REKLAMA

Płace delegowanych do pracy za granicą: Waży się los pensji 420 tys. Polaków

  • Autor: Włodzimierz Kaleta
  • 11 kwietnia 2016 09:36
Płace delegowanych do pracy za granicą: Waży się los pensji 420 tys. Polaków W przypadku wprowadzenia dyrektywy 95 proc. polskich przewoźników stanie przed koniecznością zamknięcia swej działalności. /Fot.pixabay.com/

• UE chce zapewnić jednakowe wynagrodzenie wszystkim pracownikom, obowiązujące w danym państwie członkowskim. 
• Wiceminister Szczęch: zmiany te wprowadzą nowe obciążenia dla przedsiębiorców. Mogą wyeliminować  przedsiębiorców, zwłaszcza świadczących usługi budowlane na podstawie dużych kontraktów.
• Pracodawcy popierają stanowisko rządu wobec nowej dyrektywy. Polska jest krajem, z którego delegowanych za granicę jest najwięcej pracowników. Związkowcy są za, a... nawet przeciw.

Polska popiera zwalczanie nadużyć w procesie delegowania pracowników, nawet jeśli mają charakter incydentalny. Sprzeciwia się jednak wszystkim inicjatywom, które pod hasłem poszanowania praw pracowników czy przeciwdziałania nieuczciwym praktykom doprowadzą do ograniczenia ich delegowania. Efektem tego może być zmniejszenie konkurencyjności polskich przedsiębiorstw i wyeliminowanie ich z rynku państw członkowskich.

- Dlatego rząd nie popiera projektu, zmieniającego dyrektywę PE i Rady, dotyczącego delegowania pracowników w ramach świadczenia – poinformowała posłów Komisji ds. UE o stanowisku rządu w tej sprawie Renata Szczęch, podsekretarz stanu w MRPiPS. Proponowana regulacja podważa traktatową swobodę świadczenia usług. Uderza przedsiębiorców z krajów Europy Środkowej i Wschodniej.

Zastrzeżenia płacowe

Najpoważniejsze zastrzeżenia budzą rozwiązania dotyczące delegowania trwającego ponad 24 miesiące. Wprowadzenie wymogu zapewnienia wynagrodzenia obejmującego wszystkie składniki wynagrodzenia obowiązujące w danym państwie członkowskim, narusza zasadę zgodnie z którą, pracodawca delegujący ma obowiązek stosować warunki zatrudnienia ustalone w układach zbiorowych.

Czytaj też:Ministra finansów czekają kłopoty

Wprowadzenie rozwiązania dotyczącego delegowania trwającego ponad 24 miesiące, to stosowanie wobec pracownika prawa pracy państwa przyjmującego. Propozycja ta prowadzi w praktyce do utrudnienia delegowania lub wręcz je uniemożliwi po upływie tego okresu. Nowe przepisy mogą spowodować wyeliminowanie z rynku wielu polskich przedsiębiorców, szczególnie tych świadczących usługi budowlane na podstawie dużych kontraktów, których realizacja przekracza 24 miesiące. Jest to ponad 40 proc. pracowników delegowanych w ramach branży budowlanej.

Według wiceminister Szczęch, takie inicjatywy należy uznać za dyskryminujące, ponieważ godzą w interesy niektórych państw członkowskich. Obserwowane różnice w wysokości wynagrodzeń pomiędzy państwami UE, wynikające z poziomu rozwoju gospodarczego, nie mogą być postrzegane jako nieuczciwa konkurencja. Dlatego propozycja zmiany dyrektywy jest według rządu przedwczesna. Stoją one w sprzeczności z podstawowym celem UE, jakim jest pogłębianie rynku wewnętrznego i wspieranie konkurencyjności.

Dobre to, co mamy

Jan Mosiński /PiS/, poseł sprawozdawca uważa, że obecnie wysiłki państw członkowskich powinny się skupiać na prawidłowej implementacji dyrektywy wdrożeniowej PE i Rady z 2014 r., która zapewnia odpowiednią równowagę pomiędzy ochroną praw pracowniczych, a zasadami rynku wewnętrznego.

Poseł przypomniał, że Polska jest krajem, z którego delegowanych za granicę jest najwięcej pracowników. W 2014 r. było ich ok. 430 tys., co stanowi 22,3 proc. ogólnej liczby pracowników. Projekt zmiany dyrektywy ma zatem zasadnicze znaczenie dla Polski. Może bowiem dotyczyć wyspecjalizowanych przedsiębiorstw świadczących usługi w stoczniach lub na platformach wiertniczych.

Zdaniem Piotra Nikla z Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych, dyrektywa nie powinna też mieć zastosowania wobec pracowników transportu międzynarodowego, ponieważ, ze względu na mobilny charakter pracy, godzi w przedsiębiorców krajów Europy środkowo-wschodniej. Przyjęcie jej w takiej formie będzie początkiem końca polskiego sukcesu transportu międzynarodowego na rynku europejskim.

Czytaj też: Jest ustawa o wstrzymaniu sprzedaży nieruchomości zasobu własności rolnej skarbu państwa

- Środowisko przewoźników drogowych popiera stanowisko rządu co do negatywnej opinii. Wydaje nam się jednak, że jest ono niekonsekwentne. Dyrektywa nie powinna mieć zastosowanie do międzynarodowego transportu drogowego. Jeśli rząd polski również tak uważa, to należy wnioskować o wyłączenie branży z tej regulacji, analogicznie jak w przypadku transportu morskiego. Stanowisko rządu powinno być konsekwentne – podkreśla Piotr Nikiel.

Stara Unia dla siebie

Podobna jest ocena Macieja Wrońskiego ze Związku Pracodawców Transport i Logistyka Polska: - W naszym odczuciu zmiana dyrektywy służy ochronie rynków lokalnych starych państw członkowskich UE poprzez próby narzucenia odmiennych warunków zatrudnienia pracowników mobilnych, których praca polega na przemieszczaniu się - mówił w dyskusji Wroński.

- Nie jest rzeczą przypadkową, że KE zawarła odniesienie do transportu drogowego. My jako polski transport wykonujemy 24 proc. przewozów na międzynarodowym rynku. W przypadku wprowadzenia dyrektywy 95 proc. przewoźników stanie przed koniecznością zamknięcia swej działalności.

Okazuje się, że 95 proc. to mikro i małe przedsiębiorstwa, gdzie średnia pojazdów to 4 samochody. W jaki sposób przewoźnik przedsiębiorstwa rodzinnego, zatrudniający 4 do 5 pracowników, będzie w stanie mieć przedstawiciela firmy w każdym państwie członkowskim, zapoznać się ze wszystkimi układami zbiorowymi dla pracowników. W jaki sposób miałby prowadzić statystykę godzin na terenie każdego państwa. - Już narzucanie nam płacy minimalnej stanowi nie lada wyzwanie – przyznaje Wroński.

Związkowcy rozumieją i przestrzegają

Inne nieco jest stanowisko związków zawodowych, jak m.in.: NSZ Solidarność czy OPZZ. Solidarność twierdzi, że rozumie krytyczną ocenę proponowanych zmian, wyrażaną przez polskich przedsiębiorców, jednak popiera rozwiązanie, aby wprowadzić zasadę równej płacy w tym samym miejscu pracy.

- Odnosząc się do kosztów diet pracowników. Pracodawcy polscy potrafią obejść regulacje, przepis kodeksu pracy daje możliwość prywatnym przedsiębiorcom na wprowadzenie do regulaminu wynagradzania diet zagranicznych na poziomie diet krajowych czyli 30 zł za dobę – wyjaśniała Magdalena Rycak, ekspert prawa pracy KK NSZ Solidarność.

Z drugiej jednak strony związkowcy uważają, że konkurencyjność polskich firm nie może być budowana jedynie w oparciu o niższe koszty pracy. W dłuższej perspektywie spowoduje to obniżanie jakości kapitału ludzkiego.

- Polska poprze możliwość wpisania, do części normatywnej, wyraźnego wyłączenia zmian dotyczących międzynarodowego transportu drogowego – deklarowała wiceminister Szczęch.

Podobał się artykuł? Podziel się!

Skomentuj

  • Brak komentarzy.



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA