REKLAMA

Nie powielajmy mitu 590. Gospodarka jest bardziej skomplikowana

  • Autor: JS
  • 18 listopada 2016 21:43
Nie powielajmy mitu 590. Gospodarka jest bardziej skomplikowana Jak twierdzą eksperci, kryterium polskości powinno być dla konsumentów nie jedyną, a dodatkową – obok m.in. jakości i ceny – wskazówką w zakupowych wyborach (fot. shutterstock)

Dzięki Kongresowi 590 o patriotyzmie gospodarczym głośno od wczoraj we wszystkich mediach. Niestety, wybierając niefortunną nazwę Kongresu, jego organizatorzy sprawili, że popularności nabiera fałszywe stwierdzenie, że to właśnie kod 590 pozwala rozpoznać polskie produkty. Tymczasem definiowanie „polskości” za pośrednictwem pierwszych cyfr kodu kreskowego jest, najdelikatniej mówiąc, nieprecyzyjne - uważają eksperci Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego.

„590 – to pierwsze cyfry kodu kreskowego wszystkich polskich produktów” – usłyszeli wczoraj w głównym materiale widzowie Wiadomości TVP. "Niestety trudno o lepszy przykład tego, jak chcąc promować patriotyczną świadomość konsumentów, w praktyce łatwo wyrządzić sprawie niedźwiedzią przysługę" - twierdzą eksperci.

Jak uważają, wbrew pozorom bowiem kod 590 niewiele mówi o konkretnym produkcie.

"Organizatorzy Kongresu twierdzą, że są nim oznaczane „towary wytwarzane bądź dystrybuowane przez polskie firmy”. Niestety to nie do końca prawda – trudno bowiem uznać rejestrację w Polsce za wyczerpującą i niekontrowersyjną definicję polskiej firmy. W praktyce bowiem kod 590 znajdziemy na produktach firm, które są jedynie spółkami-córkami należącymi do międzynarodowych korporacji. W skrajnym przypadku oznaczenie to znajdziemy także na produktach firmy, która należy w 100 proc. do niemieckiego koncernu, produkującego w Chinach, a realnie podatki płaci na Cyprze. Wobec tego trudno uznać prefiks 590 za symbol „awansu Polski w gospodarczej hierarchii Europy i świata” czy „wizji państwa, którego bogactwo ma być powiększane w oparciu o własne zasoby”, o których czytamy w deklaracjach organizatorów Kongresu" - czytamy w komentarzu.

Przykładów budzących wątpliwości działań kojarzonych z patriotyzmem gospodarczym jest więcej. Dwa tygodnie temu Sejm przyjął ustawę, zgodnie z którą reglamentowanego przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi oznaczenia „produkt polski” używać będą mogły na swoich produktach zagraniczne firmy, przed czym Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ostrzegało.

"By na poważnie rozmawiać o patriotyzmie gospodarczym, należy odpowiedzieć sobie na dwa pytania. Po pierwsze – jak możliwie najbardziej precyzyjnie zdefiniować polską firmę i polski produkt? Po drugie zaś – czy kryterium „polskości” jest wystarczające do podejmowania tak decyzji konsumenckich, jak i oceny wpływu konkretnych firm na krajową gospodarkę?" - twierdzą eksperci.
 
"Jest oczywistym, że firm i produktów nie da się, zachowując minimum intelektualnej przyzwoitości, podzielić zero-jedynkowo na kategorie „polskie” i „niepolskie”. Tworząc algorytm oceny firm wykorzystywany przez aplikację Pola, staraliśmy się wziąć pod uwagę wszystkie najistotniejsze i stosunkowo łatwo weryfikowalne składowe owej „polskości”. Tym samym więc na ocenę Poli składają się: kapitał stojący za daną firmą, miejsce jej rejestracji, miejsce prowadzenia przez nią produkcji oraz odpowiedzi na pytania: czy konkretne przedsiębiorstwo zatrudnia w Polsce w obszarze badań i rozwoju oraz czy firma nie jest częścią zagranicznego koncernu. Dopiero biorąc pod uwagę te pięć zmiennych, oceniamy konkretne firmy, nadając im punktację od 1 do 100 procent. Analizując skrajny przypadek firmy z zagranicznym kapitałem i produkującej poza Polską, można sobie wyobrazić, że jej produkty mają kod 590, choć w „skali Poli” otrzymuje ona zaledwie 10 proc. „polskości” - czytamy w komentarzu. . 

Jak twierdzą eksperci, kryterium polskości powinno być dla konsumentów nie jedyną, a dodatkową – obok m.in. jakości i ceny – wskazówką w zakupowych wyborach. "Trudno uznać za patriotyzm sytuację, gdy klient przepłaca za produkt gorszej jakości. Nie jest to ani racjonalne z punktu widzenia konsumenta, ani nie służy gospodarce, ponieważ zaniża oczekiwania wobec polskich firm, a długofalowo – ich konkurencyjność" - twierdzą eksperci.
 
W Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego przedstawiono propozycję metody mierzenia korzyści, jakie dana firma przynosi polskiej gospodarce. W raporcie „Wpływ kapitału. Jak mierzyć korzyści, które przedsiębiorstwo przynosi polskiej gospodarce”, abstrahując od kryterium „narodowości kapitału”, Centrum proponuje, by uzależniać ocenę pozytywnego wpływu danej firmy na gospodarkę od tego, jak dzieli się ona wytwarzaną wartością dodaną ze społeczeństwem.
 
Co to oznacza w praktyce? Zaproponowana metoda premiuje firmy, które dobrze wynagradzają pracowników, płacą w Polsce podatek dochodowy, akumulują kapitał lub wypłacają dywidendy rezydentom krajowym oraz, last but not least, są rentowne. Trudno bowiem uznać za przykład korzystnej dla polskiej gospodarki taką firmę, która stale przynosi straty, zatrudnia pracowników na podstawie umów śmieciowych lub wyprowadziła produkcję z kraju oraz unika płacenia podatków w kraju. Niestety taka firma również może w 100 proc. należeć do polskiego kapitału…

Obie, co do zasady komplementarne, metody oceny firm stworzone w ramach Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego pokazują, jak skomplikowany jest sam rzetelny opis rzeczywistości gospodarczej. By promować określone postawy w polityce państwa i debacie publicznej, należy brać pod uwagę całą gamę czynników i otwarcie debatować nad wagą konkretnych zmiennych. Wiara, że pomóc polskiej gospodarce można za pomocą zaklinających rzeczywistość haseł, jest zaś nie tylko nieuprawniona, ale i szkodliwa.   

Skomentuj

  • Brak komentarzy.



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA