REKLAMA

Zalewska: Referendum ws. edukacji może wprowadzić jakieś zawirowanie

  • Autor: PAP/JS
  • 19 stycznia 2017 16:07
Zalewska: Referendum ws. edukacji może wprowadzić jakieś zawirowanie Minister Anna Zalewska. (fot. MEN/twitter)

• Referendum ws. reformy edukacji może wprowadzić jakieś zawirowanie i rozpocznie na nowo dyskusję na temat systemu edukacji - uważa minister edukacji Anna Zalewska.
• Według niej to wybory parlamentarne w 2015 r. rozstrzygnęły kwestie reformy, a ich wynik przesądził o tym, co robi rząd.

Przeciwnicy reformy: Związek Nauczycielstwa Polskiego, PO, Nowoczesna, PSL, Razem, Inicjatywa Polska, przedstawiciele ruchów rodzicielskich oraz "Koalicji NIE dla chaosu w szkole" chcą zorganizowania w tej sprawie referendum ogólnokrajowego. Zapowiadają zbieranie podpisów pod wnioskiem o jego przeprowadzenie.

Zalewska pytana, czy jej zdaniem referendum zostanie przeprowadzone i czy jest ono w stanie zatrzymać reformę odparła, że o wszystkim zdecydowały ostatnie wybory. "W 2015 r. kiedy Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory, właśnie odbyło się referendum, bo rzeczywiście zaakceptowano ten program, w którym było przekształcanie gimnazjów. Proszę zauważyć: przekształcanie gimnazjów oznacza, że każde gimnazjum stanie się albo szkołą podstawową albo liceum, albo szkołą branżową lub technikum. W związku z tym 2015 r. wybory zdecydowały o kształcie tego, co polski rząd robi" - powiedziała.

Minister edukacji przypomniała, że pod wnioskiem obywatelskim o zorganizowanie tzw. referendum edukacyjnego, pod którym podpisy zbierało Stowarzyszenie "Rzecznik Praw Rodziców", zebrało ich ponad 950 tys. We wniosku zawarto pięć pytań, o które chciano zapytać obywateli w referendum. Jedno z nich dotyczyło sześciolatków i brzmiało: "Czy jesteś za zniesieniem obowiązku szkolnego sześciolatków?". "Było również pytanie dotyczące gimnazjum i historii. Proszę zauważyć, te postulaty wypełniam - sześciolatek: znów rodzice decydują o wieku rozpoczynania nauki, historia wraca w pełnej chwale do podstaw programowych oraz jeszcze kwestia gimnazjów" - powiedziała.

W ocenie Zalewskiej, obecnie jest już za późno na przeprowadzenie referendum. Według niej czas na takie działania był wcześniej - bezpośrednio po tym jak 27 czerwca ogłosiła założenia reformy.

"Mam nadzieję, że politycy, nauczyciele, wiedzą, że do 31 marca zostaną już podjęte uchwały o sieci szkół. W jaki sposób można by spojrzeć w oczy rodziców, nauczycieli, którzy zostali przekonani, którzy wiedzą jak system będzie działał, którzy będą gotowi do tej zmiany, że nagle jest jakieś zawirowanie i na nowo zacznie się dyskusja? Mam nadzieję na dużą odpowiedzialność opozycji i bardzo ją zapraszam do tego, żeby była razem ze mną" - powiedziała.

Zalewska była pytana, jak zachowa się PiS, gdy oponenci zbiorą co najmniej pół miliona podpisów obywateli, którzy są przeciwni reformie - bo tyle jest wymagane, by złożyć w Sejmie wniosek obywatelski o przeprowadzenie referendum. "Referendum odbyło się w 2015 r." - powtórzyła minister.

"Obecnie realizuję te wszystkie postulaty, które we wniosku o referendum z blisko milionem podpisów zostały zmielone przez PO i PSL. Trudno sobie wyobrazić sytuację, że wtedy, kiedy system zostanie przestawiony już na określone tory, kiedy zostały wydatkowane ogromne pieniądze na zmianę tego systemu. Decyzja o sześciolatku też wynikała z faktu, że po pierwsze daliśmy słowo w grudniu, po drugie mówimy samorządom, że czujemy się odpowiedzialni za ich budżety. Mówimy to tym samorządom, które są organem prowadzącym dla gimnazjów i szkół podstawowych, bo w 2019 r., kiedy już nie będzie gimnazjów, będą nadal mieć 9 roczników w subwencji oświatowej. Ja liczę na odpowiedzialność koleżanek i kolegów z opozycji. To ich działanie rodzice będą traktowali jako absolutny chaos, jako działania absolutnie polityczne. Nie możemy brać na zakładników dzieci" - podkreśliła.

"To nie jest moja reforma, tylko reforma rządu Rzeczpospolitej, reforma Zjednoczonej Prawicy" - zapewniła minister edukacji Anna Zalewska. Przypomina, że z takimi postulatami i z takim programem PiS szedł do wyborów. "Taki program wygrał. Tak zdecydowali wyborcy. W związku z tym zaczęliśmy przygotowywać powolne wdrażanie tej reformy" - powiedziała. Jak dodała, zmiany zaczęły się w grudniu 2015 r. od 6-latków, gdy ich rodzice znowu dostali prawo decydowania, czy ich dzieci uczyć się będą w szkole czy w przedszkolu.

"Trzeba było wrócić do 4-letniego liceum, kształcenia ogólnego, przedmiotowego, edukacji młodych ludzi, uczenia się przez całe życie, bo mamy z tym duże kłopoty, a jednocześnie do pracy na zasadzie projektów" - tłumaczy Zalewska. Według niej, pilnej zmiany wymaga też szkolnictwo zawodowe, dlatego wprowadzone mają być szkoły branżowe, a nauka w technikach zreformowana i wydłużona do 5 lat. "Pracodawcy nie chcą dłużej czekać, potrzebują tu i teraz dobrze wykwalifikowanych pracowników m.in. w najnowocześniejszych technologiach" - mówi.

Minister edukacji odniosła się też do kwestii wygaszania gimnazjów. "Podczas debaty, gdy padały pytania na temat tego, co się stanie z gimnazjami, uczciwie odpowiadałam, że przede wszystkim chodzi o 4-letnie liceum, przede wszystkim o 6-latka uczącego się w przedszkolu i o bardzo nowoczesną edukację w klasach I-III" - wyjaśniła.

Zwróciła też uwagę na niż demograficzny w szkołach. Według niej, może on być inspiracją do tego, by tworzyć mniejsze oddziały klasowe. "Dążymy do tego aby uczniowie uczyli się w szkole na jedną zmianę, by ograniczyć dowożenie dzieci do szkół. Kładziemy nacisk na bezpieczeństwo w szkole. Chcemy by szkoła była bliżej ucznia".

Według szefowej MEN konieczna była też zmiana podstawy programowej, bo ona określa to, co uczeń powinien z każdego przedmiotu wiedzieć i umieć kończąc dany etap edukacyjny lub daną klasę.

Nowa podstawa programowa będzie wprowadzana stopniowo począwszy od klasy I, IV i VII szkoły podstawowej. W kolejnych latach obejmie następne roczniki. Nie będzie żadnych podstaw przejściowych dla starszych roczników szkoły podstawowej. Minister powiedziała, że nie widzi zagrożenia w tym, że uczniowie, którzy w tej chwili są w IV, V i VI klasie, a będą od VII klasy uczyć zgodnie z nową podstawą, mieli jakieś luki i braki wiedzy.

"Padały zarzuty, że będziemy tworzyć jakieś podstawy programowe przejściowe, że podręczniki będą ma chwilę i że będziemy marnować publiczne pieniądze. Nic takiego się nie stanie. Patrzymy na całość systemu tak, aby było w nim jak najmniej przejściowych elementów" - zaznaczyła szefowa MEN. Dodała, że podstawy programowe pisali eksperci i okres przejściowy został tak zaplanowany, by maksymalnie wykorzystać to, co uczniowie wynieśli z klas I-VI. "Wszystko po to, by przygotować młodego człowieka w taki sposób, aby w 2019 r. stał się uczniem I klasy 4-letniego liceum ogólnokształcącego, dwustopniowej szkoły branżowej i 5-letniego technikum" - powiedziała Zalewska.

Odniosła się też do obaw rodziców związanych z tzw. kumulacją roczników w 2019 r. Wówczas na starcie do szkół średnich spotkają się dwa pełne roczniki uczniów, o przyjęcie do szkół ubiegać się będzie nie 350 tys. uczniów (jak jest obecnie) tylko 700 tys. Podkreśliła, że dla wszystkich uczniów ze skumulowanych roczników znajdą się miejsca w szkołach. "Mamy policzone wszystkie pomieszczenia we wszystkich placówkach ponadgimnazjalnych" - zapewniła. "Chciałabym uspokoić rodziców. Jeden rocznik będzie miał dedykowaną określoną liczbę klas. Będzie on po III klasie gimnazjum i skończy 3-letnie liceum. Młody człowiek, który skończył VIII klasę, też będzie miał dedykowane klasy, dedykowaną rekrutację i kontynuował naukę w 4-letnim liceum" - wyjaśniła.

Odnosząc się do głosów rodziców, że do najlepszych szkół, do których obecnie trudno się dostać, będzie w 2019 r. dostać się jeszcze trudniej podała, że przy najlepszych liceach teraz są gimnazja. "Nie ma takich obaw. Jest przestrzeń, są miejsca, aby przyjąć dzieci" - mówiła. Dodała, że MEN wraz z kuratorami będzie bardzo pilnować też by samorządy nie likwidowały liceów, techników i szkół branżowych, po to by być gotowym na 2019 r.

"Rozumiemy troskę rodziców. Zauważając, że ciągle są niedoinformowani, ciągle się martwią, napisaliśmy do nich list. Trafił on do każdej szkoły z prośbą, aby im go odczytać i wręczyć. Do każdej szkoły trafił też pakiet informacyjny na temat reformy. Mamy uruchomione strony internetowe, adresy mailowe, telefony, jest zespół, który będzie reagował. Chcemy przede wszystkim uspokoić rodziców" - zaznaczyła minister edukacji.

Do końca marca samorządy muszą przyjąć uchwały o nowej sieci szkół.Samorządowcy zwracają uwagę, że tam, gdzie szkoła podstawowa i gimnazjum działają w zespole szkół, sytuacja jest bardzo prosta, ale np. w małej gminie, która ma cztery małe szkoły podstawowe i jedno gimnazjum, sytuacja prosta nie będzie. Minister Zalewska pytana przez PAP, czy nie obawia się konfliktów "na dole", w relacji rodzice-samorząd, odparła, że samorządy będą miały wsparcie ze strony ministerstwa.

"Dlatego mamy zespół ds. wdrażania reformy, na czele z ministrem-koordynatorem, są kuratorzy, wizytatorzy. Proszę zauważyć, że przy sieci szkół, przy tzw. specuchwale musi być pozytywna opinia kuratora, dlatego, że nie zrzucamy odpowiedzialności na samorządy. Chcemy przy nich być" - powiedziała Zalewska.

Zalewska zapewniła, że MEN ma narzędzia informatyczne, które "w ciągu dosłownie godziny" policzą nie tylko subwencję oświatową przekazaną danej gminie, ale pozwolą też przeanalizować np. odległości pomiędzy budynkami. "Pomogą rozwiązywać problemy, które od bardzo wielu lat nie były rozwiązywane" - dodała.

"Z analizy kuratorów, którzy odwiedzili powiaty i gminy wynika, że w większości przypadków nie będzie zmian lub będą one małe. Warto zauważyć, że szkoła podstawowa funkcjonuje i nadal będzie funkcjonować bez problemu. Większość gimnazjów znajduje się w zespołach, tam zmieni się tylko szyld" - powiedziała Zalewska. Dodała, że obecnie w całym kraju w systemie jest 2080 samodzielnych gimnazjów. "Już wiemy, że najczęściej powstaną z nich szkoły podstawowe" - poinformowała. "Bardzo ufam samorządom, bardzo ufam przede wszystkim pracownikom wydziałów edukacji"- podkreśliła.

Samorządowcy zwracają też uwagę na to, że reforma oznacza dla nich duże koszty; po pierwsze szkoły podstawowe będą musiały mieć pracownie przedmiotowe, co kosztuje; po drugie samorządy, które będą przekształcać gimnazja w szkoły podstawowe, będą musiały dostosować je do dzieci młodszych. Mówią także, że reforma to także zwolnienia nauczycieli i odprawy dla nich, bo "nie da się zrobić reformy bez zwolnień".

Zalewska tłumaczy, że nie tylko samorządowcy biorą pod uwagę koszty reformy.

"Liczymy pieniądze razem z samorządowcami. W każdym samorządzie, gdzie byliśmy, okazywało się, że otrzymuje on od kilku do kilkudziesięciu milionów złotych w subwencji oświatowej. Od tego roku subwencją oświatową objęte jest też zadanie własne gminy, jakim jest sześciolatek w przedszkolu" - przypomniała. "Jednocześnie samorządy mają wprost dedykowane pieniądze na przekształcenia, właśnie na to, o czym rozmawiamy - na dostosowanie: na krzesła, stoliki, regały, świetlice, jak również na toalety. Szacujemy, że w najbliższych dwóch latach koszty zmian wyniosą około 900 mln zł. Zapewniliśmy te środki w subwencji oświatowej. Dodatkowo 168 mln zł z rezerwy 0,4 proc. subwencji oświatowej w tym roku" - powiedziała szefowa MEN.

Przypomniała, że zgodnie z przepisami wprowadzającymi Prawo Oświatowe nie każdy samorząd będzie musiał już w 2017 r., czyli w pierwszym roku reformy, mieć samodzielne gimnazja dostosowane do nowej struktury szkół.

"Gdy samorządy martwią się o pracownie przedmiotowe to ja mówię o rzeczywistości: o tym, że obecnie tylko w 25 proc. gimnazjów są gabinety przedmiotowe. Są też w 18 proc. szkół podstawowych. Dyskutujemy z samorządowcami, chcemy dać sobie w sumie pięć lat na wspólną pracę nad tym, by docelowo wyposażyć gabinety" - zapowiedziała Zalewska.

Odnosząc się do problemu zwolnień nauczycieli przypomniała, że w szkołach jest dramatyczny niż demograficzny. "W czasie ostatnich kilku lat prawie 45 tys. nauczycieli straciło pracę z powodu niżu demograficznego. To też jeden z powodów wprowadzania reformy. Myślimy o nauczycielach, choć przede wszystkim system został stworzony dla dziecka" - zapewniła. "Kiedy wdrażaliśmy ustawę mówiącą o wolności rodziców, którzy decydują, czy sześciolatek idzie do szkoły, czy uczy się w przedszkolu, w przestrzeni medialnej padało, że 7 tys. nauczycieli straci pracę. Ale nie straciło, mamy za to tysiąc nowych miejsc pracy w systemie edukacji" - podkreśliła.

Mówiła, że także teraz wszystko jest liczone. Wyjaśniła, że obecnie liczba dzieci w poszczególnych klasach w szkołach podstawowych jest mniejsza niż liczba uczniów w klasach gimnazjalnych. Ponieważ uczniowie będą przechodzić z klasy VI do VII, a potem do VIII w takich samych liczebnie składach, będzie potrzeba pracy dla większej grupy nauczycieli - tłumaczyła.

"W Prawie Oświatowym zakładamy, że te same oddziały, te same klasy będą przechodziły, nie będziemy ich kumulować. Powstaną dodatkowe klasy, bo jest różnica między liczbą dzieci w klasach w szkole podstawowej i liczbą w dzieci w klasach w gimnazjum . Chcemy opisać na nowo rolę pedagoga, psychologa, logopedy, doradcy metodycznego oraz zawodowego w systemie edukacji" - powiedziała.

Zalewska pytana była o szybkie tempo wprowadzania zmian i brak czasu na doskonalenie i zdobywanie kolejnych kwalifikacji. Chodzi np. o nauczycieli przyrody w szkołach podstawowych, wśród których nie wszyscy mają uprawnienia do uczenia innych przedmiotów, takich jak fizyka, biologia czy chemia. "Nauczyciele gimnazjów nie muszą się martwić. Przypominamy - tak jak przy sześciolatku - jest tyle samo dzieci, w związku z tym będzie potrzebnych tylu nauczycieli, by edukowali właśnie taką ich liczbę" - odpowiedziała.

"Jednocześnie zmieniamy ramowe plany nauczania, to znaczy "dokładamy" konkretne przedmioty - np. przedmiotów przyrodniczych w całym systemie będzie o 105 godzin więcej, informatyki o 70 godzin" - dodała minister. Podała, że MEN sprawdzało kwalifikacje nauczycieli przyrody. Okazało się, że ponad 95 proc. z nich ma kwalifikacje do nauczania innych przedmiotów takich jak: geografii i biologii.

Podobał się artykuł? Podziel się!

Skomentuj

  • Brak komentarzy.



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA