REKLAMA

Macron prezydentem Francji - co to oznacza dla Polski i polskiej gospodarki

  • wnp.pl
  • Autor: Adam Sofuł
  • 08 maja 2017 00:32
Macron prezydentem Francji - co to oznacza dla Polski i polskiej gospodarki Macron widzi Unię Europejską jako federację, a na początek ściślej zintegrowaną strefę euro z odrębnym budżetem. To dla Polski też raczej nienajlepsza wiadomość (fot.: Twitter/Emmanuel Macron)

Emmanuel Macron został wybrany na prezydenta Francji uzyskując, według sondaży, ponad 65 proc. głosów wyborców. Unia Europejska odetchnęła z ulgą. To dla niej lepszy scenariusz, niż gdyby wygrała Marine Le Pen, ale dla Polski nie idealny.

Zwycięstwo centrysty w niedzielnych wyborach prezydenckich we Francji oddala groźbę rozpadu Unii Europejskiej, który byłby z dla Europy scenariuszem katastrofalnym - także z polskiego punktu widzenia. Emanuel Macron w Pałacu Elizejskim budzi również w UE nadzieje na nowy impuls, większą dynamikę zmian i wyprowadzenie wspólnoty europejskiej na prostą. Scenariusz Idealny? Niekoniecznie, zwłaszcza z punktu widzenia Polski.

Po pierwsze z oceną szans na spełnienie tych nadziei trzeba będzie poczekać do czerwcowych wyborów parlamentarnych we Francji - wówczas będzie można z większym prawdopodobieństwem powiedzieć, jaką rzeczywiście swobodę w realizacji swych zamierzeń będzie miał nowy prezydent. Po drugie można również oczekiwać, że przebieg wyborów prezydenckich będzie w dalszym ciągu wpływał na francuską politykę (chociaż trudno powiedzieć, w jakim stopniu). To, że kandydatka Frontu Narodowego dostała się do drugiej tury sprawia, że tego potężnego elektoratu nie można lekceważyć, stąd możliwe będą różne „ukłony” pod jego adresem, niekoniecznie sprowadzające się tylko do zaostrzenia retoryki nieimigranckiej. Pozytywem z polskiego punktu widzenia jest z pewnością jego stosunek do Rosji - był to najbardziej „antyrosyjski” kandydat czwórki głównych pretendentów do prezydentury.

Co może oznaczać prezydentura Macrona dla francuskiej gospodarki? Nowy prezydent szedł do wyborów z jednej strony ze stosunkowo liberalnym programem np. obniżenia podatków dla średnich firm, ale z drugiej z zapowiedziami wielkich inwestycji publicznych - około 50 mld euro w ciągu pięcioletniej kadencji. Trudno przesądzać, czy taki program nada odpowiedni impuls francuskiej, a co za tym idzie, całej europejskiej gospodarce. Są jednak zapowiedzi z punktu widzenia Polski niepokojące - z owych 50 mld euro 15 mld ma być przeznaczone na energetykę, co w rozumieniu Macrona oznacza m.in. zamykanie elektrowni węglowych i postawienie na źródła odnawialne. O ile już teraz trudno było - delikatnie mówiąc - postrzegać Francję jako sojusznika w polskich węglowo-klimatycznych potyczkach na forum UE, to pod prezydenturą Macrona kraj ten będzie jeszcze bardziej zdecydowanym oponentem polskiego stanowiska.

Znacznie gorsze może być jednak połączenie - szczerych jak się wydaje - deklaracji Macrona głębszej integracji krajów UE, a ściślej rzecz ujmując strefy euro, co sprowadza się do modnego obecnie hasła Europy dwóch prędkości z tendencjami protekcjonistycznymi. Warto przypomnieć, że od lipca ubiegłego roku we Francji obowiązuje ustawa nakładająca na obce firmy - w tym polskie - realizujące transport na terenie Francji - obowiązek wypłacania kierowcom francuskiej płacy minimalnej (9,67 euro za godzinę). Powszechnie - i nieprzypadkowo - ustawa nazywana jest La Loi Macron - ustawa Macrona, bo to obecny prezydent był jednym z głównych jej autorów (ustawa o płacy minimalnej z 2015 roku, od lipca 2016 roku objęła również branżę transportową).

Podczas kampanii taka protekcjonistyczna retoryka uległa nasileniu. Podczas wizyty w fabryce Whirlpoola pod Amiens, która ma przenieść produkcję z Francji do Polski, Macron zapowiedział wręcz sankcje wobec naszego kraju. - W ciągu trzech miesięcy po wybraniu mnie podjęta zostanie decyzja w sprawie Polski - mówił tuż po wizycie w wypowiedzi dla dziennika "Voix du Nord". - Nie możemy tolerować kraju, który w Unii Europejskiej rozgrywa różnice kosztów społecznych (red. chodzi o koszty pracy) i który narusza wszystkie zasady Unii - stwierdził.

Pewnym wyjaśnieniem tak mocnych deklaracji może być wprawdzie fakt, że tuż przed nim fabrykę odwiedziła Le Pen i centrowy kandydat musiał ją przedwyborczo „przelicytować”. Biorąc jednak pod uwagę jego wcześniejsze poczynania trudno upatrywać w nim sojusznika w kwestiach regulacji dot. delegowania pracowników.

Macron widzi Unię Europejską jako federację, a na początek ściślej zintegrowaną strefę euro z odrębnym budżetem. To dla Polski też raczej nienajlepsza wiadomość, bo ile Unia dwóch prędkości to z naszego punktu widzenia wizja tylko niebezpieczna, to Unia dwóch bardzo różnych prędkości - to już scenariusz krytyczny. A Macron będzie właśnie zabiegał o mocne integracyjne przyspieszenie w strefie euro.

Oczywiście, wiceszef MSZ Konrad Szymański, który w telewizyjnym wywiadzie zwracał uwagę, że ten deklaratywny zapał integracyjny jest przykrywką dla tendencji protekcjonistycznych, ma rację. Tyle że właśnie rozpoczęła się gra, gdzie będą granicę tego protekcjonizmu - czy UE będzie chroniła swój cały rynek, czy swoje rynki będą chroniły (jeszcze bardziej) kraje członkowskie, czy też - i ten scenariusz po wyborze Macrona staje się bardziej prawdopodobny - protekcjonizm obejmie tzw. twarde jądro, gdzie poziom życia jest zbliżony i nie występuje tak coraz mniej tolerowany przez bogatsze kraje UE dumping socjalny.

Jest wreszcie czynnik polityczny, który również pośrednio na gospodarkę może wpływać. Wybór Macrona nie spowoduje (wręcz przeciwnie) poprawy relacji w ramach Trójkąta Weimarskiego. Polsko-francuskie stosunki są najgorsze od lat i nie ma większych nadziei na rychłą poprawę. Nie wnikając, kto ponosi za to winę, nie widać też chęci do ich odbudowy. Świadczą o tym zarówno przedwyborcze wypowiedzi Macrona, jak i strony polskiej, w reakcji na słowa wówczas jeszcze kandydata. Bo skoro, mówiąc kolokwialnie choć nie całkiem bezpodstawnie, Francuzi są aroganccy i przeświadczeni o własnej wyjątkowości, to trudno sobie wyobrazić by - jak chce szef MSZ - francuski prezydent po przyjeździe do Polski „świecił oczami za to co zrobił w czasie kampanii”. Także oczekiwanie prezydenta Andrzeja Dudy, że Macron „będzie musiał pracować nad tym, aby Polska odzyskała zaufanie do niego i do Francji” - wydaje się mocno optymistyczne. Rozmawiać trzeba, twardo walczyć o interesy trzeba, ale oczekiwanie skruchy,ż to już inna bajka.

Warto przy tym wszystkim pamiętać, że nad Polską wciąż wisi procedura kontroli praworządności. Sprawa w ostatnich miesiącach ucichła, już zapomnieliśmy o Komisji Weneckiej, ale nie jest wszak skończona. Można oczekiwać, że po wyborach parlamentarnych we Francji, a najdalej po jesiennych wyborach w Niemczech, gdy wyklaruje się układ głównych sił w UE na najbliższe lata sprawa powróci i - niezależnie od ostatecznych rozstrzygnięć - nie będzie wizerunkowo dla nas korzystna. A od tego wizerunku w pewnym stopniu zależy nasza pozycja negocjacyjna na forum UE - w sprawie obecnego i przyszłego unijnego budżetu czy wspomnianych już kwestiach energetyczno-klimatycznych. Jeśli dodamy do tego niedawne deklaracje Macrona, może się okazać, że będzie nas czekała gorąca jesień w w stosunkach Warszawy z Brukselą.

Podobał się artykuł? Podziel się!

Skomentuj

  • Brak komentarzy.



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA