REKLAMA

Jan Krzysztof Ardanowski: Skłaniamy się do budowy płotu między Polską, a Białorusią

  • Autor: Włodzimierz Kaleta
  • 26 lipca 2017 14:30
Jan Krzysztof Ardanowski: Skłaniamy się do budowy płotu między Polską, a Białorusią Na najbliższym posiedzeniu sejmu podejmiemy specjalną ustawę, którą zgłosi rząd, zmuszającą PZŁ do interwencji i depopulacji dzików - mówi Jan Krzysztof Ardanowski (Fot. PTWP)

Poseł nie ma wątpliwości, że minister Krzysztof Jurgiel pozostanie na swoim stanowisku. Krytykuje poprzedników za zaniedbania, które musi odrabiać ministerstwo rolnictwa oraz za zarzucanie rządowi podniesienia wieku emerytalnego dla rolników. - Jest wyjątkową hipokryzją, nawet łajdactwem twierdzenie, że podwyższyliśmy rolnikom wiek emerytalny - przekonywał w rozmowie z Parlamentarny.pl Jan Krzysztof Ardanowski, zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

• - Trudno obecny rząd oskarżać o zaniedbania w sprawie ASF. Choroba pojawiła się w Polsce w lutym 2014 roku na niewielkim obszarze przy granicy z Białorusią i wtedy trzeba było na tym terenie wybić dziki. Trzeba po raz kolejny przypomnieć, że za rolnictwo odpowiadało wtedy PSL - mówi Ardanowski.

• Na ostatnim posiedzeniu sejmu przyjęliśmy specjalną ustawę, zmuszającą PZŁ do interwencji i depopulacji dzików - dodaje.

• - Skłaniamy się ku temu, choć to będą ogromne koszty, by wybudować między Polską, a Białorusią płot, który zapobiegnie przemieszczaniu się dzików z terenów zapowietrzonych - zdradza poseł w rozmowie.

****

PSL wycofał wniosek o wotum nieufności wobec ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela. Zapowiedział jednak, że do niego wróci. To zły omen?

Jan Krzysztof Ardanowski: - Nic podobnego obronimy swego ministra. Jak przypomniała premier Beata Szydło w Sejmie, to najlepszy minister rolnictwa od 25 lat.

Najbardziej kontrowersyjny zarzut dotyczy problemów z dopłatami wynikającymi z uruchamianiem całkowicie nowego sytemu informatycznego. Jak to w końcu jest z tymi dopłatami. Rolnicy je dostali?

- Oczywiście, rolnicy w 99,5 proc. dostali dopłaty do końca czerwca 2017 za rok 2016 czyli w terminie ustawowym. Dopłaty wypłaca się do końca czerwca, ale ludzie przyzwyczaili się, że są wcześniej, w miesiącach wiosennych czy późnozimowych. Niewielki ułamek procenta opóźnień tych wypłat jest, co roku zresztą, spowodowany sprawami sądowymi, spadkowymi.

Nie ma powodów krytykowania Agencji Restrukturyzacji?

- Większość zarzutów, które zostały postawione ministrowi Jurgielowi ze strony PSL, który był pomysłodawcą wniosku o wotum nieufności dla ministra rolnictwa, to niedociągnięcia, za które sami ponoszą odpowiedzialność. Wstydziłbym się z tego powodu w imieniu polityków PSL.

Przykładowo weźmy chociażby pod uwagę problem dotyczący wypłat płatności bezpośrednich. To kwestia bardzo delikatna i newralgiczna w polskim rolnictwie. I rzeczywiście wypłaty płatności bezpośrednich w określonych terminach, zależne są od sprawnego systemu informatycznego.

Kiedy przejęliśmy władzę w listopadzie 2015 r. system agencyjny był absolutnie niesprawny. Poprzednie kierownictwo ARiMR (prezesem był polityk PSL Andrzej Gross) zostawiło pismo na biurku, że system jest niesprawny i płatności nie będzie. I tyle.

Czytaj też: Nie ma co robić rabanu o podwyżki cen wody

Agencja pod rządami prezesa Daniela Obajtka, którego oceniam wyjątkowo pozytywnie, dokonywała cudów. Pracownicy agencji w oddziałach wojewódzkich i biurach powiatowych stanęli na głowie, żeby rolnikom wypłacić dopłaty w terminie. I udało się je wypłacić za 2015 r. jeśli chodzi o rok 2016, to wymiana systemu informatycznego trwa w całej Europie, nie tylko w Polsce.

Rolnicy nie mają więc powodu do obaw?

- Było zagrożenie, że system, na który umowy podpisywali jeszcze politycy PSL, nie zacznie działać. Nowemu kierownictwu udało się jednak wypłacić rolnikom pieniądze. Agencja gwarantuje, że wypłaty za 2017 r., które rozpoczną się 1 grudnia, będą realizowane w terminie.

Deklaruję też, że system będzie przygotowany do wypłaty zaliczek, które zgodnie z przepisami unijnymi, mogą być wypłacane, jeżeli kraj uzna to za stosowne. Nie wszystkie kraje Unii wypłacają zaliczki, choć można wypłacać je w połowie wysokości dopłat od połowy października. Jest tu również potrzebny system informatyczny i agencja nad nim pracuje.

Zarzut o nieterminowe wypłacanie dopłat stawiany w wotum nieufności przez PSL jest absolutnie chybiony. Zaległości, które były w 2016 r. wynikały z bałaganu, który zostawili.

Niemniej choroba trzody chlewnej, afrykański pomór świń /ASF/najbardziej rozwijała się za waszych rządów. Opozycja zarzuca wam, że zbyt mało aktywnie ją zwalczaliście.

- To jest bardzo poważna choroba. Na szczęście to choroba gospodarcza, która w żaden sposób nie przenosi się na ludzi. Nie powoduje uszkodzenia mięsa i nie jest toksyczna dla ludzi. Przenosi się między świniami domowymi i dzikami.

Kraje konkurujące z nami na rynku wieprzowiny wykorzystują tę chorobę jako pretekst do torpedowania eksportu polskiej wieprzowiny, do wprowadzania różnego rodzaju embarga na nasze mięso. Jest to polityka stosowana na całym świecie. Trwa rywalizacja producentów żywności, z których każdy cieszy się, jeśli u konkurenta dzieje się coś złego.

Trudno jednak oskarżać obecny rząd o zaniedbania w sprawie ASF. Aby do nich nie dopuścić należało inaczej postąpić w pierwszych dwóch latach, kiedy za rolnictwo odpowiadało PSL.

Czyli jak?

- Choroba ta pojawiła się u nas w lutym 2014 r. i niefrasobliwość ministrów: Sawickiego, a później Kalemby, lub niewiedza kierownictwa Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej co do sposobów zwalczania wirusa doprowadziła do tego, że nie została zduszona w zarodku, ponieważ nie wybito dzików na niewielkim terenie zapowietrzonym.

Ja jestem ostrożny w ferowaniu wyroków, o tym, kto dopuścił się zaniedbań związanych z ASF, bo nikt de facto nie wiedział wtedy, w jaki sposób z afrykańskim pomorem należy walczyć. Również naukowcy z dziedziny weterynarii bagatelizowali rolę dzików w przenoszeniu choroby.

Mogliśmy zapytać o receptę naszych partnerów na zachodzie.

- Oczywiście mieliśmy przykłady takich pomorów trzody we Włoszech, Hiszpanii, Belgii, ale to kraje o innej specyfice rolnictwa. Tam można było podjąć decyzje o wybiciu wszystkich świń na terenie zapowietrzonym, by po odczekaniu pół roku, kiedy wirus wygasł, zasiedlać chlewnie na nowo.

W Polsce byłoby to bardzo skomplikowane i wiązało się z ogromnymi kosztami dla budżetu państwa oraz tragedią rolników, którzy zajmują się hodowlą świń. Należało wcześniej dokonać masowego wybicia dzików na terenie kilku powiatów graniczących z Białorusią, które były zaatakowane przez ASF. Wtedy jednak takiej decyzji ministrowie z PSL nie podjęli.

Teraz wirus może przenieść się za Wisłę, co może grozić wprowadzeniem embarga na polskie mięso przez UE.

- Pomimo tego, że wirus wciąż się przenosi, pojawił się niedawno w nowych miejscach, to generalnie jednak jego rozprzestrzenianie ograniczone jest do stosunkowo niewielkiej powierzchni kraju.

Ogromnym problemem byłoby przeniesienie wirusa w głąb Polski, czyli z województwa podlaskiego, lubelskiego i ze wschodniego Mazowsza, na tereny, gdzie są dziś główne centra hodowli trzody chlewnej w Polsce czyli do Wielkopolski i Kujawsko-Pomorskiego. Byłaby to tragedia dla polskiego rolnictwa.

Jednak trzeba też wyraźnie podkreślić, że w wielu przypadkach przeniesienie wirusa następuje nie poprzez dziki, ale przez tzw. „czynnik ludzki”, np. poprzez kupowanie prosiąt nie badanych przez lekarzy weterynarii na jarmarkach, przez osoby choćby lekarzy weterynarii, którzy nie zdezynfekowali swojego stroju, samochodu, stosowanych strzykawek, narządzi, itp. przemieszczając się między jednym, a drugim gospodarstwem.

Także przez rolników nie stosujących mat dezynfekujących dla samochodów, butów i odzieży ochronnej. Rolnicy bagatelizują bioasekurację, ale w konsekwencji zaszkodzą sobie i hodowlom swoich sąsiadów.

Może więc teraz wybić dziki roznoszące zarazę? Któryś z samorządowców proponował nawet, żeby to zrobiło wojsko?

- Polski Związek Łowiecki który jest organizacją samodzielną i niezależną i właściwie jedyną zdolną do tego, by wybić dziki na określonym terenie, niestety nie bardzo chce współpracować z rządem w tej sprawie. Nie rozumieją, że od tego jak się zachowają, zależy czy w Polsce przetrwa hodowla trzody chlewnej. Czy nie będziemy musieli wygaszać jej na kolejnych obszarach Polski.

Na ostatnim posiedzeniu sejmu przyjęliśmy  specjalną ustawę, zmuszającą w końcu PZŁ do interwencji i depopulacji dzików. Najdokuczliwszą karą za nieprzestrzeganie przepisów, będzie możliwość wypowiedzenia umowy dzierżawy obwodu łowieckiego.

Dano też dodatkowe uprawnienia inspekcjom weterynaryjnym w zakresie nakładania obowiązków związanych z bioasekutacją dla zarządców dróg. Do tej pory nie było wiadomo, kto ma odpowiadać za maty na drogach i jakie mają być i jak często nasączane. Doszły też nowe obowiązki wymuszania bioasekuracji na rolnikach.

Część ekspertów twierdzi, że to nic nie da.

-Trzeba podejmować wszelkie działania, także niestandardowe, by zwalczyć ASF, tę współczesną „plagę egipską”.

Ukraina i Białoruś, gdzie afrykański pomór również występuje nie chcą współpracować z nami w tym zakresie. Szczególnie Białoruś ukrywa plany dotyczące stanu choroby na terenie swego kraju. Nie chce współpracować z polską weterynarią, ministrem rolnictwa. Skłaniamy się ku temu, choć to będą ogromne koszty, by wybudować między Polską, a Białorusią płot, który zapobiegnie przemieszczaniu się dzików z terenów zapowietrzonych.

Ci, którzy oskarżają rząd o nieudolność, za chwilę kiedy będą ogromne koszty budowy płotu, podniosą argument, po co to robicie i wydajecie publiczne pieniądze. Tu potrzebne nie wzajemne okładanie się kijem, tylko współpraca służb weterynaryjnych, sanitarnych, myśliwych i rolników.

Macie zdiagnozowane problemy, ale jak rolników zmobilizować by przestrzegali przepisów?

- To podstawowy problem. Bez pomocy rolników nie da się zlikwidować wirusa. Czy stosować drakońskie kary? To od razu podniosą się krzyki, hałas, że państwo nakłada kary na rolników, którzy nie mają pieniędzy.

Jedną z możliwości jest rezygnacja z produkcji trzody chlewnej w małych gospodarstwach i uzyskanie specjalnej rekompensaty za jej zaniechanie.

Jak choroba przekroczy Wisłę i pójdzie w kujawsko-pomorskie, koszty będą ogromne.

- To będzie tragedia. Ale są kraje, które od 30 lat mają ASF i go nie opanowały, jak południowe Włochy. Należy twardo domagać się od UE i krajów, które importują wieprzowinę z Polski, a szukamy nowych rynków m. in. w Chinach, Japonii, państwach Indochin i innych, tzw. rejonizacji. Nie wprowadzać zakazu importu dla całego kraju, tylko dla regionów, w których występuje choroba.

Szukanie rynków zbytu i promocji to dziedzina, która szczególnie mnie interesuje. W krajach które są najbardziej atrakcyjne w sensie eksportu polskiej żywności powinni być radcy rolni przy ambasadach, by promować polski eksport żywności.

Należy przestać oglądać się na Rosję, która stała się wielkim producentem żywności, w tym jednym z największych eksporterów zboża na świecie.

Jednak najwięcej eksportujemy na rynek unijny.

- Chociaż w tej chwili 80 proc. eksportu idzie do krajów Unii Europejskiej, jest to eksport mało opłacalny, z minimalnymi marżami, a jego opłacalność jest wyłącznie dlatego, że mamy walutę narodową, a kurs euro i dolara do złotówki sprawia, że eksport się opłaca. Jeśli byśmy mieli przejść na euro, to zapomnijmy o opłacalności eksportu do krajów UE, zostaną nam de facto tylko rynki dalekie.

Stajemy na głowie by szukać dalekich, egzotycznych rynków jak Wietnam, Korea Południowa, Chiny choć koszty są ogromne, a oddaliśmy rynek wewnętrzny firmom zachodnim poprzez sieci handlowe. Do Polski bardzo dużo żywności z krajów Europy Zachodniej trafia poprzez sieci handlowe niemieckie, francuskie, holenderskie, angielskie, portugalskie.

Czytaj też: 46 posiedzenie sejmu przedłużone." O wakacjach nikt nie myśli"

Oprócz szukania możliwości eksportu, trzeba odzyskać rynek wewnętrzny. Tu mają być kupowane produkty przez sieci handlowe, tylko jak ktoś je do Polski wpuszczał, to nie zastrzeżono, że muszą kupować również od polskich rolników, przetwórców, producentów i teraz cierpimy. To staramy się naprawić. Również zachęcamy drobnych rolników , by przetwarzali produkty rolne i sprzedawali żywność bezpośrednio konsumentom, eliminując pośredników i uzyskując część marży, którą przejmował do tej pory ktoś inny.

Z podniesieniem wieku emerytalnego zaskoczyliście rolników?

- W Polsce przez kilka lat obowiązywał system przejścia na wcześniejszą emeryturę, który mówił, że po przepracowaniu przynajmniej 30 lat składkowych rolnicy mogą przejść na wcześniejszą emeryturę, kobiety w wieku 55 lat, mężczyźni w wieku 60 lat. To był szczególny wyjątek dla rolników, ale związany z opłacaniem okresów składkowych, 120 kwartałów czyli 30 lat.

W poprzedniej kadencji rząd PO-PSL, za zgodą PSL, co trzeba mocno podkreślić, i co wszystkich bardzo zdziwiło, bo była to zdrada interesów wsi, a przecież ponoć PSL ją reprezentował, wprowadził zasadę, że wszyscy w Polsce, niezależnie od tego jaki zawód wykonywali, czy mieli lata składkowe, czy nie, będą mieli wiek emerytalny 67 lat. Kobietom na wsi podniesiono go o 12 lat, mężczyznom o 7 lat i PSL się na to zgodził.

Co na to rolnicy?

- Wieś zawyła z wściekłości i bólu, ponieważ było to złamanie wieloletnich reguł, które były jakimś przywilejem ze względu na ciężką pracę rolniczą. Kiedy objęliśmy władzę zrealizowaliśmy zapowiedzi przedwyborcze, skróciliśmy wiek emerytalny mężczyzn z 67 do 65 i do 60 lat dla kobiet, niezależnie od tego jaki zawód wykonują.

Zmniejszyliśmy więc wiek emerytalny dla rolników w stosunku do tego, na co wyraził zgodę PSL w poprzedniej kadencji. Jest więc wyjątkową hipokryzją, nawet łajdactwem twierdzenie, że podwyższyliśmy rolnikom wiek emerytalny. Posłowie PSL wychodzą z założenia, że kłamstwo sto razy powtarzane staje się prawdą, bo ludzie w nie uwierzą.

Podobał się artykuł? Podziel się!

Skomentuj (3 komentarzy)

  • Burek 2017-07-28 11:40:53
    Współczesną "plagą egipską" dla Polski są rządy PiS
  • ARBUZ 2017-07-27 11:58:32
    Zanim uwaga, najpierw cytata: "Skłaniamy się ku temu, choć to będą ogromne koszty, by wybudować między Polską, a Białorusią płot, który zapobiegnie przemieszczaniu się dzików z terenów zapowietrzonych - zdradza poseł w rozmowie." Zarażone białoruskie dziki można po prostu wystrzeliwać bez konieczności wznoszenia kosztownego płotu. Natomiast taki plot, wzorowany na płotach granicznych stawianych przez Izrael i USA należy postawić na granicy z Ukrainą, jako jedynym państwem sąsiedzkim, które nie potępiło oficjalnie ludobójstwa na setkach tysięcy rodzin polskich, gloryfikuje ideologów, organizatorów i wykonawców tych zbrodni, a jej prominentni politycy, zapomniawszy, iż kraj ten okupuje kilka województw zagrabionych II RP jeszcze lansuje konieczność zabrania III RP kilku powiatów. Jeśli władze tego kraju nie potępią ludobójstwa na rodakach, nie potępią ich autorów oraz autorów żądań terytorialnych wobec III RP, to należy: 1. obowiązki ambasadora powierzyć charge d'affaires, 2. wszelkie kontakty z tym krajem ograniczyć do stosunków konsularnych i handlowych, likwidując wszelką pomoc, 3. postawić taki płot na granicy, jakie są w Izraelu i USA na zagrożonych granicach, 4. pas graniczny posypać solą, jak to zrobili Rzymianie w Kartaginie i czekać na ucywilizowanie się tego kraju
  • kropek470 2017-07-26 16:35:05
    To jeszcze są tam jakieś drzewa? Premier Szydło ma wszystkich najlepszych ministrów, a sama jest najlepszym premierem od 25 lat..



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA