REKLAMA

Powstaje minirząd Morawieckiego, delfina Kaczyńskiego. Marginalizacja Beaty Szydło postępuje

  • Autor: Włodzimierz Kaleta
  • 04 października 2016 13:16
Powstaje minirząd Morawieckiego, delfina Kaczyńskiego. Marginalizacja Beaty Szydło postępuje - Premier została obecnie w rządzie osamotniona i mam wrażenie, że jeśli prezes Kaczyński tak zdecyduje, to będzie w tym w rządzie pełniła funkcję reprezentacyjną. Tak było oczywiście od samego początku. Teraz to jednak kwestia skali - mówi Arkadiusz Myrcha (na zdjęciu premier Beata Szydło z Mateuszem Morawieckim)

- Zmiany, w rządzie nastąpiły tylko i wyłącznie w wyniku chciejstwa prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który zauważył, że jego delfin Mateusz Morawiecki, będąc wicepremierem i ministrem rozwoju, nie ma odpowiednich narządzi, żeby wdrażać pomysły swojego planu gospodarczego, przedstawionego podczas słynnej prezentacji Planu Morawieckiego na slajdach w PowerPoincie – powiedział w rozmowie z parlamentarny.pl Arkadiusz Myrcha z PO. Poseł uważa, że w ten sposób powstaje minirząd wicepremiera Morawieckiego, który jeszcze bardziej zmarginalizuje rolę premier Beaty Szydło. Rekonstrukcja rządu, jego zdaniem, to przykrywka, mająca odwrócić uwagę od nieudolnych, kontrowersyjnych działań PiS.

Zmiany w rządzie zaskoczyły pana?

- Używanie pojęcia rekonstrukcja rządu nie jest zupełnie adekwatne do tego co się wydarzyło. Ubył jeden minister Paweł Szałamacha, resort przejął jego kolega Mateusz Morawiecki. Nie nastąpiła żadna rekonstrukcja. Do rządu nie weszły nowe osoby, nadal w rządzie są fatalni ministrowie, jak Antoni Macierewicz, Krzysztof Jurgiel, Anna Zalewska, Mariusz Błaszczak czy Witold Waszczykowski.

Rząd w ogóle się nie zmienił, nadal jest rządem złym. Trudno więc mówić o rekonstrukcji, po prostu nastąpiła jedna dymisja.

Nastąpiły zmiany systemowe…

- Rzeczywiście? Tylko dlatego, że powstało jedno wielkie superministerstwo? To są te ważne zmiany systemowe?

Podczas konferencji 29 wrześni premier Beata Szydło powiedziała, że zmiany systemowe i strukturalne były potrzebne dlatego, że priorytetem rządu na najbliższe miesiące staje się zrównoważony, szybszy rozwój gospodarki. Połączenie urzędów ministra rozwoju oraz ministra finansów odgrywało w tych działaniach priorytetową rolę. Wicepremier Morawiecki ma zielone światło do działania. Może to rozwiązanie pchnie jednak polską gospodarkę do przodu?

- Utworzenie superministerstwa dla wicepremiera Morawieckiego, który będzie teraz miał w swym ręku ogromne kompetencje, to bardzo oryginalne rozwiązanie. Nigdzie raczej nie spotykane. Nie było dotychczas praktyki łączenia ministerstwa finansów z innymi resortami. Przeciwnie.

Samodzielny minister finansów zawsze był postrzegany, jako przeciwwaga dla innych szefów resortów, którzy skupiali się przede wszystkim na wydostaniu jak najwięcej pieniędzy na potrzeby swoich ministerstw. To on był tym, który trzymał w ryzach finanse państwa, recenzentem ograniczającym ministerialne chciejstwa.

Dlatego mam z oceną tego rozwiązania poważny dylemat. Tak jak wszyscy chciałbym, aby wicepremier Morawiecki odniósł sukces. Z drugiej jednak strony zbyt dużo jest znaków zapytania każących myśleć pesymistycznie, że tak się nie stanie. Przykładowo czy uda się osiągnąć wysoki dochód narodowy? Czy wyjdzie uszczelnienie podatków, co próbowało zrobić wiele rządów?

Jestem zdziwiony, że osoba, która przez tyle lat odpowiadała za oszczędności Polaków, teraz w dość nonszalancki sposób podchodzi do finansów publicznych - mówi poseł Myrcha/Fot.arch.posła/

Jednak likwidacja samodzielnego MF, to konkretna zmiana w strukturach rządu. Trudno temu zaprzeczyć?

- Nie są to jednak, niestety, zmiany, które mogłyby odmienić obecną politykę rządzących. Wbrew pozorom o zaletach skupiania władzy w jednym ręku podciągniecie ministerstwa finansów, ale także kilku innych resortów pod wicepremiera Morawieckiego może spowodować, że koordynacja zadań w takim superresorcie będzie bardzo trudna.

Czytaj też: Zmiany w rządzie efektem wewnętrznych tarć, wygrała minister a przegrał wicepremier

Jedyne co może cieszyć to fakt, że PiS odwołał się od koncepcji Komitetu Ekonomicznego, który funkcjonował za rządów PO. Podobnie zresztą, jak rządowa zapowiedź sfinalizowania naszego pomysłu o połączeniu wszystkich danin w jeden podatek. Widać wyraźnie, że rewolucyjne zmiany, które próbowali wprowadzić rządzący, nie wychodzą im na dobre. Dlatego wracają do sprawdzonych rozwiązań.

W jakim zatem celu, pana zdaniem, połączono Ministerstwo Finansów z Ministerstwem Rozwoju?

- Władze polityczne PiS doszły do przekonania, że jeśli wicepremier będzie też nadzorował MF, to w kraju stanie się gospodarcza rewolucja. Rząd chciałby, aby do rozwoju gospodarczego doszło jak najszybciej. PiS założył, że jak Morawiecki będzie miał maksymalnie dużo narzędzi w swoim ręku i absolutną swobodę w działaniu, to rozwój gospodarczy będzie następował w szybkim tempie i kraj będzie się rozwijał.

Jest to jednak mylne przekonanie. Wzrost gospodarczy nie jest nakręcany wyłącznie działaniem rządu. Rząd powinien być stymulatorem tego rozwoju, stwarzać warunki do rozwoju polskich przedsiębiorców.

Tymczasem, tak naprawdę, wicepremier Morawiecki objął nadzorem funkcjonowanie administracji podatkowej, co realnie nie będzie miało wielkiego wpływu na rozwój szeroko pojętej gospodarki. Co gorsze, może wywołać nawet skutek odwrotny.

A to czemu?

- Mówiłem już o tym wcześniej. Chociażby dlatego, że w jednym ręku będą skupione resorty, z których jeden wydaje pieniądze oraz ten drugi, który powinien trzymać na wodzy ewentualne zapędy finansowe ministrów.

Nie będzie więc w rządzie nikogo, kto pilnowałby, aby rząd czuł się związany z realiami gospodarczymi i finansową rzeczywistością. Zachowanie balansu pomiędzy wydatkami, a ich finasowaniem będzie bardzo trudne. Wicepremier odpowiedzialny za wydawanie pieniędzy będzie jednocześnie ich decydentem. Będzie miał nieograniczone możliwości dysponowania finansami.

Dzięki temu wicepremier Morawiecki będzie mógł przeznaczyć więcej środków na realizację swojego planu.

- Obawiam się, że premier Morawiecki będzie miał zbyt dużą swobodę w wydatkowaniu środków. W ten sposób powstaje po prostu mini rząd Mateusza Morawieckiego, który będzie koncentrować się na własnej działalności i będzie wydawać pieniądze na wykonywanie własnych zadań.

Pozostali ministrowie będą na jego łasce. On będzie cenzorem ich wydatków, i to na pewno surowym. Wszystko co dotyczy gospodarki i finansów podporządkowane będzie jednemu superministerstwu ze szkodą dla innych szefów resortów, którzy też realizują kosztowne, rewolucyjne reformy.

Jest to myślenie z czasów gospodarki planowej. Dysponujemy budżetem, zaplanujemy wydatki na 3 proc. PKB, zapiszemy to w planie budżetowym i narzędziami finansowymi go sobie wytworzymy. W ten sposób nie powinno się działać. Przy tak ogromnych kompetencjach, jakie ma wicepremier Morawiecki, jeśli uzna to za konieczne, może nawet przekroczyć 3 proc. próg zadłużenia PKB, nakazany ustawą zasadniczą.

Morawiecki powiedział, że mamy jeden z najniższych deficytów budżetowych w Unii Europejskiej. Pani premier odwdzięczyła się mówiąc, że oboje są pomazańcami Kaczyńskiego.

- Wszyscy od dawna wiedzą, że prezes Kaczyński rządzi z tylnego siedzenia wszystkim co się dzieje w PiS, a mimo to ilekroć ktoś z PiS powie o tym głośnio, budzi to zdziwienie.

Premier została obecnie w rządzie osamotniona i mam wrażenie, że jeśli prezes Kaczyński tak zdecyduje, to będzie w tym w rządzie pełniła funkcję reprezentacyjną.

Tak było oczywiście od samego początku. Teraz to jednak kwestia skali. Resorty, które obecnie pozostają w gestii pani premier, jak resort zdrowia czy edukacji są teraz najbardziej kłopotliwe, a reformy w nich przyniosą wkrótce wewnętrzny chaos.

I kolejni ministrowie będą być może musieli odejść, jak minister Szałamacha.

Dlaczego, pana zdaniem, minister finansów podał się do dymisji? On sam mówił, że zmusiła go do tego sytuacja polityczna ostatnich dni. Może musiał odejść dlatego, że nie zgodził się na wprowadzenie zmiany w budżecie, któryh chciał Morawiecki. Wiedział, że nie można dalej podnosić wydatków, bo budżet już i tak jest niewłaściwie skonstruowany.

- Jest to wielce prawdopodobne. Minister Szałamacha ma dość solidne przygotowanie merytoryczne. Jest po poznańskiej uczelni i studiach na Harvardzie, więc wyobraźnię i zdrowy rozsądek ma. Pewnie próbował ukrócić socjalne i nieprzemyślane zapędy, co premierowi Morawieckiemu się nie podobało.

Jestem zdziwiony, że osoba, która przez tyle lat odpowiadała za oszczędności Polaków, teraz w dość nonszalancki sposób podchodzi do finansów publicznych. Mówiąc szczerze cała ta rekonstrukcja rządowa i systemowa jest w jakiś sposób udawana.

Po co premier miałaby to robić?                                                                                 

- Zapowiadana rekonstrukcja, cała ta otoczka tajemniczości wokół niej, kilkakrotne odkładanie konferencji prasowej, wszystko to być może miało przykryć kontrowersyjne działania PiS. Premier po prostu w jakimś wywiadzie rzuciła, że będą zmiany w rządzie i przez kilka dni skupiła na sobie uwagę mediów. Później trzeba było z tego wybrnąć więc znaleziono kozła ofiarnego, ministra Pawła Szałamachę.

Wiadomo, że najgorsi ministrowie: Macierewicz, Błaszczak, Jurgiel, Waszczykowski, to najbliżsi współpracownicy Jarosława Kaczyńskiego, więc stracić swoich funkcji nie mogli. Pani premier pozwolono więc na dymisję Szałamachy.

Czytaj też: Maliszewski z PSL ostro o polskiej polityce rolnej: To Jurgiel powinien odejść."Jesteśmy czarną owcą w UE"

W niedługim czasie pewnie będą zmiany w resortach, których ministrowie nie są tak silnie związani z prezesem PiS. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby minister Radziwiłł czy minister Zalewska dotrwali do końca kadencji pracując tak fatalnie w swoich resortach.

Jest pan pesymistą, jeśli chodzi o dobre zmiany?

Uważam, że nadal będzie trwało psucie państwa przez PiS. Nic się absolutnie nie zmieni. To efekt nieodpowiedzialnego podchodzenie do państwa. Patrzenie na jego zarządzanie przez pryzmat czysto politycznego interesu. Z własnego, jedynie nieomylnego punktu widzenia. Nie liczenia się z opinią międzynarodową, przepisami prawa, nastrojami Polaków czy oczekiwaniami przedsiębiorców i samorządów.

Podobał się artykuł? Podziel się!

Skomentuj (4 komentarzy)

  • Podatnik 2016-10-04 21:31:10
    Do jancz: martwić się powinieneś od zaraz. Najlepiej będzie jak konto w państwowym banku zamienisz na porządną skarpetę. No chyba że jesteś "prawdziwym patriotą" - wtedy powinienieś całą forsę przelać na konto p. Beci. Zbliża się Barbórka i ta bidula musi załatwić szmal dla swoich pociotów.
  • stan 2016-10-04 18:54:07
    W krytyce PO z Nowoczesną przoduje, ale pozostaje pytanie co PO zrobiło przez 8 lat? Może jeszcze się dowiemy!
  • tantus 2016-10-04 16:01:21
    Polska wstała z kolan. Niestety okazało się, że strop jest znacznie niżej, niż się spodziewano.
  • jancz 2016-10-04 15:22:43
    Niech on, ten mędrzec, się nie martwi nie swoimi decyzjami. Mieli swój czas - 8!!! długich lat - pokazali na co ich stać. Niech PO pozwoli na realizację nie ich programu. Skręca ich bo nie robili tego, co powinni byli. "Przez 8 lat słyszałem: nie da się; nagle widzę, że jednak się da" - to mądre słowa posła Kłopotka z koalicyjnego PSL-u trafnie oddają sytuację. Więc pozostaje bezmyślna krytyka, czyli nie tak!, bez wskazania a jak?



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA