Rekonstrukcja rządu: Macierewicz z tarczą czy na tarczy?



Włodzimierz Kaleta - 06 grudnia 2017 12:19


Doniesienia mediów o tym, że w PiS miała zapaść już decyzja o wprowadzeniu na fotel premiera Mateusza Morawieckiego, wywołały debatę na temat ewentualnego kształtu przyszłego rządu. Na czele listy polityków PiS, do których część opinii publicznej nie ma zaufania - co sygnalizują sondaże - już od dawna znajduje się Antoni Macierewicz, minister obrony narodowej.

O słynnych już gafach ministra Macierewicza, aferze z Bartłomiejem Misiewiczem, perturbacjach związanych z modernizacją armii oraz konflikcie z prezydentem, zwierzchnikiem sił zbrojnych, mówi się od dawna. Podobnie jak o potrzebie zmiany ministra na tym stanowisku. Do tej pory jednak minister Macierewicz był nieodwoływalny. Czy jeśli premierem zostanie Mateusz Morawiecki, to zmieni ministra nazywanego ministrem wojny?

Minister od konfliktów

Opozycja co do zmiany na stanowisku szefa MON nie pozostawia żadnych złudzeń. Jako jeden z argumentów Tomasz Siemoniak, były minister obrony narodowej, przytacza wrodzoną wręcz zdolność ministra Macierewicza do budowania konfliktów i wojen, jak np. obecna - ze zwierzchnikiem sił zbrojnych. To oznacza, że nie da się w pełni wykorzystać szans na zbudowanie nowoczesnej armii, jeżeli nie pojawi się nowy minister obrony narodowej.

- Wiedząc jak wiele złego przez te dwa lata wyrządził polskiej armii i samej Polsce Macierewicz, powinien już dawno być odwołany. Wciąż, niestety, mamy tylko zapowiedzi ministra obrony o modernizacji i kolejne fantastyczne obietnice. Nie ma umów, nie ma konkretów, nie ma terminów, nie ma kwot. Ta jedna wielka propagandowa lawina wypowiedzi Antoniego Macierewicza to pewnie oznaka, że minister obawia się rekonstrukcji rządu i chce stworzyć wrażenie, że spełnia jakieś obietnice - uważa były szef MON.

Spisek ze "złotego funduszu"?

Były minister za niedorzeczną uważa wypowiedź ministra Macierewicza, według którego w rozwoju armii przeszkadzają generałowie ze "złotego funduszu", którzy spiskowali przeciw dobrej zmianie w armii i spiskują nadal, choć dziś w większości są już w rezerwie.

- To kolejny dowód świadczący o tym, że tonący brzytwy się chwyta - uważa Siemoniak. - W obawie przed odwołaniem minister Macierewicz wygaduje kompletne idiotyzmy. Uważa przy tym, że jeśli ktoś go krytykuje, to musi to być spisek wobec niego. A krytykują go wszyscy, nawet prezydent Andrzej Duda. Odchodzą od niego nie tylko dowódcy, w tym generałowie i pułkownicy, ale nawet wiceministrowie.

Rekordy absurdów?

Zdaniem Tomasza Siemoniaka, wypowiedzi ministra Macierewicza dowodzą, że jego kontakt z rzeczywistością jest ograniczony i dlatego "coraz większe bzdury" stara się wmawiać opinii publicznej. Pomysł ze złotym funduszem to kolejny rekord ministra Macierewicza w biciu absurdów.

Według byłego szefa MON, w szereg takich opinii wpisuje się niedawna wypowiedź o znalezieniu kluczowego materiału dowodowego, który pozwoli dokładnie stwierdzić, co zaszło 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem. Wcześniej już sam prezes Kaczyński na miesięcznicy zapowiadał, że być może "tej prawdy" nigdy nie poznamy.

Komisja smoleńska miała kolejny raz przedstawić rezultaty swojej pracy na posiedzeniu Komisji Obrony Narodowej 5 grudnia. Prezentacja została przełożona na 7 grudnia.

- Już dwa poprzednie posiedzenia pokazały, że wyniki prac tej komisji są zerowe. Jeśli więc Macierewicz teraz mówi, że coś będzie na wiosnę, to znaczy, że tworzy sobie alibi, bo wiadomo, iż to będzie kolejna kompromitacja komisji smoleńskiej. Szkoda tylko tych, wcale niemałych, pieniędzy, które pochłonęła komisja i najzwyczajniej się skompromitowała - dopowiada Siemoniak.

Chodzi o gonienie króliczka?

Wątpliwości co do skuteczności działania komisji Macierewicza ma także poseł Paweł Szramka z Kukiz’15 . - Nie wiem, czy komisja smoleńska cokolwiek wyjaśni. Miała to już zrobić do końca ubiegłego roku, teraz słyszymy o innych terminach. Ja mam wrażenie, że bardziej chodzi o gonienie króliczka, niż jego złapanie, żeby cały czas ten problem istniał - powiedział nam poseł Szramka.

- Nie wierzę, że członkowie komisji są w stanie teraz cokolwiek zweryfikować. Przez tyle lat można było zrobić wszystko, jeśli nawet był jakiś zamach, żeby go zatuszować. Dla mnie to jest trochę komisja dla komisji, a nie po to, aby faktycznie coś wyjaśnić, cokolwiek zweryfikować - podkreślał poseł Kukiz’15.

Antoni Macierewicz powinien odejść?

Krytykując ministra posłowie nawiązywali też do kolejnych odsłon na temat trwającego konfliktu pomiędzy MON a prezydentem. Okazało się, że prezydent blokuje nie tylko nominacje generalskie, lecz także te na pierwszy stopień oficerski. Minister Macierewicz z kolei nie chce wysyłać wskazanych przez prezydenta generałów do pracy w BBN.

Opinia posła Szramki na ten temat jest jednoznaczna: - Byłoby najlepiej, gdyby konflikt Macierewicz-Duda się skończył. Nie wykluczone, że stanie się tak dopiero wtedy, gdy któryś z tych panów straci swoją funkcję. Bliżej do tego ma Antoni Macierewicz, bo prezydent, wybrany w wyborach bezpośrednich, jest dopiero w połowie kadencji. Ministra natomiast można zawsze odwołać. Jeśli panowie ci nie będą się dogadywali, to faktycznie tak to się może skończyć - prorokuje Paweł Szramka.

Równie ostro komentuje ten konflikt Siemoniak. - Konflikt prezydenta Dudy z Macierewiczem jest fatalny dla wojska oraz Polaków i widać, że obie strony tego konfliktu walczą ze sobą w sposób bezwzględny - nie ma wątpliwości Siemoniak.

Kto silniejszy?

O tym, że minister Macierewicz nie czuje się pewnie na swoim stanowisku, świadczą m.in. wycofanie wniosków o nominacje generalskie, a także skierowany 5 grudnia do BBN projekt poprawek w systemie dowodzenia i kierowania.

Z drugiej jednak strony, żadna z dotychczasowych "wpadek", które sam prezes Jarosław Kaczyński nazwał ekstrawaganckimi, nie zaszkodziły ministrowi. Jedyną osobą mogącą zdymisjonować Antoniego Macierewicza jest prezes Kaczyński, który ponoć ma owych ekstrawagancji ministra obrony dosyć.

Pytanie, czy w tym wypadku minister wyjdzie "z tarczą", czy "na tarczy" z rekonstrukcyjnej rozgrywki? Odpowiedź wciąż nie jest pewna.