REKLAMA

Handel na marginesie programów wyborczych

  • Autor: Parlamentarny.pl (Edyta Kochlewska)
  • 10 sierpnia 2015 14:57
Handel na marginesie programów wyborczych Fot. PTWP (Paweł Pawłowski)

Pracownicy handlu nie mogą polegać na politykach, bo żadne z ugrupowań startujących w wyborach nie przedstawiło na razie jasnej strategii dla handlu - uważają związkowcy.

Zdaniem związków zawodowych, unormowanie relacji między wielkimi sieciami handlowymi i pracownikami na szczeblu ogólnopolskim, spowodowałoby poprawę sytuacji pracowników w całym handlu. Tymczasem na taki dialog nie ma co liczyć, bo pracodawcom obecna sytuacja odpowiada.

Zatrudnionym w handlu trudno też polegać na politykach, bo żadna z partii w przedwyborczych zapowiedziach nie przedstawiła tymczasem klarownej i kompleksowej strategii dla handlu. W sukurs może im jednak przyjść spadające bezrobocie.

Rzesza wyborców

Z pragmatycznego punktu widzenia - z punktu widzenia partii czy koalicji - jest się o co bić. Zatrudnieni w handlu (plus ich rodziny) stanowią bowiem w Polsce pokaźną rzeszę wyborców.

Jak wynika z raportu Banku DNB i firmy Deloitte, handel zatrudnia w Polsce prawie 2 mln osób. Z czego, jak obliczył portal dlahandlu.pl, w największych zagranicznych sieciach handlowych (m.in. Biedronka, Lidl, Tesco, Carrefour, Auchan, Kaufland) pracuje łącznie 184 tys. osób - czyli mniej niż 10 proc. zatrudnionych w handlu ogółem. W sektorach powiązanych z handlem znalazło zatrudnienie kolejne 1,6 mln osób, co łącznie stanowi 3,6 mln zatrudnionych (czyli 26 proc. ogółu pracujących). Według raportu DNB i Deloitte handel - wraz z sektorami powiązanymi wytwarza w Polsce 29 proc. wartości dodanej w gospodarce.

Wyliczenia portalu dla handlu.pl wskazują, że przytłaczająca większość miejsc pracy w handlu tworzą polskie sieci detaliczne oraz małe niezależne placówki (ich udział sięga ponad 90 proc. i odpowiada za ponad 1,8 mln osób zatrudnionych w handlu).

Co boli?

Jako główne bolączki pracowników handlu wielkopowierzchniowego Alfred Bujara, przewodniczący NSZZ Solidarność wylicza przeciążenie pracowników pracą, niskie płace i brak możliwości wypracowania rozwiązań ogólnopolskich, które objęłyby wszystkich zatrudnionych w handlu (zbliżone opinie głoszą i inne związki).

Według niego, wiele błędów popełnili rządzący.

- Można nawet mówić o braku polityki rządu, gdyż tak naprawdę nikt się handlem nie zajmował. Wszystko regulował wolny rynek. Nawet samorządy gminne nie miały i nie mają uprawnień w kwestii regulacji budowy sklepów - mówi w wywiadzie dla portalspozywczy.pl.

Żeby zmienić sytuację, trzeba unormować rynek pracy, w tym relacje między pracodawcami i pracownikami.

- Potrzebne są rozwiązania na szczeblu ogólnopolskim. To główny postulat zgłaszany przez związki. Bez pomocy polityków może kiedyś dojść do sytuacji, że pracownicy nie wytrzymają i wyjdą na ulice, albo nie przyjdą do pracy. Będzie to jednak ostateczność - zastrzega Alfred Bujara.

Zdaniem związkowców, kwestie zarobków powinien regulować ogólnopolski układ zbiorowy pracy - tak, jak w innych krajach. - Tam negocjuje się stawki wynagrodzeń dla pracowników na poszczególnych stanowiskach. Nam się mówi, że jesteśmy ciągle na dorobku… Obecnie najniższe (minimum) wynagrodzenie w handlu powinno wynosić 2,5 tys. brutto - przekonuje Alfred Bujara w rozmowie z portalspozywczy.pl.

Druga strona medalu

Z perspektywy Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, która zrzesza większość zagranicznych sieci handlowych w Polsce, sprawy przedstawiają się inaczej. Według Andrzeja Falińskiego, dyrektora generalnego POHiD handel plasuje się w niezłej pozycji w stosunku do średniej krajowej, bo płace w handlu mieszczą się w widełkach 2100-2600 zł. Niższa jest też liczba umów śmieciowych względem średniej krajowej (23 proc. w handlu, względem 28 proc. w kraju).

POHiD dostrzega problem gdzie indziej.

- W sytuacji, gdy koniunktura ruszyła, a firmy w innych sektorach szukają pracowników, często płacąc lepiej (niedużo, ale lepiej), o ludzi jest trudno. Do tego koniunktura daje lepszą szansę we własnej działalności gospodarczej potencjalnych pracowników i nadal atrakcyjna jest praca za granicą. Skutek: tempo uatrakcyjniania handlowych ofert pracy będzie rosło, bo musi - akcentuje dyrektor POHiD.

O samoczynnej, rynkowej regulacji warunków płacy wspomina też Alfred Bujara.

- Pojawiają się sygnały, że sieci handlowe chcą różnicować płace w dużych miastach oraz małych miejscowościach. Chcą podnosić płace pracownikom w największych miastach, jak Warszawa, Poznań, Wrocław, Gdańsk czy Kraków, gdyż w dużych aglomeracjach coraz trudniej o wykwalifikowanego pracownika. Ludzie mają tu większe możliwości znalezienia innej, lepiej płatnej lub lżejszej pracy. Działania podejmowane przez niektóre sieci to sygnał, że za tak małe pieniądze, na tak ciężką pracę nie ma w największych miastach chętnych. Ta sytuacja będzie się pogłębiać wraz ze spadkiem bezrobocia, a kilka dużych sieci handlowych już to odczuwa - komentuje Alfred Bujara.

Nie na sztandary

Może to oznaczać, że po raz kolejny pracownikom handlu bardziej niż strategie polityczne pomogą: rosnąca koniunktura, spadek bezrobocia i konkurencja walka o pracownika. Nie zmienia to jednak faktu, że - pomijając kwestię dodatkowego opodatkowania wielkich sieci handlowych - problemy handlu i jego pracowników nie należą do pierwszoplanowych haseł wyborczych.

W pewnym stopniu to problem niezbędnego poziomu ogólności wyborczych propozycji - pewnie identyczne postulaty mogą formułować i inne grupy zawodowe, co zamieniłoby ów dokument w opasłą księgę. Ale tak czy inaczej luka - obiektywnie rzecz biorąc - (na razie?) jest.

Skomentuj

  • Brak komentarzy.



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA