REKLAMA

Eksperci o debacie w PE: Szydło wraca do kraju z tarczą, koniec Platformy

  • Autor: PAP/JS
  • 20 stycznia 2016 07:08
Eksperci o debacie w PE: Szydło wraca do kraju z tarczą, koniec Platformy Kluczowa będzie decyzja, czy na kolejnej sesji PE przyjęta zostanie rezolucja na temat Polski fot.wikipedia.org/Diliff)

· Jacek Reginia-Zacharski: Debata w PE to "wiatr w żagle" dla rządu PiS.
· Debata w europarlamencie nie będzie miała wielkiego znaczenia dla polityki wewnętrznej w Polsce.
· Kluczowa będzie decyzja, czy na kolejnej sesji PE przyjęta zostanie rezolucja na temat Polski.
· Michał Kuź: Platforma Obywatelska "wyhamowała zbyt późno".
·  Ekspert: "Byliśmy prawdopodobnie świadkami partii kładącej się do grobu"

"Pierwsze wystąpienie premier Beaty Szydło w czasie debaty było dobre, kolejne były trochę mniej koncyliacyjne, z kolei wypowiedzi niektórych europosłów były kuriozalne, niektóre były popisem gry aktorskiej, ale jeśli mielibyśmy poddać tę debatę analizie rzeczowej, to premier Szydło wraca do kraju z tarczą" - powiedział w rozmowie z PAP dr Jacek Reginia-Zacharski z Uniwersytetu Łódzkiego. Jak ocenił, głos Polski w debacie "wybrzmiał stanowczo".

"Debata w europarlamencie nie będzie miała wielkiego znaczenia dla polityki wewnętrznej w Polsce, ale będzie wiatrem w żagle dla rządu PiS, tym bardziej, że również prezydent Andrzej Duda był w Brukseli - to są dwa solidne, dobre szkwały w żagle dla prezydenta i pani premier. Nie przesadzałbym jednak, że to wyznaczy jakiś nowy kurs, czy bardzo umocni obóz rządzący, bo tu jest jednak wiele znaków zapytania" - ocenił Reginia-Zacharski.

Według eksperta, kluczowa będzie decyzja, czy na kolejnej sesji PE na początku lutego przyjęta zostanie rezolucja na temat Polski. "Głosy w tej sprawie są podzielone, jedni europosłowie mówią, że jeśli pojawi się taki wniosek to niedobrze, drudzy, że dobrze" - zauważył Reginia-Zacharski.

"Debata nie wniosła wiele nowego, nie chodziło o to, żeby kogokolwiek przekonywać. Premier Beata Szydło miała dużo racji, mówiąc, że nie było w zasadzie do niej merytorycznych pytań o kwestie Trybunału Konstytucyjnego, czy media publiczne" - powiedział Reginia-Zacharski.

Jak ocenił, głos w debacie europosła PiS prof. Ryszarda Legutki był "bardzo rzeczowy i emocjonalny". "Prof. Legutko miał w debacie ewidentną rację, to nie była rozmowa o faktach, wiele frakcji nie poruszało się prawie wcale w sferze konkretów" - dodał ekspert.

Z kolei - jego zdaniem - wystąpienie szefa grupy PO w PE Jana Olbrychta było w zasadzie niewidoczne. "Olbrychtowi nie wypadało atakować premier Polski w europarlamencie, nie wyglądałoby to dobrze, dla Platformy debata o sytuacji Polski nie była zgrabna" - ocenił Reginia-Zacharski.

Według niego, dobrze się stało, iż debata w PE była relacjonowana w mediach ogólnopolskich. "Pokazało to, że obraz instytucji europejskich - które mają zajmować stanowisko niechętne rządowi PiS - jest fałszywy, bo głosy w debacie były przynajmniej zrównoważone" - zauważył ekspert.

Koniec Platformy Obywatelskiej

Dr Michał Kuź z Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego podkreślił, że Platforma Obywatelska jest postrzegana jako zaangażowana w debatę wokół Polski po stronie unijnych instytucji. Zaznaczył, że co prawda podczas  debaty w europarlamencie przedstawiciele Europejskiej Partii Ludowej wyraźnie spuścili z tonu, to Platforma Obywatelska "wyhamowała zbyt późno".

"Byliśmy prawdopodobnie świadkami partii kładącej się do grobu" - uważa Kuź. W jego ocenie elektorat tej partii przepłynie do Nowoczesnej Ryszarda Petru, który wyczuł, że nastroje społeczne w Polsce są przeciwko ingerencji w wewnętrzne sprawy Polski oraz do Prawa i Sprawiedliwości.

"Jest wielu ludzi niezgadzających się z PiS na gruncie wartości, poglądów tzw. miękkich, obyczajowych, którzy jednocześnie uważają, że Polska nie powinna zachowywać się w Europie jak ubogi krewny, ale być poważniej traktowana na arenie międzynarodowej i zrównać się gospodarczo z Europą Zachodnią" - podkreśla. "Istnieje coś takiego jak głód podmiotowości niezależnie od innych poglądów" - zaznacza. Kuź podkreśla, że w Polsce "konserwatywne, obronne odruchy są silne zwłaszcza u młodego pokolenia".

Według niego początkowa retoryka Platformy ws. zainteresowania Polską, że "przestaliśmy być prymusem w UE", a także pytania: "Co Europa pomyśli?" był to prawdopodobnie jej ostatni błąd.

Ekspert przewiduje, że polityka PiS-u będzie polegała na dalszym prowokowaniu Platformy, by PO bardziej zaangażowała się po stronie Komisji Europejskiej i być może zagłosowała za przyjęciem ewentualnej rezolucji ws. Polski. "To jest to czysty polityczny zysk dla PiS-u" - zaznaczył. "Rozsyłanie informacji, w których PiS mówi o błędach poprzedniego rządu, prowokowanie PO na to jest obliczone. PiS trafnie odczytuje nastroje społeczne, Platforma - nie" - powiedział Kuź.

"Stworzono forum, na którym wyraźnie lepiej wypadli eurosceptycy i konserwatyści" - powiedział, odnosząc się do przebiegu debaty. Ocenił, że europosłowie z EPL nie byli pewni swego, wyraźnie spuścili z tonu. "Na forum UE, Komisja dała pole do popisu eurosceptykom. W Polsce doprowadziła do wzrostu eurosceptycznych nastrojów i polepszenia notowań PiS-u" - ocenia.

"Nie czuło się w debacie, że argument Komisji Europejskiej jest dobrze skonstruowany, że Polska faktycznie stanowi zagrożenie dla praworządności w Europie, to nie zostało udowodnione" - powiedział. Zwrotnym, według Kuzia, momentem była wypowiedź Gabriele Zimmer ze Zjednoczonej Lewicy Europejskiej, która użyła argumentu dotyczącego polskiej polityki ws. imigrantów, uchodźców. "To wtrącenie natychmiast zmieniło dynamikę na sali. Powstało wrażenie, że Komisja Europejska i większościowa partia w Parlamencie Europejskim stosuje niejasne zarzuty wobec rządu polskiego po to, aby na rząd polski wywrzeć presję w kwestii systemu kwotowego i przyjmowania migrantów" - uważa Kuź.

Zwraca uwagę, że debata była "politycznym show" skierowanym przede wszystkim do polskiej widowni oraz widowni krajów Europy Środkowej. "Nie bez powodu wszyscy polscy europarlamentarzyści wypowiadali się po polsku. Nie bez powodu czeski europoseł Petr Mach występował z plakietką "Jestem Polakiem". "PiS wygrał, druga strona była niezdecydowana i nie potrafiła obronić argumentu, że działa w dobrej wierze, że sprawa Polski nie jest tematem zastępczym" - powiedział Kuź.

"Uważam, że dla PiS-u sondaże póki co będą rosły. Mogą spadać, jeśli będą większe tąpnięcia w gospodarce, które uszczuplą stan posiadania społeczeństwa, bo jak mówił Machiavelli: ludzi utrata ojcowizny boli bardziej niż utrata ojców" - powiedział Kuź.

Szydło dobrze wypadła w PE, ale każdy został przy swym zdaniu

Ekspert brukselskiego think tanku Martens Centre Roland Freudenstein, komentując debatę w Strasburgu, powiedział:

"Sama debata PE na temat Polski była uzasadniona. I w tej sprawie w argumentacji pani premier pokazała się pewna sprzeczność. Z jednej strony zapewniła, że chętnie dyskutuje z PE i jest gotowa do odpowiedzi na wszelkie pytania, ale z drugiej strony kilka razy powtórzyła, że debata nie powinna mieć miejsca" - ocenił ekspert.

Jak dodał, w sprawach merytorycznych, dotyczących wątpliwości wokół reformy Trybunału Konstytucyjnego i mediów, każdy pozostał przy swoim zdaniu. "O takich rzeczach trudno jednak dyskutować na forum Parlamentu Europejskiego" - powiedział. "Tego typu debaty nie służą temu, by przekonać, iż jedni mają rację, a drudzy nie. Tu chodzi o wymianę poglądów" - dodał.

"Bardzo skutecznie na samym końcu debaty odpowiedzieli na pytania o TK i media komisarze UE: Frans Timmermans i Guenther Oettinger. Pokazali oni, że znają sytuację. Timmermans oraz kilku mówców w debacie podkreślało też, że o tym, co się dzieje w Warszawie, trzeba dyskutować też poza Warszawą, bo na tym polega integracja europejska. Myślę, że to było udane i tu argumentacja pani premier nie była jasna" - ocenił Freudenstein.

"Polska jest krajem suwerennym, ale podpisując Traktat Akcesyjny uznała, że sprawy polskie też mogą być dyskutowane w Strasburgu" - dodał.

"Ogólnie rzecz biorąc, premier Szydło prezentowała się dobrze, mówiła z sensem. Może problemem było to, że dostała oklaski i dużo wsparcia bardzo radykalnych europosłów prawicowych, którzy są przeciwni Unii Europejskiej. Myślę, że od nich pani premier mogła się bardziej zdystansować, czego nie zrobiła" - powiedział Freudenstein.

Jego zdaniem emocje w wokół Polski uspokajają się od kilku dni. "Obie strony unikały języka, w którym padały określenia +zamach stanu+ czy +nadzór+. Także ton listów, wysłanych przez polskich ministrów w odpowiedzi na pytania KE, złagodniał, bo był trudny do zaakceptowania" - dodał ekspert.

Podobał się artykuł? Podziel się!

Skomentuj

  • Brak komentarzy.



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA