REKLAMA

Katastrofa Smoleńska. Sasin przed sądem ws. wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu

  • Autor: aw/PAP
  • 05 grudnia 2016 12:45
Katastrofa Smoleńska. Sasin przed sądem ws. wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu

B. wiceszef kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego Jacek Sasin zeznał w sądzie, że pracownicy kancelarii od samego początku przygotowań wizyty w Katyniu przewidywali, że może dojść do próby niedopuszczenia do niej, np. z powodu braku środka transportu.

Sasin zeznaje w poniedziałek (5 grudnia) w procesie b. szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Tomasza Arabskiego i czworga innych urzędników, oskarżonych w trybie prywatnym przez część rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej o niedopełnienie obowiązków przy organizacji wizyty prezydenta z 10 kwietnia 2010 r. Proces toczy się przed warszawskim sądem okręgowym.

B. wiceszef kancelarii prezydenta odpowiadając na pytania jednego z pełnomocników oskarżycieli posiłkowych Andrzeja Lwa-Mirskiego zapewnił, że nie ma doświadczeń, by prezydent Lech Kaczyński kiedykolwiek kwestionował potrzebę zmiany planów dot. miejsca lądowania delegacji. Przypomniał lot na Podhale, gdzie ze względu na warunki atmosferyczne podjęto decyzję o zmianie lotniska z Krakowa na Katowice.

Sasin mówił, że przed wizytą prezydenta w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r. "nie było rozmów na temat innych środków transportu niż samolot". Dodał, że od samego początku przygotowań pracownicy kancelarii - także on sam - mieli sygnały o pewnej kolizji w związku z planowanymi wizytami i prezydenta i premiera Donalda Tuska. "Przewidywaliśmy, że może powtórzy się sytuacja polegająca na niedopuszczeniu do wizyty prezydenta z powodu braku środków transportu, że z różnych przyczyn ten lot mógłby zostać odwołany" - mówił.

Zaznaczył, że takie sygnały płynęły m.in. z wypowiedzi przedstawicieli koalicji rządzącej, którzy w mediach podkreślali, że "wizyta prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu jest bezcelowa". Nadmienił, że także strona rosyjska przekazywała kancelarii informacje, że nic "nie wie o wizycie prezydenta".

"Z naszej strony było odczucie, że jest to zmasowana akcja mająca na celu pokazać, że ta wizyta nie będzie miała charakteru oficjalnej wizyty, wizyty głowy państwa" - powiedział.

Ocenił, że być może, gdyby wizyta traktowana była jako oficjalna, "służby mogły dokładać większych starań". Zaznaczył, że są to jednak jego przypuszczenia. 

Podobał się artykuł? Podziel się!

Skomentuj

  • Brak komentarzy.



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA