REKLAMA

Wybory parlamentarne 2015. Wyborcze światy równoległe

  • Autor: parlamentarny.pl (Adam Sofuł)
  • 31 sierpnia 2015 09:30
Wybory parlamentarne 2015. Wyborcze światy równoległe Obietnice wyborcze nie zawsze stają się ciałem. Fot. Artotem/flickr, licencja Creative Commons

Często zżymamy się, że politycy nie dotrzymują swoich obietnic wyborczych (choć ekonomiści raczej się z tego cieszą). Przywykliśmy do tego stanu rzeczy tak bardzo, że nawet nie zastanawiamy się, co by było, gdyby deklaracje z kampanii zostałyby zrealizowane.

Kampanie wyborcze mają swoją dynamikę i poetykę. Po zamknięciu lokali wyborczych dynamika gwałtownie wyhamowuje, a poezję haseł wyborczych zastępuje proza rządzenia. Pojawiają się tysiące obiektywnych uwarunkowań, z powodu których przedwyborcze obietnice nie mogą być zrealizowane. A gdyby tych uwarunkowań nie było? Świat wyglądałby zupełnie inaczej.

Przede wszystkim zniknęłoby wiele problemów, które ostatnich miesiącach i latach stały się utrapieniem dla wielu Polaków. Weźmy pierwszy z brzegu przykład – problemy frankowiczów. Pojawienie się na rynku nieruchomości obiecanych przez PiS w 2005 roku trzech milionów mieszkań spowodowałoby taki spadek cen, że mało kto posiłkowałby się przy zakupie lokalu kredytem. Tym bardziej, ze dzięki zapowiedzianemu znacznie wcześniej przez KLD milionowi nowych miejsc pracy nie byłoby problemu z zarobieniem na własne lokum.

Zresztą, kto by myślał o kredytach frankowych, skoro od 2011 roku używalibyśmy - według zapowiedzi Donalda Tuska (fakt, powyborczej) europejskiej waluty. A mielibyśmy jej w portfelach naprawdę sporo, bo podatki byłyby znacznie niższe niż obecnie - może nawet obiecane przez PO 3x15. W najgorszym razie lansowane przez Janusza Palikota 3x18.

Ekonomia wyborcza

Nad podatkami wisi zresztą jakieś fatum - obniżkę obiecują wszystkie partie (dość wspomnieć, że uchwalone za rządów PiS, a wprowadzone przez PO obecne stawki PIT 18 i 32 proc. miały być pierwszym etapem - docelowo miały być 18 i 28 proc.), a efekty są, jakie są. Same podatki byłyby znacznie mniej uciążliwe - w 2005 roku Platforma obiecywała formularz PIT wielkości pocztówki, by potem zupełnie zrezygnować z tego dokumentu. Przy tak prostych podatkach nie można się zatem dziwić, ze system podatkowy byłby szczelny aż strach.

W równoległej wyborczej rzeczywistości znacznie lepiej miałyby się finanse publiczne - według zapowiedzi PO w tym roku budżet miałby być już bliski równowagi. Odżyłby również system emerytalny - bo dzięki likwidacji przywilejów górników, służb mundurowych i reformie KRUS system zacząłby się bilansować, a emeryci otrzymywaliby godne świadczenia. Niewykluczona byłaby również proponowana przez PSL emerytura obywatelska.

Sprawy społeczne

Leczenie byłoby przyjemnością, skrócenie kolejek do lekarzy obiecywały wszystkie partie w każdych wyborach, na pewno zaś nad systemem ochrony zdrowia nie ciążyłby moloch w postaci NFZ, bo i PO i PiS obiecywały jego likwidację. W ostateczności mielibyśmy prawo wyboru - PO obiecywało bowiem stworzenie konkurencji dla NFZ w postaci prywatnych funduszy zdrowotnych i Polacy mieliby sami decydować, gdzie przekażą swoją składkę zdrowotną. Miało to nastąpić dwa lata temu. W ubiegłym roku miały się zakończyć prace nad pełną informatyzacją służby zdrowia. W zasadzie pacjenci już mają wybór, tyle że taki jak pierwsi klienci Forda, którzy mogli zdecydować się na dowolny kolor swojego auta, pod warunkiem, że będzie to kolor czarny.

Zupełnie inaczej wyglądałyby polskie szkoły – dzięki konkurencji wywołanej wprowadzeniem bonu oświatowego (propozycja PO, ale nie tylko) znacznie by się podniósł poziom nauczania, a uczniowie z których każdy miałby laptopa od PiS uczyliby się z e-podręczników zapewnionych przez PO i pozostawali pod opieką pielęgniarek i dentystów obiecanych przez SLD. Po powrocie do domów mogliby - wraz z rodzicami - korzystać z bezpłatnego internetu zapewnionego przez Ruch Palikota.

Rodzice nie tylko zaoszczędziliby na internecie (podobnie jak wcześniej na podatkach i innych składkach), ale dostali również wsparcie od państwa. Warto bowiem pamiętać, że prezydent Andrzej Duda nie błysnął oryginalnością ze swoim pomysłem 500 zł na dziecko. On jedynie przelicytował o cztery lata wcześniejszą propozycję zapomnianej już nieco formacji Polska Jest Najważniejsza, która mówiła docelowo o 400 zł. Przy tej okazji można też zwrócić uwagę na rosnącą odpowiedzialność polityków - ćwierć wieku temu Lech Wałęsa oferował 100 milionów dla każdego, prezydent Duda zaledwie 500 zł i to tylko dla dzieci.

Gdyby obietnice wyborcze stawały się ciałem,

bylibyśmy już dzięki łupkom gazowym mocarstwem. Zmieniłoby się również życie codzienne - obywatele mogliby spędzać czas przed telewizorem - oglądając zupełnie bezstronną i stojącą na wysokim poziomie telewizję publiczną, nie płacąc za to ani złotówki. Ileż można siedzieć przed telewizorem (czy darmowym internetem), od czasu do czasu warto gdzieś wyjść. I byłoby gdzie. Cztery lata temu PO zapowiadała że w każdej gminie powstaną tzw. świetliki - czyli lokalne centra kulturalno-oświatowe.

Obywatel nie musiałby się zżymać na biurokrację - byłby obsługiwany przez sprawny, lecz znacznie mniejszy korpus urzędniczy, a mniejszy Sejm i brak Senatu ( po cóż mnożyć byty ponad potrzebę) stanowiłoby jasne i przejrzyste, nie poddające się różnorakim interpretacjom prawo.

Podczas kampanii wyborczych papier na którym drukowane są ulotki i plakaty jest cierpliwy. Wyborcy z każdymi wyborami już mniej. Dlatego może się zdarzyć, że w któryś kolejnych wyborach wygra kandydat, który jak niegdyś inny będzie zapowiadał, że „nie będzie niczego. Zero ryzyka. I tak nie dotrzyma.

 

 

Skomentuj

  • Brak komentarzy.



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA