REKLAMA

Tusk: Mój powrót do polskiej polityki - do rozważenia

  • Autor: PAP/JS
  • 01 grudnia 2016 17:36
Tusk: Mój powrót do polskiej polityki - do rozważenia Tusk pytany, czy pozostanie i czy chce pozostać na drugą kadencję przewodniczącym Rady Europejskiej odpowiedział, że jego kadencja kończy się z majem przyszłego roku (fot.:flickr.com/CC BY-ND 2.0)

• Mój powrót do czynnej polityki w Polsce, jeśli miałby się okazać pomocny, jest zawsze do rozważenia - oświadczył przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.
• Rzeczą ważniejszą jest kondycja opozycji i propozycje opozycji - dodał.

Tusk pytany w wywiadzie dla TVN 24, czy może wrócić do polskiej polityki zaznaczył, że póki jest przewodniczącym Rady Europejskiej nie ma takiej możliwości.

"Rzeczą ważniejszą jest kondycja opozycji i propozycje opozycji, nie tylko jej liderów, nie tylko Grzegorza Schetyny czy Ryszarda Petru, ale tych formacji co są wokół, myślę też o ruchach społecznych. Od nich i ich kondycji będzie zależało, czy PiS będzie rządził w Polsce jedną kadencję, czy więcej" - podkreślił.

"Mój powrót do czynnej polityki, jeśli miałby się okazać pomocny, jest zawsze do rozważenia. Cieszę się, że są tacy jeszcze w Polsce, którzy uważają, że miałbym zdolność odwrócenia politycznego trendu, który dzisiaj w Polsce jest. Nie ma co przesadzać z rolą jednostki w historii, szczególnie historii najnowszej" - zaznaczył.

Tusk pytany, czy pozostanie i czy chce pozostać na drugą kadencję przewodniczącym Rady Europejskiej odpowiedział, że jego kadencja kończy się z majem przyszłego roku. "Jeszcze trochę czasu jest" - zauważył. "To będzie zależało bardzo precyzyjnie od wyniku konsultacji, które będzie przeprowadzała prezydencja maltańska z szefami państw i rządów" - dodał.

Jak zaznaczył jego praca jako przewodniczącego RE ma sens tylko wtedy, gdy będzie chciała tego przynajmniej bardzo wyraźna większość. "Jest za wcześnie, żeby powiedzieć, czy tak jest, czy nie, jeśli tak będzie, będę podejmował decyzję" - podkreślił.

Przewodniczący RE był również pytany o słowa szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego, który ocenił, że Tusk nie powinien kandydować po raz kolejny na to stanowisko.

"Mówiąc wprost: sytuacja jest dość niezręczna, bo tak naprawdę pytaniem i czymś takim bardzo dwuznacznym jest fakt, że wielu polityków PiS-u nieustannie mówi, że woleliby kogoś innego niż Polaka na szefa RE" - odpowiedział Tusk. "Mi jest głupio powiem szczerze, tak po ludzku trochę, to komentować, ale tutaj wszyscy w Brukseli czasami pukają się w głowę i nie wierzą w to, co słyszą" - dodał.

Szef RE pytany o współpracę z polskim rządem podczas szczytów unijnych odparł, że jego obowiązkiem, z którego stara się wywiązywać, jest neutralność i "oczywista zawodowa życzliwość". "Ja z każdym muszę tutaj współpracować i niezależnie od tego, co sobie myślę o tym, co się dzieje dzisiaj w Polsce, to oczywiście nie mam żadnego problemu z tym, żeby współpracować także z polskim rządem" - powiedział.

"Czasami mam inne zdanie na temat tego, co leży w interesie Polski i wolałbym, żeby reputacja mojej ojczyzny była lepsza niż jest dzisiaj w Europie i na świecie, bo uważam, że wiele rzeczy zdarzyło się, które podważyły dobrą opinię o Polsce" - mówił Tusk.

Tusk przed komisją śledczą ws. Amber Gold

Tusk powiedział w wywiadzie, że stawi się przed sejmową komisją śledczą ws. Amber Gold. "Mam czyste sumienie; odnoszę wrażenie, że ktoś z bardzo złą wolą chce wmówić Polakom, że ta sprawa nie została wyjaśniona" - dodał.

"Śledzę to, co się dzieje w Polsce, także te sygnały dotyczące działań komisji ws. Amber Gold i słów pani Wassermann i innych członków PiS, którzy są w tej komisji. Co do tego, że to jest element presji i nagonki, nie mam żadnych wątpliwości, ale znam swoje obowiązki, jestem polskim obywatelem, więc stawię się przed komisją i będę wyjaśniał wszystko, co wyjaśnienia wymaga" - powiedział Tusk w wywiadzie dla TVN24.

Odniósł się do słów szefowej komisji śledczej ds. Amber Gold Małgorzaty Wassermann (PiS), która pytana w czwartek o możliwy termin przesłuchania Tuska powiedziała: "Być może rozmawiamy o kwestii co najmniej roku, bo nie ma sensu słuchać Donalda Tuska, dopóki nie przesłuchamy podległych mu ministrów".

"Mam absolutnie nie tylko czyste sumienie, ale odnoszę wrażenie, że ktoś z bardzo złą wolą chce wmówić Polakom, że ta sprawa nie została wyjaśniona" - mówił Tusk. Tymczasem - jak ocenił - rzadko która z tego typu spraw została wyjaśniona tak dokładnie.

Jego zdaniem komisja śledcza jest raczej po to, by "wzbogacić agresywną metodę walki z opozycją i nim jako symbolem minionego czasu".

W czwartek mijają dwa lata od objęcia przez Tuska funkcji szefa RE.

Podsumowując dwa lata sprawowania funkcji szefa Rady Europejskiej Tusk mówił w wywiadzie dla TVN24, że dzwonek, który pozwala mu dyscyplinować obrady unijnych szczytów, jest symbolem władzy, z której "nie zawsze wiele wynika".

"Nie narzekam na brak narzędzi, jeśli chodzi o prowadzenie samej RE, co jest moim głównym zadaniem, i ten dzwonek zazwyczaj wystarcza, by porządkować dyskusję w czasie RE, ale prawda jest oczywista: raz na jakiś czas do Brukseli przyjeżdża 28 premierów lub prezydentów i oni głównie reprezentują, co jest jednym z problemów UE, swój narodowy punkt widzenia" - powiedział Tusk.

Te dwa lata pokazały - mówił Tusk - że narodowy interes jest w większości przypadków ważniejszy niż próba budowania europejskiego interesu politycznego.

Był też pytany o Brexit. "Nie jest tajemnicą, że Brytyjczycy nie byli przygotowani do takiego wyniku referendum. Nie mówię tego, żeby im dokuczać, ale widać to bardzo wyraźnie i oni tego nie ukrywają - że mimo zorganizowania tego referendum, tak jakby nie zakładali, że wynik będzie negatywny, dlatego potrzebują trochę czasu, by przystąpić do formalnych, prawdziwych negocjacji" - odpowiedział.

"Unia od początku i bardzo solidarnie jako całość mówiła: zróbmy to możliwie bezboleśnie, zróbmy to w sposób przyjazny i możliwie szybko, by nie narażać i ludzi, i przedsiębiorstw, i instytucji na drgania i niepewność" - zaznaczył Tusk.

Jak mówił, przepisy są jednak bardzo jasne - to Brytyjczycy muszą podjąć decyzję. Podkreślił, że po swoich rozmowach z Theresą May, która po referendum w Wielkiej Brytanii i ustąpieniu Davida Camerona objęła urząd szefa brytyjskiego rządu, wnosi, że decyzja zapadła.

"Nie mówię, że jest nieodwracalna (...), ale nieodwracalne wydaje mi się podjęcie samych negocjacji, natomiast jaki będzie ich finał - znak zapytania tutaj będzie nam jeszcze długo towarzyszył" - podkreślił szef RE.

Europa z Wielką Brytanią jest bezpieczniejsza, ale musimy szanować wynik referendum i nie ma co tutaj rozdzierać szat i dyskutować, tylko trzeba dobrze przygotować negocjacje - podkreślił.

Tusk pytany w TVN24, czy w sprawie migracji Europa mówi dziś językiem Polski i Węgier, przyznał, że język debaty w UE jest "dużo bliższy polskiemu". "Dzisiaj nikt już nie ma wątpliwości, że kluczowym zadaniem Europy jest odbudowa efektywnej kontroli na granicy" - powiedział b. premier.

Jak zaznaczył, sam nie miał nigdy wątpliwości, że to "przesadna otwartość i brak kontroli na granicach zewnętrznych jest główną przyczyną tego niepokoju w Europie związanego z migracją".

Jednocześnie Tusk zastrzegł, że "od niektórych polskich polityków" usłyszeć można słowa i sformułowania, które utrudniają zbudowanie "poczucia wspólnoty w Europie w tej sprawie".

Podkreślił, że sam od pierwszych dni w roli szefa Rady Europejskiej szukał takiego rozwiązania, żeby zasypać przepaść, jaka ukształtowała się w tej sprawie.

Jak ocenił, przepaść ta "ukształtowała się bardzo niekorzystnie m.in. dla Polski", ponieważ była "rowem wykopanym między tradycyjnym starym Zachodem Europy a tzw. nowymi państwami członkowskimi". "Ja uważam, że to jest zawsze niebezpieczne i niepotrzebne" - dodał Tusk.

"Nadal uważam, że powinniśmy unikać języka radykalnego, nacjonalistycznego i nie powinniśmy uczestniczyć we wzmacnianiu nastrojów czy nacjonalistycznych, czy antymigranckich, a z drugiej strony powinniśmy twardo mówić, że Europa ma i prawo, i obowiązek chronić swoje granice, kontrolować napływ i zatrzymywać nielegalną migrację, szczególnie tę ekonomiczną" - podkreślił szef Rady Europejskiej.

"Będę robił wszystko, żeby uniknąć decyzji czy działań, które mogłyby zaszkodzić Polsce. W pełni podzielam krytycyzm i niepokój tych wszystkich w Polsce i poza Polską, jeśli chodzi o niektóre działania obecnej administracji. Uważam, że to nie jest uprzedzenie ze strony Komisji Europejskiej, są bardzo poważne powody, dla których Europa martwi się o to, co się dzieje z niektórymi prawami, w tym fundamentalnymi, w Polsce. To jest nie tylko Komisja Europejska, to jest także Komisja Wenecka" - powiedział Donald Tusk w wywiadzie dla TVN24.

"Będę działał w ten sposób, żeby wszyscy wyraźnie słyszeli, co się dzieje złego, jeżeli chodzi o działania polskiego rządu, ale nie zrobię niczego, co zaszkodziłoby Polsce, jako całości" - dodał.

Tusk był pytany czy będzie zabiegał, żeby wniosek o stwierdzenie zagrożenia dla praworządności w Polsce nie wpłynął do Rady. "Użyję swoich kompetencji i władzy, nawet jeśli mam ograniczony zasięg, aby Polska jako kraj nie poniosła szwanku. Nikogo nie namawiałbym, aby taki wniosek wpłynął do Rady Europejskiej" - powiedział.

Jak uznał, sprawa TK powinna zakończyć się "pozytywnymi i cywilizowanymi decyzjami ze strony polskiego rządu".

W styczniu Komisja Europejska wszczęła wobec Polski procedurę w sprawie praworządności w związku z kryzysem wokół Trybunału Konstytucyjnego. W czerwcu wydała opinię krytyczną wobec polskich władz, a pod koniec lipca opublikowała rekomendacje, zalecając rządowi m.in. opublikowanie i zastosowanie się do wszystkich wyroków TK. Polski rząd odpowiedział 27 października na te zalecenia, oświadczając, że są one niezasadne i nie widzi prawnych możliwości ich wdrożenia.

Rekomendacje KE były drugim etapem procedury praworządności. Jeśli Komisja uzna, że odpowiedź polskiego rządu nie jest zadowalająca, mogłaby przejść do trzeciego etapu procedury, czyli uruchomienia artykułu 7 unijnego traktatu i wniosku do Rady UE o stwierdzenie zagrożenia dla praworządności w Polsce. Wniosek taki może zgłosić także Parlament Europejski.

Artykuł 7 umożliwia w ostateczności nałożenie sankcji na kraj członkowski, w tym zawieszenie prawa głosu tego kraju. Wymaga to jednak jednomyślnego uznania przez przywódców państw unijnych (bez kraju, którego dotyczy problem), że zasady rządów prawa są naruszane

Skomentuj

  • Brak komentarzy.



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA