. Podstawą było to, że politycy zaczęli inaczej funkcjonować i kto pierwszy to zrozumiał, ten wygrał. Internauci bardzo szybko wyłapali sztuczność w momencie, kiedy ówczesny prezydent Bronisław Komorowski za wszelką cenę starał się pojawić w sferze, w której przegrywał, czyli w internecie.

Trzeba zrozumieć to, że sposób komunikacji się zmienia, sposób patrzenia Polaków, wyborców na polityków się zmienia. Politycy muszą za tym nadążać i kto pierwszy to zrozumie, wygrywa.

Zapowiadał pan, że wprowadzi nowe standardy komunikacyjne w rządzie. Podoba się panu ograniczanie dostępu dziennikarzy do posłów w Sejmie?

– Jeżeli takie pytanie pada z pana strony, to na pewno brakowało dobrej komunikacji, przyjęcia argumentów obu stron. Ale muszę powiedzieć, że różnie to wygląda w różnych parlamentach. Towarzysząc premier Szydło w wizytach w różnych częściach Europy, spotykamy się często z premierami w ich parlamentach. To naprawdę różnie wygląda.

W Parlamencie Europejskim, który przez wielu polskich dziennikarzy stawiany za wzór miejsca, gdzie kwitnie demokracja, dziennikarze nie mogą spacerować sobie w kuluarach. Mają specjalnie wyznaczone strefy dla dziennikarzy i tam nikt tego nie kwestionuje.

Ale uważam, że w naszym przypadku zawiodła komunikacja pomiędzy dziennikarzami i gospodarzami parlamentu. Myślę, że pewne tematy powinny być uzgadniane w drodze konsensusu. Debata na ten temat powinna być przeprowadzona także przez środowisko dziennikarzy w taki sposób, by starać się przyjąć racje jednej i drugiej strony. Często jest tak, że obie strony zamykają się na argumenty strony przeciwnej i brakuje tej dyskusji.

Jeszcze w czasach koalicji PO-PSL pana nazwisko przewijało się w kontekście hejtu, którego miał pan być autorem. Widzi pan dzisiaj hejt ze strony opozycji pod adresem rządu?

– Nigdy nie miałem nic wspólnego z tego typu kampanią negatywną. Tak jak powiedziałem wcześniej uważam, że świat rzeczywisty ma swoje odbicie w internecie. Wiele zachowań ludzkich, które nie powinny zdarzyć się w życiu rzeczywistym, także nie powinny zdarzyć się w internecie. Jeżeli wystąpienia polityków na wiecach są przerywane gwizdami, to tego nie powinno być. Tak samo nie powinno być hejtu w internecie.

W moim przekonaniu pewne działania, o których mówiono, że zdarzają się w internecie były tylko i wyłącznie przeniesieniem pewnych zachowań z życia rzeczywistego do internetu. Bez względu na to, jaka partia rządzi, a jaka jest w opozycji, one były, są i będą.

Pana zdaniem dzisiejsza opozycja ma problem z komunikacją?

– Mam wrażenie, że szczególnie lider dzisiejszej opozycji, bo tak Ryszard Petru był przedstawiony w wywiadzie dla BBC, bardzo chciałby, by jego komunikacja była bardzo dobra. Tak bardzo chce, że w moim przekonaniu zakłada szaty Bronisława Komorowskiego, jeśli chodzi o te sprawy.

Czasami warto tę pewnego rodzaju sztuczność porzucić. Warto być sobą po prostu. Z tego będą dużo większe sukcesy niż działalność firm PR wokół polityków. My wygraliśmy kampanie wyborcze w dużej mierze rezygnując z działalności firm PR na rzecz pomysłów, działalności młodych osób, sieciowej, społecznościowej.

Myślę, że jeżeli politycy przeciwnej strony sceny politycznej tego nie rozumieją, to ja się z tego cieszę, ale rzeczywiście obniża to poziom debaty publicznej.

Podobał się artykuł? Podziel się!

Skomentuj (1 komentarzy)

  • polityk prawicowy 2016-07-02 09:04:00
    Oddaj życie Andrzejowi Lepperowi "bandyto", wiemy iż afera gruntowa masowych zmian oznaczeń gruntów rolnych likwidująca dotychczasowe zapisy klasyfikacyjne gruntów w obrębach miast miała miejsce na przełomie 2005-2007roku zmieniająca grunty tyko do oznaczenia"B" budowlanych chodziło o wyłudzenie podatków celem utrzymania przestępców w urzędach użyteczności publicznej SLD-PiS (grunty nigdy nie zostały wyłączone z produkcji rolnej właściciele gruntów nawet niebyli stronami postępowania.Największa w historii powojennej Polski Afera gruntowa masowych zmian oznaczeń gruntów rolnych wszystkich klas w obrębach gmin ściany wschodniej Polski na przełomie 2012-2014roku również autorstwa w samorządach powiatowych PiS-SLD, Kaczyński jesteś najgorszym oszustem, kłamcą obrzydliwym, chamem wstydu oszczędź oddaj stery PiS 02.07.2016roku jakiejś damie!



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA